Było niedzielne popołudnie 19 lipca 1998 r. Rodzina Vilarów wybrała się do Concordii na grilla. Nagle zaczął ujadać pies. Jedna z kobiet poszła sprawdzić, co się stało. W basenie, twarzą do dołu, unosił się osiemnastomiesięczny Manuel. Wyciągnięty z błotnistej wody chłopiec był zimny, nie oddychał, jego serce nie biło. Ojciec próbował sztucznego oddychania. Bez skutku. W szpitalu San Blas w Nogoyá lekarze nie wyczuli pulsu, źrenice dziecka były maksymalnie rozszerzone, a EKG pokazywało linię ciągłą.
Nie poddawajcie się!
W szpitalnym korytarzu została Alicja. Od beatyfikacji Maríi Maravillas nosiła w torebce kilka obrazków tej karmelitanki. Teraz jeden ściskała w dłoni. – Siostro Maravillas, oddaj mi syna – modliła się. Lekarze wyszli z sali. Ktoś musiał przekazać rodzinie wiadomość o śmierci dziecka. Otworzyli drzwi i zobaczyli matkę modlącą się na głos. Otaczający ją ludzie przyłączyli się do modlitwy. Medycy zawrócili. Rozpoczęli resuscytację. Po ok. półgodzinie serce Manuela zaczęło bić, ale to jeszcze nie był szczęśliwy koniec. Chłopiec zapadł w śpiączkę. Lekarze uprzedzali, że jeśli przeżyje, długotrwałe niedotlenienie mózgu może pozostawić ciężkie, nieodwracalne następstwa.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Święta w dzielnicach biedy
Reklama
Kim była kobieta, do której wołała matka malutkiego Manuela? María de las Maravillas Pidal y Chico de Guzmán przyszła na świat w 1891 r. w madryckiej rodzinie arystokratycznej. Jako kilkuletnia dziewczynka potrafiła z rodzeństwem przebrać się za żebraczkę, by później oddać zdobyte rzeczy ludziom naprawdę biednym. Jako młoda kobieta chodziła do rodzin mieszkających w najuboższych dzielnicach Madrytu. W wieku 28 lat wybrała Karmel. Później została przeoryszą, zakładała kolejne klasztory, przeprowadziła swoje siostry przez dramat hiszpańskiej wojny domowej. Zmarła w 1974 r.
Lekarz pożegnał się z Alfonsą
Dwa lata po śmierci Maravillas 22-letnia Alfonsa García Blázquez trafiła do szpitala w Salamance. Rozpoznano u niej ciężką agranulocytozę. Potem przyszły kolejne komplikacje: zapalenie otrzewnej, wstrząs septyczny, niewydolność narządów. Stan dziewczyny był tak ciężki, że jeden z lekarzy, gdy kończył dyżur, pożegnał się z nią jak z osobą, której następnego dnia już nie zobaczy. Przy łóżku umieszczono relikwię karmelitanki. – Matko Maravillas, czy uleczysz mnie? – pytała Alfonsa. Rankiem 11 września jej stan nagle się zmienił. Objawy ustąpiły, a dziewczyna wróciła do zdrowia. Uzdrowienie uznano później w procesie beatyfikacyjnym za cud dokonany za wstawiennictwem Maravillas. Otworzył on drogę do jej beatyfikacji w 1998 r. Co łączy ten cud z historią małego Manuela?
O 6.40
W Argentynie Alicja nadal czuwała przy synu. Rankiem 20 lipca, ok. godz. 6.40, usłyszała jakiś ruch. Manuel podnosił się. Maska tlenowa spadła na podłogę, chłopiec próbował wyrwać sobie cewnik. Oddychał samodzielnie. Badania nie wykazały spodziewanych następstw neurologicznych. Dwa dni później Manuel wrócił do domu. Jego przypadek stał się później przedmiotem postępowania kanonizacyjnego i został uznany za cud otwierający Maravillas drogę do kanonizacji. 4 maja 2003 r. Jan Paweł II ogłosił ją świętą.
