Reklama

„Szukającym Go, daje się odnaleźć”

Zbliża się 5.30. Uśpione miasto otulają resztki nocnych ciemności. Od siarczystego mrozu pod stopami słychać skrzypienie śniegu. Lekki zgrzyt przekręcanego klucza i drzwi kościoła ustępują. Zaczynają schodzić się ludzie. A przecież to nie Roraty...

Niedziela warszawska 12/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

We wnętrzu kościoła Matki Bożej Różańcowej na Bródnie zebrało się około 30 osób. Prawie każdy z własnym brewiarzem. - „Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pospiesz ku ratunkowi memu” - zaczyna prowadzenie jutrzni diakon. Zebrani w prawej i lewej części kościoła na przemian recytują wersety hymnu na III Tydzień Wielkiego Postu.
- Cały rok modlimy się Liturgią Godzin w domach, a w Wielkim Poście, podobnie jak w Adwencie, jutrznię odmawiamy wspólnie w kościele - mówi Maria Ratajczak. Ta praktyka zalecana jest na jednym z etapów drogi neokatechumenalnej. Jednak przez jej uczestników nie jest traktowana jako obowiązek, lecz zachęta. W kościele na modlitwie są także parafianie nie związani z tą wspólnotą. - Wraz ze mną i z małżonką chodzi na jutrznię nasza sąsiadka - mówi Mieczysław Wolny. W niedzielnych ogłoszeniach ze strony księdza proboszcza zawsze płynie zachęta do uczestnictwa parafian w jutrzni.

Przyjdą wszystkie ludy przez
Ciebie stworzone
i Tobie, Panie, oddadzą pokłon,
będą sławiły Twe imię

Reklama

- Cieszymy się, że naszej modlitwie przewodniczy diakon, który jest na praktykach w parafii. Nie znamy go, ale zawsze bardzo gorliwie z nami się modli - mówi Maria Ratajczak. Pani Maria codziennie rano otwiera drzwi kościoła. Wraz z mężem mieszkają niedaleko od świątyni. Ale wśród uczestników modlitwy są i tacy, którzy mieszkają w sąsiednich parafiach, nawet tych bardziej oddalonych: na Białołęce, w Józefowie czy... w Ząbkach. - Mieszkam w parafii św. Faustyny. Na jutrznię przyjeżdżam autobusem - mówi Krystyna Olczak.
Małżonkowie starają się na modlitwę przychodzić razem, poza sytuacjami, kiedy uniemożliwiają im to okoliczności.
Paweł i Anna Czaplińscy dojeżdżają z Legionowa. - Wcześniej mieszkaliśmy na Bródnie. Mamy czwórkę dzieci. Jedno dziecko jest jeszcze dość małe, dlatego z żoną jeździmy na modlitwę na zmianę - mówi pan Paweł. Krzysztof Wlazło dojeżdża rano z Choszczówki. Z żoną Justyną spodziewają się szóstego dziecka. Ciąża jest obarczona ryzykiem. Dlatego tylko on uczestniczy w modlitwie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ale Tyś, Panie, Bogiem łaski
i miłosierdzia,
Wejrzyj na mnie
i zmiłuj się nade mną,
Siły swej udziel
słudze Twemu

Reklama

- O 4.40 dzwoni elektryczny budzik. Czasem go jeszcze na 10 minut wyłączę. Tak było dzisiaj. Ale przeważnie wstaję zaraz jak zadzwoni. Potem robię do pracy kanapki. Żona wstaje o 5.00 i razem idziemy na jutrznię - opowiada Mieczysław Wolny. - Ranne wstawanie nie przychodzi mi łatwo. Ale nie jest to dla mnie umartwieniem. Jest radością, że mam łaskę odmawiania jutrzni w kościele codziennie. Na początku roku chorowałem na zapalenie płuc, ale na czas Wielkiego Postu choroba ustąpiła - mówi pan Mieczysław.
- Nie wstaję z ochoczym sercem, jest to dla mnie wysiłek. Przede mną perspektywa całego dnia pracy. Mamy dziewięcioro dzieci, trzeba wyszykować starsze do szkoły. Żona jest chora i nie wychodzi z domu - mówi Dariusz Borys. - Radość przychodzi dopiero po modlitwie. Bóg pokazuje mi, że ten wysiłek zmagania się ze sobą przy rannym wstawaniu warto było pokonać - mówi pan Darek.
Krystyna Olczak rano nastawia dwa budziki. - Ciężko jest mi się obudzić, zwłaszcza kiedy idę spać później. Ta jutrznia jest mi bardzo potrzebna, zwłaszcza teraz, gdy straciłam pracę i przyszły różne trudności. Chodziłam do kościoła nawet wtedy, kiedy byłam przeziębiona. Nie poszłam przez kilka dni, kiedy stan się zaostrzył. Bracia we wspólnocie dziwili się temu. Gdyby nie ta modlitwa, nie wytrzymałabym napięcia tej sytuacji, w której jestem. Zwłaszcza doświadczenia własnej słabości, braku pracy i pieniędzy - mówi pani Krystyna.
- Jestem śpiochem i wstawanie o 4.40 jest dla mnie trudne. Mamy dzieci, więc jest też obowiązek wyszykowania ich do szkoły. Ale nikt nie stawia nam takich wymagań, aby być na jutrzni w kościele. Jest to zaproszenie, wezwanie. Wpisuje się w ducha Wielkiego Postu, na który składają się także modlitwa, jałmużna i post. Wiem, że jest to dobre i Bóg pomaga mi przełamywać własne słabości - mówi Krzysztof Wlazło.

Naucz mnie, Panie, Twej drogi,
Bym postępował według
Twojej Prawdy (...)
Będę Cię wielbił z całego serca,
Panie mój i Boże,
I na wieki będę sławił Twoje imię

Po feriach zimowych grypa daje się we znaki. Na jutrznię przyszło o wiele mniej osób niż zwykle. Choruje prezbiter i trzech kantorów, prowadzących śpiew psalmów. Dlatego jutrznia ma nieco skromniejszą oprawę. Mimo to, modlitwa jest bardzo uroczysta. I bez pośpiechu, chociaż ogrzewanie w kościele niedawno zaczęło pracować. Po recytacji psalmów, czytanie z Księgi Wyjścia i z pism Ojców Kościoła. Potem fragment Ewangelii z otwartego w dowolnym miejscu Nowego Testamentu. Fragment wybiera prezbiter, a pod jego nieobecność któryś z mężczyzn. Po przeczytaniu Ewangelii diakon wygłasza krótką homilię.
- Usłyszane Słowo Boże rozważam w ciągu dnia. Odnoszę do niego swoje życie. Staram się przyjmować krzyż dnia codziennego według przekazu Ewangelii. Szukam też w niej odpowiedzi na pytania dotyczące mojego życia - mówi Krystyna Olczak.
15-minutowa cisza po homilii to czas do zagospodarowania dla każdego indywidualnie na tzw. modlitwę Jezusową: kierowane do Boga wołanie ślepca spod Jerycha - „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną grzesznikiem”. - To czas rozważania usłyszanego słowa. Wtedy modlę się w duchu zawierzenia Bogu, by uczynił ze mną to, co sam zechce - mówi Wojciech Michałowski.
- W czasie jutrzni te 15 minut na modlitwę kontemplacyjną jest dla mnie bardzo ważne - mówi Janusz Bany. To czas wewnętrznego kontaktu z Panem Bogiem. Można wtedy po prostu milczeć przed Nim. Modlitwa kontemplacyjna nie jest łatwa, bo wyobraźnia ludzka jak wariatka, sprawia że myśli podążają gdzieś indziej. Trzeba więc ich pilnować i wracać, by rozważać życie Jezusa, Maryi. Modlę się też w tym czasie w różnych intencjach, kiedy są problemy, kiedy się coś w życiu nie układa, kiedy Ojciec Święty cierpi - mówi pan Janusz.
Jedną z końcowych części jutrzni stanowi modlitwa spontaniczna.
- Każdy wypowiada głośno wezwania. Słuchanie tych intencji i wspólna modlitwa to także przeżywanie Kościoła jako wspólnoty. Móc modlić się razem to dla mnie wielka rzecz. Jak bardzo ludzie potrzebują modlitwy słychać na antenie stacji radiowych, kiedy dzwonią i proszą w różnych intencjach - podkreśla pan Michał.

Posłuchajcie, najdalsi,
o moich czynach,
Poznajcie, najbliżsi, moją siłę

Przez witraże kościoła zaglądają pierwsze promienie słońca. Czas na powrót do pracy, domowych obowiązków. Ewa Błaszak po jutrzni i Mszy św. udaje się do swojej jednoosobowej kancelarii, gdzie jest rzecznikiem patentowym. - Oczywiście, że to spotkanie z Bogiem ma wpływ na przeżywanie całego dnia, na jakość mojej pracy. Uczy bardziej poznawać samą siebie. A także odkrywać Boże plany względem mojego życia - opowiada.
- Dzięki tej porannej jutrzni Bóg jakby w ciągu dnia pozwolił otworzyć złotą bramę - mówi Mieczysław Wolny. Pamiętam potem, że trzeba odmówić Anioł Pański. I z żoną trudniej się pokłócić - opowiada pan Mieczysław.
- Dla mnie jutrznia w kościele otwiera szerszy wymiar spojrzenia na Kościół. Wtedy własna modlitwa staje się bardziej powszechna. Zaczynam myśleć o parafii, co wcześniej rzadko się zdarzało. I o biskupie, o jedności Kościoła. Modlę się w intencji innych - przyznaje Krzysztof Wlazłowski.
Andrzej Ratajczak twierdzi podobnie: - Ta modlitwa daje poczucie wspólnoty z braćmi, otwarcia się na Kościół parafialny, bo jest to modlitwa także z udziałem osób spoza neokatechumenatu.
Janusz Bany podkreśla: Bez modlitwy porannej, bez tego duchowego wsparcia, dzień bywa nie do zniesienia, nawet jeśli chodzi o codzienne relacje między małżonkami. Trudno jednak jutrznię oceniać w wymiarze natychmiastowych zysków. W Wielkim Poście wchodzimy w nią z nadzieją, że zaowocuje ona w czasie czuwania przed Paschą.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Archidiecezja gnieźnieńska: Oświadczenie w sprawie muzealnej wystawy

2026-02-24 13:23

[ TEMATY ]

Gniezno

archidiecezja gnieźnieńska

Archidiecezja gnieźnieńska

Rzecznik prasowy archidiecezji gnieźnieńskiej ks. Remigiusz Malewicz wydał oświadczenie ws. kontrowersyjnej wystawy w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, na której prezentowane są wizerunki religijne, m.in. Jezusa Chrystusa, w konwencji memów, z podpisami „budzącymi ból i poczucie braku należnego szacunku”.

O sprawie pisaliśmy tutaj: Memy z Panem Jezusem w gnieźnieńskim muzeum. "Kpiny z wiary i obraza uczuć".
CZYTAJ DALEJ

Papież odpowiada na list mężczyzny, który określa się jako „ateista kochający Boga”

2026-02-24 19:47

[ TEMATY ]

wiara

Leon XIV odpowiada

Vatican Media

W lutowym numerze miesięcznika „Piazza San Pietro” Leon XIV odpowiada na list mężczyzny, który określa się jako „ateista kochający Boga”. Prawdziwy problem nie polega na wierzeniu lub niewierzeniu w Boga, ale na poszukiwaniu Go — i właśnie w tym tkwi godność oraz piękno naszego życia - przypomina Ojciec Święty.

„Nie może być ateistą ten, kto kocha Boga, kto szuka Go szczerym sercem” - tak Papież Leon XIV odpowiada, cytując św. Augustyna, na list nadesłany do redakcji miesięcznika „Piazza San Pietro”, wydawanego w Watykanie. Autorem korespondencji jest mężczyzna o imieniu Rocco, pochodzący z regionu Reggio Calabria. Ojciec Święty dziękuje czytelnikowi za nadesłane słowa i odpowiada na jego wątpliwość: czy możliwe jest określanie siebie jako ateisty, a jednocześnie kochanie Boga?
CZYTAJ DALEJ

Bliskość, miłosierdzie, kwadrans przy kawie: Papież u salezjanów przy Termini

2026-02-25 17:39

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Nie milkną echa papieskiej wizyty w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w centrum Rzymu. Leon XIV odwiedził salezjańską wspólnotę w niedzielę, 22 lutego 2026 roku. O przygotowaniach oraz przebiegu spotkania z Ojcem Świętym specjalnie dla polskiej sekcji Vatican News opowiada wikariusz bazyliki, położonej niedaleko stacji Termini, ks. Sanjay Aind SDB.

Kard. Baldo Reina poinformował duszpasterzy parafii o planowanej wizycie miesiąc wcześniej. Proboszcz wraz z wikariuszami natychmiast rozpoczęli przygotowania. Parafia, która obejmuje swym terytorium główną stację pociągową Rzymu nie jest łatwym ośrodkiem duszpasterskim. Jak przyznaje ks. Sanjay: „To trudna dzielnica, nie dlatego, że niebezpieczna, ale dlatego, że blisko Termini. Wiele rodzin sprzedało mieszkania i wyprowadziło się. Zostało niewielu parafian”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję