Reklama

Aktualności

Ks. E. Canetta: w Kazachstanie była i jest żywa wspólnota katolicka, mająca za sobą ciężkie doświadczenia

Wielonarodowa wspólnota katolicka w Kazachstanie była i jest bardzo żywa, mimo ciężkich i bolesnych doświadczeń, jakie były jej udziałem – powiedział ks. Edoardo Canetta z Mediolanu, obecnie pracujący naukowo w tamtejszej Bibliotece Ambrozjańskiej. Wcześniej, przez 18 lat był on misjonarzem w Kazachstanie, przez 5 lat wikariuszem generalnym administratury apostolskiej Kazachstanu i Azji Środkowej i wykładowcą na Uniwersytecie w Karagandzie. W rozmowie z KAI podzielił się swoimi spostrzeżeniami z posługi w tym kraju, opowiedział o trudnym współżyciu miejscowych katolików pochodzenia polskiego i niemieckiego oraz o oczekiwaniach związanych z wrześniową podróżą Franciszka do Kazachstanu.

[ TEMATY ]

Franciszek

Franciszek w Kazachstanie

Adobe Stock

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Oto zapis tej rozmowy:

Piotr Dziubak, KAI Rzym: W jaki sposób znalazł się Ksiądz w Kazachstanie? Włoscy misjonarze na ogół nie wybierają tego kierunku...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ks. Edoardo Canetta: To była inicjatywa św. Jana Pawła II, który na początku 1991 roku mianował pierwszych biskupów dla ówczesnych republik sowieckich, a w latach późniejszych dla państw postsowieckich. Oni z kolei przyjechali do Lugano studiować prawo kanoniczne, jednocześnie odwiedzając diecezje włoskie i prosząc o księży. Ja już wcześniej, w latach osiemdziesiątych jeździłem na Słowację, żeby pomagać tamtejszemu Kościołowi w podziemiu. Wtedy też poproszono mnie, żebym się uczył rosyjskiego, ponieważ stawało się coraz bardziej prawdopodobne, że granice ZSRR się otworzą.

Ci pierwsi biskupi, o których wspomniałem, spotkali się z moim biskupem – kard. Carlo M. Martinim. On zawsze miał w sercu ludzi, którzy są daleko, a ci z Kazachstanu byli takimi nie tylko z powodu odległości, ale też, a nawet przede wszystkim ze względu na sytuację tamtejszego Kościoła. Nie było tam żadnych struktur, diecezji czy parafii. Wyruszyłem tam jako ksiądz „fidei donum” [misjonarz diecezjalny, nie zakonny]. Miejscowy biskup Jan Paweł Lenga był wówczas administratorem apostolskim nie tylko Kazachstanu, ale także pozostałych czterech środkowoazjatyckich republik postsowieckich.

Reklama

Znalazłem się w zupełnie nowej sytuacji. Trzeba było zacząć tworzyć w praktyce od zera strukturę kościelną. Nie trzeba było natomiast na szczęście zakładać wspólnot chrześcijańskich, bo takie już istniały i były bardzo żywotne. W 1992 roku kard. Martini wysłał mnie do Karagandy, gdzie miał przebywać bp Lenga, ale jeszcze go tam nie było. Oprócz wsparcia dla rodzącego się Kościoła postanowiono, żebym zaczął działać na uniwersytecie i w ten sposób nawiązywał kontakty z miejscowym społeczeństwem. Kiedy w 1994 roku przyjechałem z księdzem z Cremony (we Włoszech), zacząłem przygotowywać się do wykładów na uniwersytecie.

KAI: Jakie wrażenia odniósł Ksiądz po spotkaniach ze wspólnotami katolickimi w Kazachstanie?

RC: To była cała seria niezwykle wzruszających spotkań z bardzo żywymi wspólnotami. Tworzyli je potomkowie zesłańców przede wszystkim Niemców znad Wołgi i Polaków wywiezionych tu po wybuchu II wojny światowej. Była też bardzo duża wspólnota grekokatolików ukraińskich bez żadnego kapłana, którzy znaleźli się tam w wyniku oskarżeń o współpracę z Banderą. Msze dla nich odprawiał polski ksiądz birytualista.

Członkowie tych wspólnot byli przyzwyczajeni do życia w podziemiu i czegoś takiego jak parafia czy własny kościół zupełnie nie mogli sobie wyobrazić. To nie były całkiem małe wspólnoty i na Msze w Karagandzie, odprawiane o godz. 8 w języku niemieckim, o 10 – po polsku, o 12 – po rosyjsku i o 14 – w obrządku grekokatolickim, przychodziło po ponad tysiąc osób. Oczywiście nie wszyscy byli z Karagandy, przyjeżdżali też ludzie z okolicznych miasteczek. Widać było żywotność tej wspólnoty.

Reklama

Ale występowało również bardzo duże napięcie między miejscowymi Polakami a Niemcami i to zapewne ono sprawiło, że mnie jako Włocha mianowano wikariuszem generalnym administratury apostolskiej Azji Środkowej. W samej Karagandzie wyglądało to tak, jakby istniały dwie oddzielone od siebie wspólnoty. Księża, którzy tam przybywali, pojawiali się bardziej ze względu na grupę etniczną niż dla społeczności wielonarodowej. W pewnym momencie musiałem zacząć odprawiać mszę po niemiecku, ponieważ polscy księża nie chcieli tego robić. Prawdopodobnie nie akceptowała ich niemieckojęzyczna część wspólnoty. Na tym tle powstał poważny problem. Utożsamianie przynależności religijnej z narodowością dla wielu osób stało się pewną formą stygmatyzowania innych. To wymagało głębokiej refleksji.

Dodatkowo, a myślę, że ten problem istnieje w dalszym ciągu, trzeba było zacząć nawiązywać stosunki z Kazachami. Należy pamiętać, że gdy Kazachstan stał się niezależnym państwem, Kazachowie nie byli nawet większością etniczną w swoim kraju – było ich tam ok. 48 proc. Zdecydowaną większość stanowili potomkowie zesłańców i tłum różnych narodowości żądnych podbicia dziewiczych ziem. W czasach ZSRR chrześcijanie nie uważali Kazachów za swoich, twierdzili, że są oni odporni na ewangelizację. Niewielu wiernych próbowało nawiązywać z nimi kontakty. Kazachowie nigdy nie byli i do dzisiaj nie są fundamentalistami. Jako Włoch bardzo dostrzegałem ten problem i ku ogromnemu zgorszeniu zacząłem uczyć się języka kazachskiego. Wydawało się absurdem, żeby w Kościele w tym kraju nie było wrażliwości w tej kwestii.

Reklama

Sprawa pozostała niestety nierozwiązana. Na początku lat dziewięćdziesiątych nie był to wielki problem, ponieważ wszyscy mówili po rosyjsku i niewiele osób znało dobrze język kazachski. Dzisiaj sytuacja w dawnych republikach radzieckich jest zupełnie inna. Kładzie się tam bardzo duży nacisk na rozwój i popularyzację miejscowych języków. Według mnie Kościół katolicki jest w tej sprawie zupełnie nieprzygotowany. Młodzi księża miejscowi chcą się uczyć włoskiego, pojechać na studia do Rzymu, w kilku diecezjach przywrócono Msze po łacinie. Do tej pory w języku kazachskim nie ma zatwierdzonego tłumaczenia Ewangelii. Nie ukrywam, że dla mnie jes to duży problem, którego nie rozumiem.

KAI: Dlaczego w Kościele w Kazachstanie pojawiła się chęć mszy po łacinie, a ciągle brakuje dobrych przekładów Pisma Świętego na kazachski? Skąd bierze się niezrozumienie tego, co się dzieje w Kościele powszechnym?

RC: Kiedy do Kazachstanu przyjechał św. Jan Paweł II, a było to 22 września 2001 – zaledwie 11 dni po zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku – łatwo można było sobie wyobrazić, jak wpłyneło to na tamtą pielgrzymkę papieską. Ojciec Święty postanowił, że do swojego przemówienia w języku rosyjskim włączy kilka krótkich zdań po kazachsku. Jako jedyny w kręgach kościelnych znałem ten język i przygotowałem papieżowi jedenaście wstawek w nim. Wszyscy Kazachowie byli tym faktem ogromnie wzruszeni. Nikt się nie spodziewał, że Jan Paweł II zacytuje w ich języku teksty z ich tradycji, o których oni sami już nie pamiętali. Papież miał bardzo dobre rozeznanie tamtej sytuacji.

Reklama

Wielu bohaterów Kościoła z okresu sowieckiego, którzy żyli wiarą prostą, szczerą, musieli zdobyć się na duży wysiłek, żeby zrozumieć nowości wprowadzone przez Sobór Watykański II. Mnie do Kazachstanu zaprowadziło pragnienia głoszenia Chrystusa wszystkim, a nie obrona własnych owieczek otoczonych przez wroga. Trzeba pamiętać, że nie jest to łatwe dla ludzi, dla których cudem było już to, że ich wspólnota mogła przeżyć. W żaden sposób nie mogli myśleć, żeby próbować zaistnieć w społeczeństwie.

Fakt, że wykładałem na uniwersytecie, wydawał się czymś dziwacznym. Niektórzy pytali mnie: a kiedy jesteś księdzem? Pominę fakt, że odprawiałem mszę codziennie. W niedzielę księża koncelebrowali w jednym kościele. Ja jeździłem do miejscowości, do których nikt nie przyjeżdżał, aby tam odprawić mszę.

Myślę, że ostra krytyka, niezrozumienie Franciszka jest wynikiem jakiejś formy obrony. Bohaterom przeszłości trudno zrozumieć, że teraz mamy szansę ewangelizacji. W Kazachstanie w porównaniu do minionych lat wiele drzwi zamknęło się dla Kościoła. Przez pięć lat odwiedzałem ciężkie więzienie w Koksu, 80 km od Karagandy. To było wspaniałe doświadczenie ewangelizacyjne. Tam nigdy przede mną nie dotarł żaden kapłan. Było tam wiele nawróceń, zresztą bardzo wzruszających.

Na uniwersytecie miałem okazję poznać wielu Kazachów, którzy nigdy nie weszliby do żadnego kościoła. Wykładałem tam języki obce. Nie mogłem jednak prowadzić czegoś na kształt lekcji religii, byłem bardzo kontrolowany. Ale po rozmowach i spotkaniach zdarzało się, że moi koledzy profesorowie, a także studenci prosili o chrzest. Ci ludzie pewnie nigdy nie usłyszeliby o Chrystusie, bo do kościoła na pewno by nie poszli.

KAI: Na czym polegała praca wikariusza generalnego administratury apostolskiej Azji Środkowej?

Reklama

RC: To była przede wszystkim bardzo rozległa działalność. Bp Lenga niezbyt chętnie wyjeżdżał ze swojej siedziby, więc to ja przeprowadzałem wizytacje kanoniczne, zanim w lipcu 1999 papież utworzył nowe diecezje w tym kraju. Odwiedziłem prawie wszystkie parafie w Kazachstanie, ponadto jeździłem do Tadżykistanu, Uzbekistanu, Kirgizji, nie udało mi się natomiast pojechać do Turkmenistanu. Czasami podróże były pełne przygód. Na przykład do Tadżykistanu w chwili ataku talibów na ten kraj, udało mi się dostać bez paszportu i biletu, jako drugi pilot, przekupując przy tym kapitana samolotu. Takie rzeczy na misjach w tamtym regionie zdarzają się.

Przemieszczając się starałem się też wykorzystać swoją pracę na uczelni. Poza odwiedzaniem wspólnot katolickich kontaktowałem się też z miejscowymi uniwersytetami. Dzięki temu mogli pojawić się tam księża i osoby świeckie jako wykładowcy. Przykładem niech będzie Uniwersytet w Samarkandzie, bardzo ważnym mieście Uzbekistanu z punktu widzenia kultury i dialogu z islamem. We współpracy z Uniwersytetem ze Sieny udało nam się rozpocząć tam kursy języka włoskiego. A z kolei amerykański ksiądz z Samarkandy objął lektorat języka angielskiego. Dzięki temu zaczął spotykać się z młodymi ludźmi. Kogo by spotkał w swojej małej parafii na dalekich peryferiach Samarkandy? Dla mnie to była też okazja, żeby poznać kulturę Uzbekistanu, która jest bardzo różnorodna, a i tamtejszy Kościół też zaczął odżywać. Tam także są Polacy.

KAI: A jak wyglądały przygotowania pielgrzymki Jana Pawła II do Kazachstanu?

RC: Na trzy dni przed przylotem papieża zapukała do mnie późnym wieczorem moja była studentka, która pracowała w biurze prezydenta. Bardzo zdenerwowana prosiła mnie o pomoc w przygotowaniu przemówienia głowy państwa na powitanie Ojca Świętego. Skończyliśmy pracę o 2 w nocy. Muszę przyznać, że prezydent Nazarbajew przeczytał ten tekst bardzo dokładnie. Ku wielkiemu zaskoczeniu watykańskich oficjeli prezydent powiedział między innymi, że Kościół katolicki nie jest obcy w Kazachstanie i po latach prześladowań rozpoczyna w pełni swoją działalność nie tylko duszpasterską, ale także w obszarze kultury i pracy społecznej. Pamiętam ten tekst, bo napisałem sporą część przemówienia prezydenta.

2022-08-13 09:22

Oceń: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek u św. Marty: Panie wybaw nas od obłudy

[ TEMATY ]

homilia

Franciszek

Grzegorz Gałązka

Hipokryzja nie jest językiem Jezusa, nie powinno być też językiem chrześcijan –stwierdził papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii Ojciec Święty nawiązał do czytanej dziś Ewangelii (Mk 12,13-17), opisującej próbę faryzeuszów i uczonych w Piśmie, by pochwycić Pana Jezusa stawiając pytanie o podatek należny Cezarowi. Przypomniał, że język chrześcijanin idących za przykładem Jezusa, musi być prawdziwy i przestrzegł przed pokusą obłudy i pochlebstw.

Franciszek podkreślił, że Ewangelista, opisując postawę faryzeuszów i uczonych w Piśmie użył określenia „obłudnicy”. Zauważył, że Pan Jezus często krytykował ich hipokryzję. Dodał, że to pochodzące z języka greckiego słowo oznacza udawanie, fałszywość, dwulicowość, zazwyczaj po to, by wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji i czerpać z tego własne korzyści.
CZYTAJ DALEJ

Klucz do otrzymania łaski

2025-04-01 17:21

Niedziela Ogólnopolska 14/2025, str. 22

[ TEMATY ]

homilia

Adobe Stock

Liturgia Słowa z dzisiejszego dnia przypomina nam, kim jest Ten, który do nas przemawia. Zwraca ona naszą uwagę na to, że Bóg jest wszechpotężny, że jest Tym, który ma moc zniszczyć naszego wroga, abyśmy mogli być wolni. A co to za wróg? Bynajmniej nie jest to opcja polityczna przeciwna moim poglądom, nie jest to złośliwy sąsiad ani bezwzględny pracodawca, który wydawałoby się, pozbawiony jest ludzkich uczuć. Moim wrogiem jest wszelkie zło, które siedzi we mnie, zaczyn wszelkiego grzechu, mój nieprzemieniony jeszcze przez łaskę Chrystusa sposób myślenia i postępowania. Mówiąc językiem biblijnym – jest to stary człowiek we mnie, którego nie ukrzyżowałem w sobie, aby mieć prawdziwe życie w sobie – życie, które daje Bóg.
CZYTAJ DALEJ

Gdy sakramentu udziela człowiek niegodny, to czy traci on swoją moc?

2025-04-05 20:57

[ TEMATY ]

Katechizm Wielkopostny

Adobe Stock

Wielki Post to czas modlitwy, postu i jałmużny. To wiemy, prawda? Jednak te 40 dni to również czas duchowej przemiany, pogłębienia swojej wiary, a może nawet… powrotu do jej podstaw? W kolejnym dniu naszego katechizmu odpowiedź na pytanie - czy jeśli sakramentu udziela człowiek niegodny, to traci on swoją moc?

Czy wiesz, co wyznajesz? Czy wiesz, w co wierzysz? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Jeśli nie, zostań z nami. Jeśli tak, tym bardziej zachęcamy do tego duchowego powrotu do podstaw z portalem niedziela.pl. Przewodnikiem będzie nam Katechizm Kościoła Katolickiego oraz Youcat – katechizm Kościoła katolickiego dla młodych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję