KAI: A jak wygląda dziś współpraca z Kościołem niemieckim?
- Relacje były żywe przez dziesięciolecia. Obecnie nieco osłabły na skutek zmian w Kościele niemieckim, a głównie na skutek niemieckiej drogi synodalnej. Ale jest wciąż kilku biskupów niemieckich i są środowiska, w tym teologiczne, z którymi łączy nas współmyślenie i z którymi się kontaktujemy. 17 września miała miejsce pielgrzymka narodów w Zlatych Horach: niemieckiego, czeskiego i polskiego. Uczestniczyli w niej, jak zawsze od 1997 r., autochtoni ze Śląska, Niemcy, głównie z naszej diecezji, trochę pielgrzymów z Niemiec, a także Czesi jako gospodarze. Tym razem modlitwie przewodniczyli biskupi: Rudolf Pierskała z Opola i Martin David, administrator apostolski diecezji opawsko-ostrawskiej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
KAI: A jak prezentuje się dialog ekumeniczny, który był zawsze jedną z tutejszych specjalności?
Reklama
- Duch ekumeniczny jest wciąż bardzo żywy. Współpraca jest bardzo dobra, zwłaszcza z Kościołem ewangelicko-augsburskim. Kiedyś zostałem nawet zaproszony do poprowadzenia dnia skupienia dla księży luterańskich. Mają tu sześć parafii, jest jedna parafia prawosławna w Kędzierzynie-Koźlu i wiele wspólnot zieloświątkowych. Bywa, że ktoś z innych Kościołów czy wspólnot chrześcijańskich uzyskuje doktorat na naszym Wydziale Teologicznym UO. Organizujemy międzynarodowe konferencje, już parę razy z udziałem kard. Kurta Kocha, który ostatnio otrzymał tytuł Doktora „Honoris Causa” Uniwersytetu Opolskiego.
Współpraca ekumeniczna jest intensywna na poziomie charytatywnym. Kościół ewangelicko-augsburski prowadzi w Opolu hospicjum, gdzie kapelanem jest nasz katolicki proboszcz. To jeden z przykładów ekumenii praktycznej, którą nietrudno rozwijać dzięki „otwartej tożsamości” mieszkańców Opolszczyzny.
Jedną z ważnych inicjatyw ekumenicznych jest Ekumeniczna Modlitwa Młodych organizowana w niedzielę podczas Tygodnia Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan. Gromadzi się wtedy na wspólnym nabożeństwie młodzież katolicka, protestancka, zielonoświątkowa i prawosławna. Przed tygodniem modlitw o jedność kieruję do wiernych stosowny list pasterski.
KAI: W Opolu został otwarty pierwszy po wojnie wydział teologiczny na państwowym uniwersytecie. A właściwie wokół tego wydziału powstał Uniwersytet Opolski. Jak przebiegała niezwykła historia i jak ta placówka naukowa sytuuje się dziś?
- Była to inicjatywa społeczna, a głównym inspiratorem był abp Nossol. Stawiał sobie za zadanie, by lud tej ziemi mógł studiować na miejscu, u siebie – „w domu”. Inicjatywę wspierali wywodzący się ze śląskich autochtonów naukowcy i parlamentarzyści np. prof. Dorota Simonides. Abp Nossol zaproponował włączenie do przyszłego uniwersytetu Instytutu Teologiczno-Filozoficznego w Opolu, który był filią KUL.
Reklama
Gdy arcybiskupa poproszono, aby przewodził dziełu i gdy zapytał, dlaczego jednak nie proszą kogoś ze świeckich profesorów, wówczas usłyszał: „Bo Ksiądz Arcybiskup jest jedynym, który tak naprawdę wierzy, że ten uniwersytet powstanie”. Można więc powiedzieć, że ta jego wiara w powodzenie przedsięwzięcia dokonała cudu powstania Uniwersytetu w Opolu.
Dziś Wydział Teologiczny UO należy do wiodących. Mamy solidną kadrę naukową, czego wyrazem jest uzyskanie przez wydział kategorii A w ramach ostatniej ewaluacji, rozwijamy współpracę zagraniczną, głównie z ośrodkami naukowymi w Niemczech, w Czechach. Wielkim uznaniem cieszy się nasz Instytut Ekumenizmu i Badań nad Integracją z siedzibą w Kamieniu Śląskim. Nie brakuje studentów, mimo kryzysu demograficznego. Jest to jeden z dobrych skutków ustanowienia i funkcjonowania w Opolu międzydiecezjalnego seminarium, które formuje alumnów dla diecezji opolskiej i gliwickiej.
KOŚCIÓŁ SYNODALNY
KAI: Ksiądz Biskup zapowiada budowanie Kościoła w duchu synodalnym. Jaki ma być synodalny Kościół przyszłości?
- Kiedy papież Franciszek ogłosił synod nt. synodalności Kościoła, uznałem to za szansę na wprowadzenie w życie myśli Soboru Watykańskiego o Kościele jako o wspólnocie ludu Bożego. Jest wiele solidnych opracowań teologicznych tej myśli. Jednak brakuje jej recepcji, wdrożenia w życie Kościoła. Pamiętam, że prof. Stefan Swieżawski, jeden z audytorów soboru, kiedy go zapytano, co jest najistotniejsze w spuściźnie soborowej, odpowiedział: „Wizja Kościoła wspólnotowego, otwartego i służebnego”. I taki Kościół chcemy tworzyć.
KAI: A jak ocenia Ksiądz Biskup dotychczasowe wyniki pracy synodu? Mamy za sobą etap diecezjalny, wraz z opracowaniem syntez?
Reklama
- Mieliśmy okazję usłyszeć wypowiedzi płynące z głębi serca naszych wiernych - jak ufam - oświecone przez Ducha Świętego. W pochyleniu nad słowem Bożym uczestnicy spotkań synodalnych dzielili się własnym doświadczeniem i przeżywaniem wspólnoty Kościoła, zaangażowania w jego życie i misję. Ten ostatni wymiar dość mocno wybrzmiał. Mówiono o potrzebie większego udziału w życiu parafialnym i wychodzeniu do zagubionych.
KAI: A czy pojawił się problem niedocenienia laikatu przez duchownych, tak jak w syntezie krajowej.
- Problemem jest duża polaryzacja pomiędzy duchownymi a świeckimi. Warsztaty synodalne, w których uczestniczyłem zaczynały się od krytyki zastanego stanu rzeczy i padało wiele gorzkich słów. W drugiej części zastanawialiśmy się jak to zmienić. Wybrzmiewały głosy wyrażające troskę o przyszłość Kościoła i marzenia o Kościele na wskroś Bożym. Pomimo żółci i doznanego bólu widać było, że ludzie ci kochają Kościół. Właśnie z tej miłości do Kościoła „wykrzyczeli” to, z czym nie mogą się zgodzić, co w Kościele ich boli i rani. To bardzo cenne i wielce motywujące do podjęcia razem dzieła odnowy.
Okazało się też, że wierni Kościoła w Polsce są przywiązanymi do nauczania Magisterium Kościoła. Nie wypłynęły tematy, które były wiodące na Zachodzie takie jak np. zmiana nauczania moralnego, kwestia celibatu czy udział świeckich w wyborze biskupów.
KAI: Co teraz powinno się zrobić z tymi wnioskami, poza wysłaniem ich do Rzymu?
- Od pierwszej niedzieli Adwentu, w całej Polsce realizować będziemy program duszpasterski: „Wierzę w Kościół Chrystusowy”. Jedną z form realizacji programu ma być kontynuacja warsztatów i prac synodalnych. Widzę w tym dobrą okazję do wstąpienia na drogę przywracania Kościołowi synodalnego sposobu życia i działania.
Reklama
KAI: W jaki sposób?
- Zacząć musimy od tego, że będziemy się gromadzić tak jak apostołowie w Jerozolimie. Spotykamy się i czytamy Słowo Boże, przywołujemy Bożego Ducha. Następnie wymieniamy myśli, słuchamy się nawzajem, dzielimy, by jak u początku Kościoła usłyszeć podpowiedź Ducha Świętego, jak ma funkcjonować parafia czy diecezja.
Tę drogę dobrze pokazuje dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej o synodalności. Chodzi o to, by przywracać Kościołowi pierwotny sposób życia i funkcjonowania. Dokument stwierdza, że „Synodalność jest szczególnym modus vivendi et operandi Kościoła, Ludu Bożego, który objawia i realizuje jego istnienie jako komunii, kiedy wszyscy jego członkowie idą razem, gromadzą się wspólnie i biorą czynny udział w swojej misji ewangelizacyjnej”. Podkreśla, że wszyscy członkowie Kościoła są aktywnymi podmiotami, a nie tylko przedmiotami ewangelizacji.
Przed laty abp Alfons Nossol starał się zmienić relacje pomiędzy hierarchią a wiernymi prosząc, aby nie całować pierścienia, nie tytułować go ekscelencją, itp. Tłumaczył, że jesteśmy braćmi i siostrami w wierze. Trzeba zacząć od rzeźbienia mentalności i budzenia świadomości, że wszyscy jesteśmy Kościołem. A skutkiem tego będzie rosnące poczucie odpowiedzialności. W ślad za tym możemy oczekiwać większego zaangażowania w misję.
Reklama
KAI: A czy w funkcjonowaniu struktur w Kościele nie należałoby czegoś zmienić?
Reklama
- Zacząć należy od dobrego funkcjonowania tych struktur synodalnych jakie istnieją. W każdej parafii powinna być rada duszpasterska i rada ekonomiczna. Chodzi o to, by proboszcz podejmował decyzje po zapoznaniu się z opinią rady, a nie samodzielnie, bez dialogu.
Analogiczne rady istnieją w diecezji: rada duszpasterska oraz rada kapłańska, których głos winien być brany pod uwagę przez biskupa. W ramach kurii utworzyłem też radę biskupią. W jej skład wchodzą wszyscy szefowie kurialnych wydziałów. To bardzo mi pomaga, bo decyzję podejmuję dopiero po wysłuchaniu różnych opinii.
KAI: Rozumiem, że Kościół synodalny ma być zdolny do odpowiedzi na nowe wyzwania współczesności m.in. na przyspieszającą sekularyzację. Jak przedstawia się dziś religijność na Śląsku opolskim?
- Nic w historii Śląska nie niszczyło tak religijności jak współczesny materializm. Liczy się coraz bardziej „mieć”, a nie „być”. Widzimy spadek praktyk religijnych. Choć najtrudniejsze są ostatnie lata, to problemy z wiarą zaczęły się od czasu, kiedy Ślązacy zaczęli masowo wyjeżdżać do pracy w Niemczech. Ojcowie przestali być obecni w domu, co stwarzało ogromne problemy. Wyjeżdżając przestawali też najczęściej praktykować wiarę.
KAI: A jeśli chodzi o młodzież?
- Możemy mówić o galopującej laicyzacji młodego pokolenia. Po pandemii do kościołów nie wróciły dzieci i młodzież. Bywa, że rodzice nawet przychodzą na Mszę, ale nie zabierają dziecka, gdyż ono ma tyle zajęć, że na kościół nie starcza czasu.
KAI: Co więc robicie?
Reklama
- Na różne sposoby próbujemy nawiązać kontakt z młodymi. Dla młodych najważniejszy jest kontakt osobisty, potrzebują oni dobrego, osobistego kontaktu z księdzem. Duszpasterstwo masowe czy katecheza w szkole nie wystarczy. Decydujące znaczenie ma osobisty, bezpośredni kontakt. A skoro ten młody człowiek jest w okresie naturalnego buntu, to nie można od razu oczekiwać wzorcowego przestrzegania praktyk. Księżom powtarzam w kółko: Musimy ku nim wyjść a nie oburzać się, że nas nie chcą i załamywać, że nie ma spodziewanych owoców. Nic nie zastąpi bycia z nimi, może być to trudne, ale zawsze coś z tego zostanie. Jak nie masz młodych w kościele, to szukaj ich gdzie indziej. Organizuj inne przestrzenie, gdzie się z nimi spotkasz. Pamiętaj też, że wzrost daje Pan. Naszym zadaniem jest siać i uprawiać. I do takiego stylu działania musimy się wzajemnie przekonywać.
KAI: Dlatego kard. Wojtyła jeździł z młodymi na kajaki…
Reklama
- I to każdy ksiądz powinien zrozumieć. By odpocząć nie powinien jechać na wyspy Bahama czy nie wiadomo gdzie. Powinien brać grupkę młodzieży i z nią jechać choćby w polskie góry. To jest podstawa budowania kontaktu z młodymi.
Dlatego podczas wakacji szedłem przez cztery dni Szlakiem Jakubowym w naszej diecezji. Formuła była prosta. Ogłosiłem, że idę i zapraszam na wspólną drogę. Poszła ze mną trzydziestka ludzi w różnym wieku, a przewinęło się około dwustu. Potwierdziło to, jak bardzo wierni chcą kontaktu z biskupem, bez pompy, która towarzyszy uroczystościom. Tym bardziej trzeba szukać nowych form docierania do młodych i nowych formy duszpasterstwa.
Rozmawiał Marcin Przeciszewski