Reklama

Pani Ziuta

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Sama o sobie nigdy nie mówiła. Natarczywe pytania zbywała uśmiechem i pytaniem: czy to ważne? Miała ciemniejszą karnację, uwydatnioną teraz w kontraście do siwych włosów. Życzliwy uśmiech w każdym zetknięciu z drugim człowiekiem nie ustępował z jej twarzy, najbardziej śmiały się oczy. Całe życie na służbie. Tyle o niej wiedziano. O, i to jeszcze, że w każdy piątek pościła o chlebie i wodzie i robiła to potajemnie. I jeszcze, że dbała o wszystkie krzyże w swoim zasięgu, maiła kwiatami, ubierała i sprzątała wokoło, a zimą stawiała bodaj jakąś zieloną gałązkę. I jeszcze to jej dobrowolne ubóstwo, też ukrywane. Pięć rzeczy na krzyż na cały rok z ubrań i jakichkolwiek przedmiotów codziennego użytku. Nawet jak coś dostawała, to za chwilę niknęło to z jej otoczenia, bo komuś było bardziej potrzebne. Najczęstsze słowo w jej życiorysie to „podobno”, bo sama też pewnie nie wiedziała więcej. Tak mówiono, podobno jako niemowlak wypadła z wozu cygańskiego taboru. Oni zwinęli obóz i pojechali, nieświadomi, dziecko pozostało w wysokiej trawie. I znowu – podobno znalazły ją i ocaliły psy. To pustkowie, po co miałby ktoś tam chodzić. Ujadaniem zwróciły uwagę ludzi i niejako przymusiły, by za nimi iść. Ktoś się ulitował, pewnie kobieta i matka dzieciom, zabrał ją do domu, nakarmił, przewinął i dopiero wtedy pomyślał czy też się poradził, co dalej. Podobno, kolejny raz, bo kto to teraz sprawdzi, jakieś starsze, bezdzietne małżeństwo było na początek, ale nie dali rady. Przyszły domy dziecka, to już wiadome, jeden, drugi, trzeci i dopiero ten czwarty, sióstr zakonnych, okazał się na wiele lat, do dorosłości. A potem ta służba. Przed wojną, w tę zawieruchę szatańską, jak ją nazywała, i po wojnie. Najpierw u państwa, jak mówiła, a potem już w jakichś zakładach. I to, co zadziwia – po takim życiu nikt nigdy nie słyszał, by się skarżyła czy narzekała kiedykolwiek. To nie wszystko, ona nieustannie dziękowała, czuła się wyróżniona i zawstydzona. Taką okazywała wdzięczność Panu Bogu, jakby całe życie spędziła w pałacu królewskim otoczona wielkim uznaniem, splendorem i wszelkimi udogodnieniami. A nigdy nie miała, w całym życiu, własnego mieszkania czy domu. Swoich dni dożywała w domu opieki z żelaznym łóżkiem i połową szafki w sali na sześć osób. A myśmy patrzyli i nie rozumieli, bo czuliśmy, że ta wdzięczność i pogoda ducha są u niej naturalne i do bólu szczere. Ona sama też pewnie się dziwiła naszym fanaberiom, bo jak można, będąc w miarę zdrowym i jeszcze młodym w dobrym czasie, bo bez wojny i innych nieszczęść, być tak rozkapryszonym, pełnym pretensji i niespełnienia?

