Reklama

Samotność Ojcostwa

Niedziela przemyska 41/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Znalezienie pani Turkowej nie stanowiło problemu. Gorzej było z wprowadzeniem ją w zrozumienie pomysłu ks. Pelczara.
- Widzi pani, zaobserwowałem, że sporo się w naszym mieście zmienia. Pojawiają się nowe prądy, które czynią spustoszenie w sercach młodzieży, a i starsi jakby im powoli ulegają.
- Święta racja, księże profesorze. To już nie ten Sambor. Ci wstrętni socjaliści weszli w alians z diabłem, toż to widać gołym okiem.
- Nie trzeba się tak bardzo tego diabła bać. Pan Jezus poradził sobie z nim na krzyżu i teraz nie jest zło takie mocne.
- Łatwo powiedzieć. Zresztą widzę, że wszyscy kapłani mają podobną odpowiedź. Kiedy ksiądz profesor to mówi to czuję się jakbym rozmawiała z proboszczem. On też ma taką filozofię życia.
- To nie filozofia, ale prawda, szanowna pani. Ale nie o filozofii chciałem rozmawiać, ale o działaniach, które pomogą nam i ludziom, którzy z biedy ulegają złu i podchwytują wszystkie pojawiające się nowinki.
Turkowa poprawiła się na nieco zdezelowanym, kancelaryjnym krześle i pełna bojowej gotowości czekała na słowa, które - jak sądziła - będą miały posmak przygotowań do wyprawy krzyżowej.
- Nie wiem, czy słyszała pani o Towarzystwie Pań św. Wincentego à Paulo?
- Przyznam, że nie.
- Tak sądziłem. Pelczar zdawał się nie zauważać rumieńca niezadowolenia na licach kobiety, która czuła wewnętrzny dyskomfort z faktu, że czegoś nie wie. Nie szkodzi, nie szkodzi - powtarzał szukając słów do kontynuowania. Ja sam jeszcze niedawno niewiele o tym dziele słyszałem. Ale to już sprawdzona forma pomocy potrzebującym. Zacznijmy może od samego patrona.
- Słucham. Bardzo jestem ciekawa pomysłu.
Pani Turkowa, ochłonęła już z konfundacji i sama sobie dziwiła się swojemu zawstydzeniu. Ta szlachetna do cna kobieta, przeżywała, jak wiele jej podobnych, swoistego rodzaju niepokój, który rodziła nie tyle sama sytuacja, ale szybkość następujących zmian. Nie tylko ona, wielu jej współczesnych przeżywało podobne dylematy. Wprawdzie zawsze istniała „wojna światów” między pokoleniem, które wchodziło w życie, a tym, które zbliżało się do jego jesieni. Rozwój techniki, szybki jak na ówczesne czasy, sprawił, że o wiele szybciej docierały wiadomości ze świata i pochłaniały młodych, nieraz zmęczonych stagnacją i senną atmosferą małych miasteczek. Nie wszystko było w tym złe, ale nowe i ta nowość, co charakterystyczne dla pewnego wieku, niepokoiła.
- Krótko. Św. Wincenty urodził się w Akwitanii w roku 1581. Po studiach przyjął święcenia kapłańskie. Aby się przyczynić do formacji duchowieństwa i otoczyć opieką ubogich założył zgromadzenie księży misjonarzy i sióstr miłosierdzia. Zmarł 27 września 1660 r. w Paryżu.
- To bardzo dawno.
- Owszem, ale musi pani wiedzieć, że jeszcze za jego życia, w 1620 r. założył wspólnotę, która po jego śmierci przyjęła jego imię, a po kanonizacji obrała go za patrona.
- Chciałabym wiedzieć, jakie byłoby moje miejsce w tej organizacji.
- Nie nazywajmy tego organizacją, bo to się dzisiaj źle kojarzy, i samo Towarzystwo nie jest w sensie ścisłym organizacją. Towarzystwo ma swoje władze. Kogoś, kto stoi na czele, inny musi zajmować się gromadzeniem środków materialnych i decydować, po wspólnym zastanowieniu się oczywiście, na co te zdobyte środki wydać. Są też zwyczajni członkowie, którzy zajmują się podobnymi sprawami, ale nade wszystko im więcej nas będzie, tym łatwiej zobaczymy pola pracy, skuteczniej dotrzemy do miejsc, gdzie ludzie potrzebują pomocy. Znam panią i radziłem się księdza proboszcza, który również wyraża się o pani osobie w samych superlatywach. Stąd nasz wspólny pomysł, żeby pani stanęła na czele tego towarzystwa.
- Nie wiem czy podołam. Ja, owszem, lubię pomagać ludziom, ale czy potrafię nimi kierować, tego nie wiem i przyznam boję się.
- Ja też się boję. Bo musi pani wiedzieć, że każdy oddział towarzystwa ma swojego asystenta, księdza, który jest delegatem biskupa. Przed nami jeszcze długa droga. Trzeba uzyskać zgodę od biskupa. Mam nadzieję, że z tym nie powinno być problemów. Póki co, niech pani szuka ludzi. To oni są najważniejsi. Wiem, że ma pani sporo znajomych. Ale mam pomysł, który może sprawić trochę kłopotu.
- Tak, słucham
- Chodzi o to, by zachęcić do pracy kobiety, które mają i ducha pobożności, i autorytet, ale także koniecznie trzeba pozyskać osoby tzw. wpływowe.
- One nie mają czasu na przesiadywanie w kościele.
Pelczar wiedział, że i z tym musi się zmierzyć.
- Z tym jakoś sobie poradzimy. Bo widzi pani, Towarzystwo to nie tylko modlitwa. Owszem ona stanowi fundament naszego działania, daje temu działaniu moc i perspektywę, ale właśnie ważne jest także działanie. Nie aktywizm, ale śpieszenie z konkretną pomocą potrzebującym. Tutaj nie zawsze wystarczą same pieniądze i dobra wola. Niech pani posłucha uważnie. W moim zamyśle działanie, to także zaniechanie propagowania pewnych, nie zawsze moralnie właściwych form angażowania ludzi młodych. Zatem te wpływowe kobiety, to żony i matki ludzi, którzy decydują o pewnych formach życia w naszym mieście. Poprzez spotkania, konferencje muszą zrozumieć, że nie wszystkie formy rozrywki są godziwe, a nawet nie przystoją katolikowi. Pani była żoną i jest matką. Kobieta potrafi swoim cichym, ale wytrwałym uporem wiele zmienić w myśleniu i zachowaniu męża czy dzieci. I to jest dla mnie najważniejsze.
- To widzę na modlitwę nie zostanie wiele czasu.
- Zostanie, zostanie, niech się pani i niepokoi. Zresztą proszę posłuchać, co napisał sam św. Wincenty: „Kiedy zatem opuszczacie modlitwę, aby okazać pomoc potrzebującemu, pamiętajcie, że służyliście samemu Chrystusowi. Miłość bowiem jest ważniejsza niż wszystkie przepisy, owszem, właśnie do niej wszystkie one powinny zmierzać”.
- Pięknie. Musi mi ksiądz zostawić trochę czasu. Zastanowię się i dam odpowiedź. Będę się modliła, żeby się to księdzu udało.
- Ja też będę się o to modlił. A udać się musi. Mamy przecież za sobą wstawiennictwo Patrona, który nie tylko zachęcał do takiej pracy, ale sam się tym zajmował.
Kiedy wrócił do swojego pokoju, pod drzwiami już czekał ksiądz proboszcz.
- No i jak tam? - zapytał.
- Na razie jeszcze nie podjęła decyzji. Prosiła o kilka dni czasu.
- No, to dobra nasza. Ja już wiem na co jej to potrzebne. Za kilka dni przyjdzie i ogłosi księdzu, że ma już co najmniej kilkanaście członkiń. Nie ma się co zastanawiać. Jutro jadę do Przemyśla, to przy okazji popytam, jak to załatwić formalnie, żeby uzyskać zgodę księdza biskupa i na założenie Towarzystwa, i na to, aby ksiądz był jego duchowym opiekunem.
Bardzo potrzebne były te słowa Józefowi. Całym sercem cieszył się, że jego noszone od lat pragnienie nabiera konkretnych kształtów, ale też bał się czy podoła kierowaniu tej wspólnoty.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Chrystus widzi człowieka, gdy ten siedzi jeszcze w cieniu grzechu

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Zaproszenie anioła - „chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka” - jest celowo zbudowane na tej samej formule, którą wcześniej zapowiedziano wizję Wielkiej Nierządnicy (Ap 17,1-3). Apokalipsa stawia naprzeciw siebie dwa miasta-kobiety: Babilon, cywilizację uwodzenia i przemocy, oraz Jeruzalem, wspólnotę wierności. Widzenie z „góry wielkiej i wyniosłej” podejmuje Ezechielową wizję nowej świątyni; Miasto Święte „zstępuje z nieba od Boga” - ostateczna wspólnota zbawionych nie jest produktem ludzkiej strategii, lecz darem, i jaśnieje „chwałą Boga” jak drogocenny kamień. Architektura ma sens teologiczny. Dwanaście bram z imionami dwunastu pokoleń synów Izraela pochodzi wprost z finału Ezechiela (Ez 48,30-35); bramy wychodzą na cztery strony świata - po trzy na wschód, północ, południe i zachód - miasto jest otwarte na wszystkie kierunki, z których Bóg zgromadzi swoich. Dwanaście warstw fundamentu nosi „dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka” - jak u Pawła: „zbudowani na fundamencie apostołów i proroków” (Ef 2,20). W jednym obrazie spotykają się Izrael i Kościół; Bóg nie zrywa swojej historii, lecz prowadzi ją do pełni. W święto Bartłomieja szczególnego blasku nabiera zdanie o imionach wpisanych w fundamenty. O samym apostole Ewangelie synoptyczne mówią tylko w listach Dwunastu, zawsze obok Filipa - co od dawna skłania do utożsamienia go z Natanaelem, którego do Jezusa przyprowadził Filip. Euzebiusz z Cezarei przekazuje w „Historii kościelnej” tradycję o jego misji na Wschodzie, gdzie Pantajnos miał zastać pozostawioną przez niego Ewangelię Mateusza; tradycja ormiańska czci go jako swojego apostoła i męczennika. Apostoł nie jest w Kościele jedynie wspomnieniem - jest warstwą fundamentu, na którym Bóg wznosi wieczne miasto.
CZYTAJ DALEJ

Watykan podał program wizyty abpa Gallaghera w Rosji

2026-08-24 11:03

[ TEMATY ]

Watykan

Rosja

program

abp Paul Richard Gallagher

podał

wizyty

Vatican Media

Abp Paul Richard Gallagher

Abp Paul Richard Gallagher

Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej opublikował na portalu X trzydniowy program wizyty w Rosji abpa Paula Richarda Gallaghera, sekretarza ds. kontaktów z państwami i organizacjami międzynarodowymi - podaje Vatican News.

Jak można przeczytać w opublikowanym programie, we wtorek, 25 sierpnia, papieski przedstawiciel spotka się z ministrem spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiejem Ławrowem, a także z metropolitą wołokamskim Antonim, który kieruje Wydziałem Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego.
CZYTAJ DALEJ

Napisane w więzieniu, wypowiedziane na Jasnej Górze

2026-08-24 17:55

[ TEMATY ]

Jasnogórskie Śluby Narodu

70. rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu

Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Oby każde słowo Ślubów Jasnogórskich weszło w naszę krew, pisał Pryms Tysiąclecia

Oby każde słowo Ślubów Jasnogórskich weszło w naszę krew, pisał Pryms Tysiąclecia

Pusty fotel na Jasnej Górze przypominał, że Prymasa nie ma wśród pół miliona wiernych. Kard. Stefan Wyszyński był więziony w Komańczy, ale to napisane przez niego słowa 26 sierpnia 1956 r. rozbrzmiewały w Częstochowie. Tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu powstał w ciągu jednego poranka i został potajemnie przewieziony na Jasną Górę. 70 lat później historyczna księga Ślubów znów jest w sanktuarium.

Był rok 1956. Mijało 300 lat od ślubów lwowskich Jana Kazimierza, a internowany od 1953 r. kard. Stefan Wyszyński przebywał w Komańczy. Myśl o odnowieniu historycznego aktu towarzyszyła mu jednak już wcześniej, podczas uwięzienia w Prudniku. Gdy jesienią 1955 r. przewożono go stamtąd do Komańczy, przemierzał część drogi, którą trzy wieki wcześniej król podążał do Lwowa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję