Monika Jaworska: Co sprawia, że Wigilia i Boże Narodzenie w Trójwsi są tak wyjątkowe?
Katarzyna Rucka-Ryś: Nasza historia i kultura są inne niż w pozostałych rejonach Polski czy choćby Śląska Cieszyńskiego. Górale przybyli tu z rejonów Rumunii i Bałkan, dlatego wiele zwyczajów ma unikalny charakter. W Trójwsi Boże Narodzenie nazywamy Godnimi Świyntami. A Wigilia była i jest u nas czasem granicznym – nie Nowy Rok, ale właśnie Wigilia wyznaczała nowy etap. To był moment wyciszenia i podsumowania całego roku: co się urodziło na polach, ile się krów ocieliło, co się udało w gospodarstwie. Mówiło się: „byle do Wilije”, a nie „byle do Nowego Roku”. W Wigilię poszczono cały dzień aż do wieczerzy. Dla dzieci była specjalna nagroda za wytrwałość: Mówiło się, że jeśli wytrzymają i nic nie zjedzą, to wieczorem zobaczą na niebie złote kurki.
Złote kurki? Co to takiego?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
To fascynująca sprawa, bo w zasadzie nikt tych złotych kurek nigdy nie widział! Podejrzewam, że mogło chodzić o jakąś konstelację gwiazd lub po prostu o rozbudzenie dziecięcej wyobraźni. Dlaczego kurka? Pewnie dlatego, że kura jest dziecku znana z wiejskiego gospodarstwa. To miała być motywacja, żeby dziecko wytrwało w poście. Moja mama nie była bardzo restrykcyjna, więc jako dzieci czasem coś podjadaliśmy, ale post był wtedy czymś normalnym.
Reklama
Jak wyglądał wystrój domu na święta?
W tradycyjnej góralskiej izbie zawsze był święty kąt – miejsce w rogu, naprzeciwko kurnego pieca, gdzie schodziły się dwie ściany. Kąt ten zdobiono świętymi obrazami. Zazwyczaj na święta zmieniano w nim ozdoby, a były to ręcznie robione kwiaty bibułowe, przygotowywane przez gospodynię lub babcię z pomocą dziewcząt. W książce „Wilija na Grapie” jest piękny rysunek babci, która w czepcu i chuście przygotowuje te kwiaty. Natomiast na stole, obok opłatka maczanego w miodzie i maśle, stawiano miskę z plonami. W misce znajdowało się zboże – najczęściej owies, siano, jabłka, orzechy, ziemniaki, a także ćwikła lub brukiew – kwaki. W wielu rodzinach ten zwyczaj jest podtrzymywany od pokoleń.
Jakie potrawy dominowały na wigilijnym stole?
Reklama
W domach było dużo masła. Być może największym zaskoczeniem jest brak pierogów i wielu potraw mącznych. Wynikało to z tego, że w tradycji góralskiej nie uprawiało się pszenicy, a chleb pszenny był rzadkością i pieczono go tylko na święta. Zamiast tego, jedzono ziemniaki z kapustą. W wielu domach ugotowane ziemniaki nadal są podawane do ręki, a kapustę podaje się z jednej miski. Zszatkowaną kapustę gotuje się, zagęszczając zasmażką mączno-śmietanową, a potem przyprawia się solą i pieprzem, na koniec podając na stół, polewa się ją masłem. Na stole był też groch ze śliwkami suszonymi, również polewany masłem i zupa grzybowa robiona, czyli grzybula. To menu mogło zaskoczyć gości spoza regionu, bo było inne niż w wielu częściach Polski. W Trójwsi do dzisiaj takie potrawy spożywamy.
A ryby?
Kiedyś nie było ryb, na wigilijnym stole pojawiły się później. Z Wigilią związane są też ciekawe wierzenia. Podczas wieczerzy nie wolno było odchodzić od stołu, żeby szybko nie umrzeć. Wierzono też, że jeśli ktoś spożyje w tym dniu kawałek przekrojonego jabłka i przypomni sobie o tym, gdy zabłądzi w lesie, to odnajdzie drogę do domu. Bardzo ważny był godni kraiczek, czyli piętka chleba – nie krojonego, ale odkrajana z bochna, z kawałkiem opłatka. Ten chleb był przechowywany i podawany domownikom lub zwierzętom w przypadku choroby. To piękna, choć dziś zanikająca tradycja. Istniało również wierzenie, że jeżeli dziewczyna po wieczerzy wigilijnej zamiatała izbę i wyrzucała śmieci, to kierunek, w którym te śmieci poleciały, wskazywał, z której strony przyjdzie jej przyszły mąż. Również nasłuchiwano szczekania psów, aby sprawdzić, z której strony przyjdzie przyszły mąż lub jakieś inne ważne wydarzenie.
Kiedy ubieraliście choinkę i jak wyglądała?
Reklama
Dawniej choinkę przynoszono z lasu wcześnie rano w Wigilię. Ozdabiano ją orzechami i jabłkami oraz zrobionymi wcześniej łańcuchami ze słomy, bibuły czy papieru. Teraz często są to ozdoby robione z koronek, aniołki i bombki koronkowe. I dawniej choinkę wieszano u powały, czyli sufitu, wierzchołkiem do dołu. Wynikało to z tego, że w małej chałupie mogło nie być miejsca na postawienie choinki na stojaku. Wtedy dzieci angażowały się w przygotowania i nie otrzymywały prezentów pod choinkę, jak dziś. Momentem obdarowywania dzieci były dopiero połazy.
Na czym polegają połazy?
Połazy to zwyczaj związany z kolędowaniem przez dzieci, który odbywał się 26 grudnia, w dzień św. Szczepana. Dzieci wstawały wcześnie, ok. 4 rano – w święta w Trójwsi się nie śpi – i wyruszały z połaźniczką, czyli gałązką jodłową ozdobioną bibułowymi kwiatami, do domów krewnych i sąsiadów. Wchodziły do środka domu, recytowały gwarowe życzenia o dostatku i zdrowiu, a ta połaźniczka była potem wieszana nad drzwiami wewnątrz jako zwiastun pomyślności i dobrobytu. Życzenia dotyczyły zawsze gospodarstwa: pełnych stodół, zdrowia, urodzaju. Dzieci np. mówiły: „Cobyście mieli pełne stodoły, pełne gumna, coby Wóm gaździna przy piecu nie schudła”. Za winszowania dostawały drobne pieniążki, dawniej trójniczki, czyli drobne monety z czasów austriackich, a dziś słodycze czy kredki i inne drobiazgi. Ważne było też, kto pierwszy przekroczy próg – chłopiec zwiastował większą obfitość i urodzaj. Połazy są do dziś kultywowane i planujemy wpis tej pięknej tradycji na niematerialną listę dziedzictwa kulturowego w Polsce.
Czy w obecnych czasach młode pokolenie chętnie się w to angażuje?
Reklama
Zwyczaj jest nadal żywy. Rodzice pilnują, by dzieci szły w tradycyjnych strojach góralskich: wełnianych swetrach, kożuszkach, kabotkach. Zmieniły się jednak niektóre detale. Dawniej kwiaty bibułowe robiło się w każdym domu. Dziś, gdy młode mamy pracują, można zamówić w sklepach ogrodniczych nawet całe połaźniczki. Ponadto rodzice często podwożą dzieci samochodami do dalszych domów, by zdążyły odwiedzić krewnych.
Czy Msze św. w święta też mają coś oryginalnego?
Tak. Pasterka i Msze św. w Boże Narodzenie czy w św. Szczepana w Trójwsi mają często oprawę góralską, dlatego że w regionie jest dużo kapel i zespołów regionalnych. Księża zachęcają wiernych, by przychodzili na Msze św. w strojach góralskich. Tradycją są także koncerty pastorałkowe, które odbywają się często aż do początku lutego.
Wspomniała Pani o książce „Wilija na Grapie”. O czym ona jest?
Dzięki grantowi z Narodowego Centrum Kultury przygotowaliśmy wydawnictwo ukazujące miejsce dziecka w tradycji górali śląskich. Autorka Barbara Juroszek opisała zwyczaje świąteczne sprzed 100 lat, osadzone w realiach Jaworzynki i Muzeum na Grapie. Tekst literacki wzbogacono słowami gwarowymi, by najmłodsi poznawali język tradycji. Opowieść, widziana oczami dzieci Hanki i Janka, prowadzi czytelnika przez poranek wigilijny, roraty, przygotowania domowe oraz zwyczaj ozdabiania świętego kąta. Książka zawiera przepiękne ilustracje Joanny Małyjurek, które pomagają wyobrazić sobie dawne życie w górach, i jest dostępna w naszym Muzeum na Grapie w Jaworzynce. Staramy się ocalać nasze piękne tradycje, pisząc o nich w książkach, a także kultywując je na co dzień. Godni Świynta w Trójwsi Beskidzkiej to wciąż żywa tradycja, która łączy rodziny i nadaje Bożemu Narodzeniu wyjątkowy, góralski charakter.