Dziś myślę o niej jak o jakimś drogowskazie, który niespodziewanie spotyka się za którymś zakrętem życia. Spotyka się i może on uwiera i niepokoi, ale żeby od razu iść w tę stronę – to niezupełnie. Na razie tyle. Nie stać nas na taki radykalizm, bośmy za bardzo poprzywiązywani do wielu zabawek, iluzji, własnych recept na życie i poczucia własnej ważności. Ona była szczęśliwa, my nie. To przy czym się tak naprawdę upieramy? Tu, w pisaniu o niej, powinien być jakiś szerszy plan, jej słowa, może coś szczególnego z życiorysu, ale nic takiego nie ma. Po prostu była – to nie narracja, a świadectwo i zdziwienie, że tak można, że to wystarczy, że tak się da. O nic nie zabiegała, nie starała się lepiej prezentować, robić wrażenia, zyskiwać. Nikogo też nie napominała, że niewłaściwie, że jej się nie podoba, nie wyrzucała jakiejś niestosowności, nie namawiała. Chyba nigdy o nikim nie powiedziała źle czy nawet krytycznie. Potrafiła zaś usprawiedliwiać. Wszędzie. Jak to robiła? Nie wiadomo, chyba po prostu starała się dostrzec jakieś jasne punkty, coś dobrego, pięknego. I to jej wystarczało do akceptacji, zgody, uśmiechu. Była też ciekawa innych, miała miejsce w sobie na historie, przeżycia odległych osób. Chętnie się jej zwierzali, bo potrafiła słuchać, jakby ta historia, błaha często, była najważniejszym wydarzeniem na świecie. Kiwała głową, patrzyła, i to wystarczało. Nie rady, recepty, diagnozy, ale ta wyrozumiała obecność i bliskość jakoś chyba leczyły czy przynosiły ulgę. Zamiast puenty powiedziała mi takie zdanie: „Tak żyłam, bo wiedziałam, że jestem zaproszona na wielki bal i wszystko, co najcudowniejsze, było ciągle przede mną, a to uskrzydla”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2025-12-09 11:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Co robisz ze swoim „tak”?

2026-09-27 16:30

Marzena Cyfert

Msza św. odpustowa w parafii św. Franciszka z Asyżu

Msza św. odpustowa w parafii św. Franciszka z Asyżu

– Ewangelii nie można jedynie podziwiać – mówił abp Józef Kupny podczas uroczystości odpustowych w parafii św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu. Metropolita wrocławski zachęcał wiernych, by za przykładem patrona parafii przekuwali swoje „tak” wypowiadane Bogu w codzienne czyny, służbę i miłość. Na zakończenie Mszy św. przekazał wspólnocie „Dokument końcowy II Synodu Archidiecezji Wrocławskiej”.

Na początku homilii abp Kupny nawiązał do Ewangelii o dwóch synach, których ojciec posyła do pracy w winnicy. Jeden odpowiada, że pójdzie, ale ostatecznie tego nie robi. Drugi najpierw mówi, że nie chce, ale później się opamiętuje i idzie do pracy. Jezus stawia pytanie, który z tych dwóch spełnił wolę ojca.
CZYTAJ DALEJ

Rzym: podziękowano za misję ambasadora Adama Kwiatkowskiego

2026-09-27 21:36

[ TEMATY ]

ambasador

PAP

W Kościele nazywa się to po prostu posługą i służbą - powiedział w homilii bp Marek Marczak, sekretarz generalny KEP podczas Mszy św. dziękczynnej za kończącą się misję ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej Adama Kwiatkowskiego. W kościele pw. św. Stanisława w Rzymie dziękowano za jego pracę na rzecz relacji Polski ze Stolicą Apostolską oraz za obecność i zaangażowanie w życie polskiej wspólnoty w Wiecznym Mieście.

Rodzina, przyjaciele, siostry zakonne, kapłani posługujący na co dzień w Rzymie i Watykanie oraz Polacy mieszkający w stolicy Włoch podczas Eucharystii dziękowali za cztery lata służby dyplomatycznej Adama Kwiatkowskiego przy Stolicy Apostolskiej.
CZYTAJ DALEJ

Wrześniowa Sobota Misyjna

2026-09-28 12:56

Agata Schӧnborn

„Módlmy się o sprawiedliwe i zrównoważone zarządzanie wodą, zasobem niezbędnym do życia, aby każdy miał do niej równy dostęp”.

W tej papieskiej intencji na wrzesień modliliśmy się w Sobotę Misyjną w Bazylice Miłosierdzia Bożego w Krakowie - Łagiewnikach, 19 września, w 180. rocznicę Objawienia Matki Bożej w La Salette, we Francji.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję