Reklama

Nasza rozmowa

Prezydent dla Warszawy

Niedziela warszawska 36/2006

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

„Stolica musi się rozwijać szybciej niż cały kraj”

Milena Kindziuk: - Ks. Wojtek Drozdowicz opowiadał, że spotkał Pana niedawno na sopockim molo, przedstawił się i wręczył obrazek z wizerunkiem Chrystusa chodzącego po wodzie. Czy od tej pory chodzi Pan do kościoła w Lasku Bielańskim?

Kazimierz Marcinkiewicz: - Przyznam się, że w tej pokamedulskiej świątyni Warszawy jeszcze nie byłem. Ale spotkanie z jej proboszczem z pewnością zmobilizuje mnie, by ten kościół odwiedzić.

- A w jakim kościele warszawskim można spotkać Pana na Mszy niedzielnej?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Zazwyczaj u św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Jednak ze względu na to, że mam syna studenta, bardzo często chodzę też z nim do kościoła akademickiego św. Anny. Bardzo dobrze się czuję w tej świątyni. Klimat, jaki tam panuje, także barokowy wystrój wnętrz, sprzyjają modlitwie. Właśnie kościół św. Anny to „moje” miejsce do rozmowy z Bogiem. Idealnie nadaje się do moich potrzeb religijnych. Dlatego bywam tam nie tylko w niedzielę.

- Jak często Pan Prezydent się modli?

- Codziennie.

- Ma Pan swoje ulubione modlitwy?

- Prawdę mówiąc, nie lubię mówić o swoim życiu duchowym…

- …

Reklama

- modlę się nie tylko dwa razy dziennie. W ciągu dnia bardzo często odmawiam modlitwę do Ducha Świętego. Bez Jego pomocy nie potrafiłbym pracować.

- Jak często chodzi Pan do spowiedzi?

- Co miesiąc.

- Do stałego spowiednika?

- Nie. Nie mam stałego spowiednika. Kiedyś chciałem mieć, ale to się nie udało. Przystępuję do spowiedzi tradycyjnie, w konfesjonale, w kościołach, w których bywam.

- Jest Pan zaangażowany w jakiś ruch religijny?

- Nie. W czasach studenckich należałem do duszpasterstwa akademickiego. Teraz mam bardziej indywidualny, osobisty, stosunek do wiary. W związku z tym należę do Kościoła jako całości i ten związek jest dla mnie bardzo ważny.

- Ma Pan swego ulubionego świętego?

- Na pewno dwoje świętych jest dla mnie najważniejszych: Maryja i św. Kazimierz, mój patron. Bardzo też lubię św. Stanisława Biskupa. Dlatego jednemu synowi nadałem to imię.

- Dlaczego akurat św. Stanisław?

- Bo umiał w odpowiedni sposób reagować na wydarzenia polityczne.

- Chciał Pan od niego zaczerpnąć jakieś wzory?

- Nie chodzi nawet o wzory, raczej o ducha, siłę, o postępowanie.

- Wspomniał Pan o Maryi. Ostatnio w blogu, czyli pamiętniku internetowym, opisywał Pan swój pobyt na pielgrzymce do Częstochowy. Czy chodził Pan pieszo na Jasną Górę?

Reklama

- Tak, wiele razy uczestniczyłem w pieszych pielgrzymkach, byłem nawet kiedyś organizatorem jednej z nich. Pielgrzymki mnie ukształtowały, wzmocniły moją wolę, wpłynęły na rozwój duchowy. Jasna Góra jest mi szczególnie bliska. Wszystkie najważniejsze działania w życiu rozpoczynałem i rozpoczynam w kaplicy przed cudownym obrazem Matki Bożej.

- Jak wiara przekłada się na rządzenie Warszawą?

- Staram się, by decyzje, jakie podejmuję w życiu zawodowym, były zgodne z zasadami, które wyznaję. Mam nadzieję, że uczciwość i pracowitość, biorące siłę z wiary, będą mogły być dobrze wykorzystane.

- Wróćmy do rządzenia stolicą. Czy Pana zdaniem ktoś pochodzący z Gorzowa może rządzić Warszawą?

- Na pewno rodowici warszawiacy są wspaniałymi ludźmi i Warszawa jest ich. Ale my, warszawiacy przyjezdni, którzy jesteśmy mieszkańcami i obywatelami tego miasta z wyboru, nie jesteśmy dużo gorsi.

- Cieszy się Pan ze sprawowanej funkcji, mimo zawirowania politycznego i zamieszania wokół Pana osoby?

- Cieszę się, ale przede wszystkim jestem dumny z tego, że jestem prezydentem Warszawy. Jest to bowiem wielkie, wspaniałe miasto, o ogromnym potencjale.

- Jak zamierza Pan jako prezydent ten potencjał wykorzystać? Jakie ma Pan plany wobec stolicy?

- Najważniejszą sprawą są dla mnie inwestycje. I to różnego rodzaju. Na pewno w pierwszej kolejności - infrastrukturalne. Bez nich Warszawa nie będzie mogła się rozwijać.

- Chodzi tu o inwestycje np. mostowe?

Reklama

- Tak. Uważam, że istnieje konieczność wybudowania w szybkim tempie pięciu mostów. Ale mam też na myśli inwestycje drogowe. Musimy wybudować trzy ringi wewnątrz miasta, a także drogi ekspressowe wyprowadzające ruch z Warszawy. I oczywiście obwodnicę. Jestem też zdania, że trzeba wykorzystać tory kolejowe, które w Warszawie istnieją i wspomóc w tej infrastrukturze lotniczej porty lotnicze, by je skomunikować z całym miastem.
Drugi rodzaj inwestycji to inwestycje miastotwórcze, czyli te, które są ważne dla tworzenia charakteru miasta, jego klimatu, osobowości, np. rozbudowa ścisłego centrum Warszawy z Muzeum Sztuki Nowoczesnej, być może nowym symbolem Warszawy, także Muzeum Wolności, Pałacu Saskiego, upiększenie Krakowskiego Przedmieścia. Będą to nowe ważne miejsca w Warszawie.
Trzeci rodzaj inwestycji to inwestycje technologiczne, związane z nowoczesnością, jak np. park technologiczny, którego tworzenie i budowę chcemy przyspieszyć, Centrum Naukowe Kopernik - zupełnie nowego rodzaju instytucja publiczna, czy bezpłatny dostęp do Internetu na terenie całej Warszawy. Stolica musi się rozwijać szybciej niż cały kraj, musi być wzorem rozwoju dla całej Polski.

- Ale same inwestycje niczego nie zmienią.

- Tak. Dlatego musimy jednocześnie stworzyć z Warszawy centrum młodzieżowe, naukowe, kulturalne, sportowe. Warszawa musi być wzorem, jeśli chodzi o wykorzystanie potencjału młodego pokolenia, jeśli chodzi o naukę i edukację, o jakość warszawskich uczelni. Planuję utworzenie w Warszawie największego w całej Europie Środkowo-Wschodniej Centrum Kultury i Sportu.

- Jak zamierza Pan poprawić jakość życia mieszkańców stolicy, zadbać o ich bezpieczeństwo?

Reklama

- Jest to kolejny, bardzo ważny element mojego planu dla Warszawy. Urzędy i instytucje miasta są powołane po to, żeby się lepiej żyło jego mieszkańcom. To wszystko, co dotyczy dzisiaj pracy urzędów, wymaga dalszej reorganizacji. Zapoczątkował ją prezydent Lech Kaczyński, a my musimy teraz wprowadzić odpowiednie procedury związane z przetargami, z działaniem poszczególnych urzędów itd. Chodzi o wprowadzenie takich procedur, które sprawią, ze urząd miasta będzie przyjazny mieszkańcom, będzie ich obsługiwał, odpowiadał na ich potrzeby administracyjne. Wpisuje się w to walka z korupcją, z biurokracją, a także dbałość o bezpieczeństwo obywateli. Sporo zostało już zresztą i w tej dziedzinie zrobione. Prezydent Kaczyński rozpoczął inwestowanie w policję. Chociaż nie jest to instytucja stricte miejska, rokrocznie są wydawane spore środki finansowe na warszawską policję, mamy dodatkowe patrole policyjne w mieście, lepsze wyposażenie policji niż w innych miastach Polski. Wreszcie, mamy w stolicy z prawdziwego zdarzenia straż miejską. Teraz ważne jest, by dobrze koordynować działanie wszystkich działających w mieście służb, tych samorządowych, jak i państwowych.

- Panie Prezydencie, a co z planem zagospodarowania przestrzennego?

- W Warszawie zostały już powołane biura do obsługi inwestorów chcących inwestować w mieście. W planie zagospodarowania przestrzennego przydałyby się jednak zmiany w ustawach. Staramy się wprowadzić nasze pomysły do prac parlamentu nad ustawami o zagospodarowaniu przestrzennym, ale także o ochronie środowiska, tak by łatwiej można było prowadzić inwestycje w mieście.

- Jaki - Pana zdaniem - jest największy problem w Warszawie?

- Na pewno stanowi go komunikacja. Od rozwiązania tej kwestii będzie zależało tempo rozwoju Warszawy. Sprowadziłbym ten problem do trzech elementów: po pierwsze do inwestycji drogowych, które muszą być przeprowadzone (stąd bardzo szybko otworzyliśmy przetarg na most północny). Drugim elementem jest komunikacja publiczna, w więc metro, które na pewno musimy szybciej wybudować, także usprawnić komunikację tramwajami i autobusami, które wożą setki tysięcy osób, ale mają złą organizację pracy. Pozostaje też do wykorzystania kolej, tak by współgrała z całym systemem komunikacji publicznej. Bardzo ważna jest dla Warszawy poprawa organizacji ruchu. W pewnym sensie ta zmiana już się zaczęła, o czym świadczy chociażby wprowadzenie systemu świateł monitorowanych.

- Mówił Pan, że ważna dla rozwoju miasta jest kultura.

Reklama

- Jestem przekonany, że Warszawa musi być centrum kultury przynajmniej porównywalnym z Wiedniem. Chcemy ułatwić pracę teatrów, stworzyć nowe inicjatywy, imprezy kulturalne - na różnym poziomie, od masowych do bardzo wysublimowanych, po to, by Warszawa żyła kulturą cały rok. Uważam, że rozwój Warszawy zależy od jej promocji. A kultura najlepiej promuje miasto w świecie, w Europie, w Polsce. Kładę też nacisk na rozwój turystyki. Tym bardziej, że ostatnie lata są czasem upadku turystyki. Musimy nadrobić zaległości w stosunku do innych miast, np. Krakowa czy Wrocławia.

- I na koniec, jednym zdaniem: jakim prezydentem chce Pan być?

- Prezydentem wszystkich mieszkańców Warszawy. Przede wszystkim zaś chcę być prezydentem, który będzie bliżej ludzi młodych.

- Dlatego pisze Pan blog?

- Tak! To nowa forma dyskusji. Właśnie z młodymi. Młodzi ludzie blogują. W związku z tym ja robię to razem z nimi. Skoro chcę być bliżej nich, nie mam wyjścia.

- To bardzo ważna deklaracja: chce Pan być prezydentem młodych warszawiaków?

- Wszystkich. Ale na młodych bardzo mi zależy. Warszawa jest miastem młodych, jest tu 300 tys. studentów, którzy chcą tu później podejmować pracę. To oni zmieniają Warszawę w sposób najbardziej dynamiczny. W dużej mierze musimy oddać to miasto w ich ręce. Myśląc o rozwoju i o przyszłości, nie sposób nie myśleć o młodych. I nie sposób z nimi o tym nie rozmawiać. Bardzo chciałbym ich nie zawieść. Dlatego czuję wielką odpowiedzialność.

Kazimierz Marcinkiewicz - z wykształcenia fizyk, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, ukończył też podyplomowe studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 1982-89 był nauczycielem matematyki i fizyki w szkole podstawowej w Gorzowie Wielkopolskim, kuratorem oświaty, wiceministrem edukacji w rządzie Hanny Suchockiej. W latach 1983-90 członek NSZZ „Solidarność”. W 1985 r. był współzałożycielem i redaktorem pisma katolickiego „Aspekty”, także dziennikarzem „Niedzieli”. Od 1997 do 2006 r. poseł na Sejm RP III, IV i V kadencji. W październiku 2005 r. został zaprzysiężony na urząd Prezesa Rady Ministrów. 7 lipca 2006 r. podał się do dymisji. 18 lipca oficjalnie nominowany przez premiera Jarosława Kaczyńskiego na pełniącego funkcję prezydenta m. st. Warszawy. Jest obecnie kandydatem PiS-u na prezydenta Warszawy.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego

Krzyż nie jest znakiem przegranej. Jest znakiem miłości, która poszła do końca. To na nim Chrystus oddał swoje życie za każdego człowieka. Dlatego 14 września Kościół zatrzymuje się przy tajemnicy Krzyża i przypomina, że to, co po ludzku wygląda na klęskę, w Chrystusie może stać się drogą do życia. Przez dziewięć dni chcemy przybliżać się do Krzyża nie tylko myślą, ale przede wszystkim własnym życiem. Każdego dnia zatrzymamy się przy innej tajemnicy: miłości, cierpieniu, przebaczeniu, nadziei, samotności, wierze, wspólnocie i zaufaniu.

Zacznijmy tę modlitwę 5 września, aby 14 września stanąć razem pod Krzyżem Chrystusa.
CZYTAJ DALEJ

Ile Watykan wydał zezwoleń w 2025 r. na sprawowanie Mszy św. trydenckiej? Dykasteria publikuje dane

2026-09-13 16:12

[ TEMATY ]

Watykan

dykasteria

zezwolenia

Msza św. trydencka

ks. Mirosław Benedyk

Msza św. trydencka w katedrze świdnickiej - rok 2021

Msza św. trydencka w katedrze świdnickiej - rok 2021

Stolica Apostolska udzieliła w 2025 r. zezwoleń na odprawianie Mszy św. według Mszału Rzymskiego z 1962 r. w parafiach należących do 34 diecezji na świecie. Wynika to z opublikowanego przez Dykasterię ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów rocznego Summarium decretorum.

Z oficjalnego wykazu wynika, że siedem dekretów wydano jeszcze za pontyfikatu papieża Franciszka, który zmarł 21 kwietnia 2025 r. Pozostałe 27 zezwoleń przyznano po wyborze Leona XIV 8 maja.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję