Reklama

Historia

Bolesna rocznica

Narzucony brutalnie 13 grudnia 1981 r. stan wojenny był nie tylko ciosem w masowy ruch odnowy moralnej i społecznej, ale także bolesnym uderzeniem w doświadczenie wspólnoty, która zrodziła się w czasie fali strajków w sierpniu 1980 r. i kilkunastu miesięcy działania Solidarności.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Sierpień 1980 r. oraz powstanie Solidarności były dla pokolenia dojrzewającego w czasach kryzysu PRL wielkim doświadczeniem wspólnoty wartości i wspólnego działania.

Nowa nadzieja

31 sierpnia 1980 r., dzień podpisania tzw. porozumień gdańskich, kończących fale strajków, słusznie nazywany jest aktem fundacyjnym Polski niepodległej, gdyż mimo dramatycznej historii lat 80. XX wieku nieodwracalnie zmienił bieg polskiej historii. Porozumienia społeczne, do których komuniści zostali zmuszeni, opierały się jednak na kruchym fundamencie mocno ograniczonego zaufania do władzy, skłonnej do nadużywania przemocy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W społeczeństwie powróciło wówczas poczucie siły, zapamiętane z czasów wizyty Ojca Świętego do ojczyzny sprzed roku. „Sierpień (...) pokazał faktyczną słabość partii komunistycznej w Polsce. Nikt nie może mieć wątpliwości, że społeczeństwo powiedziało «nie» nie tylko kierownictwu partyjnemu, lecz całej PZPR” – napisano w prasie niezależnej. Miliony ludzi znalazły niezależnego od władzy reprezentanta swoich aspiracji i interesów.

Zaczynała się nowa epoka – wielki krok ku odbudowie wspólnoty i niepodległej RP został dokonany.

Łamanie kręgosłupa

Reklama

Łamiący monopol władzy wielki ruch społeczny od początku stanowił śmiertelne zagrożenie dla fundamentów systemu władzy komunistycznej. Dlatego już jesienią 1980 r. tworzył się plan wprowadzenia stanu wojennego, konsultowany z Kremlem. Głównym jego celem było rozbicie nie tylko Solidarności, ale także powstałej w tym czasie wspólnoty obywatelskiej zrodzonej wokół programu zmian w kraju, opartej na wspólnych wartościach.

Podczas stanu wojennego głównym narzędziem niszczenia wspólnoty było stosowanie przemocy. Służyły jej: represyjne prawo, podległe reżimowi sądy, więzienia i miejsca internowania oraz przerwana łączność i ograniczenia w poruszaniu się po kraju. Internowano nie tylko czołowych aktywistów ruchu, ale także osoby z tzw. drugiego rzędu, zgodnie z totalitarną logiką obliczoną na zneutralizowanie elit przywódczych. Zbudowany wtedy aparat przemocy miał służyć zastraszeniu i sparaliżowaniu wszelkiego oporu oraz całkowitemu podporządkowaniu sobie społeczeństwa. Użycie broni palnej w czasie pacyfikacji niektórych strajkujących załóg miało przynieść mrożący efekt. Strach miał niszczyć więzi i atomizować wspólnotę.

Reklama

Internując tysiące mężczyzn, aparat władzy wypowiedział wojnę ich rodzinom. Żony musiały uporać się z traumatycznymi przeżyciami dzieci, które widziały brutalnie wyłamywane nocą drzwi, powtarzające się rewizje. Problemem były, zwłaszcza na początku, brak informacji o losie internowanych, a później organizacja wyjazdów do miejsc internowania oraz dostarczenie im doraźnej pomocy w postaci paczek w warunkach reglamentacji benzyny i totalnych braków na rynku. Zdarzały się także groźby zabrania dzieci i próby szantażu, by wpływać na internowanych mężczyzn. Internowane matki dręczył codzienny niepokój o los dzieci i bliskich. Do tego poddawane były nierzadko szantażowi zmierzającemu do narzucenia im współpracy z SB.

Niszczeniu Solidarności służyły także tzw. weryfikacje dokonywane przez specjalne komisje, czyszczące szeregi pracownicze z działaczy bądź sympatyków ruchu. Aresztowani i poddani weryfikacji spotykali się często z próbami szantażu, którego celem były zmuszenie ich do donoszenia na innych oraz werbunek na tajnych współpracowników służb. Osoby zaangażowane w działalność Solidarności często zwalniano z pracy lub przenoszono na gorsze stanowiska. W miejsce zdelegalizowanej Solidarności powołano do życia kontrolowany przez władze nowy związek zawodowy – OPZZ. Z kolei wprowadzone w cieniu przemocy drakońskie podwyżki cen detalicznych żywności, opału i energii, które pogłębiły już i tak trudne warunki życia przeciętnego Polaka, miały skupić ludzi wyłącznie na sprawach codziennej troski o byt materialny, o przetrwanie.

Reklama

Odrębnym aspektem rozbijania wspólnoty była propaganda uprawiana przez telewizję i rzecznika rządu Jerzego Urbana, nazwanego „Goebbelsem stanu wojennego”. Opluwająca Solidarność i jej przywódców, szydząca z oporu, pełna arogancji i pogardy dla przeciwnika sączyła jad nienawiści. Władza próbowała także manipulować Kościołem. Z jednej strony pojawiały się w oficjalnej prasie komunikaty o kolejnych posiedzeniach tzw. komisji wspólnej rządu i episkopatu, pełne okrągłych sformułowań mających stworzyć wrażenie zbieżności stanowisk, a z drugiej – zaczęto polowanie na niepokornych księży, którzy mieli odwagę mówić prawdę. Specjalną troską operacyjną SB otoczyło ks. Jerzego Popiełuszkę i środowisko wyrosłe przy kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, które stało się symbolem solidarnego oporu.

Rosnące represje oraz malejący opór społeczny generowały podziały w Solidarności podziemnej. Zaczęły się one najpierw we Wrocławiu, gdzie powstała Solidarność Walcząca na czele z Kornelem Morawieckim. W kolejnych latach, od kiedy komuniści zaczęli realizować strategię pogłębiania podziałów w elitach związku oraz próby dogadania się z częścią działaczy skupionych wokół Lecha Wałęsy, doprowadzono do trwałego pęknięcia w dotychczasowych władzach związku. Wykreowana przez generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka tzw. opozycja konstruktywna stała się partnerem władzy w rokowaniach Okrągłego Stołu z początku 1989 r. W tym samym czasie SB mordowało zaangażowanych przez lata w działalność opozycyjną księży: Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca, a nieco później Sylwestra Zycha.

Obraz po wojnie

Reklama

Bilans stanu wojennego z perspektywy doświadczenia wspólnoty budowanej od sierpnia 1980 r. był bolesny. Wprawdzie Solidarność przetrwała, a jej ideały nie przestały pociągać, również dzięki autorytetowi i wsparciu Jana Pawła II, ale cena, którą za to zapłaciliśmy była ogromna. Odbudowana na podstawie umów Okrągłego Stołu nigdy nie wróciła już do swej siły i autorytetu z lat 1980-81. Do tego wracała na scenę głęboko podzielona. Polaryzacja w szeregach opozycji położyła się cieniem na tzw. wyborach kontraktowych w 1989 r. Wygenerowane wówczas podziały przetrwały, a ich echa słychać nawet w dzisiejszej wojnie polsko-polskiej.

Trzeba też przyznać, że nie wszyscy oparli się przemocy i presji, co jest naturalne. Wielu ludziom złamano kręgosłup moralny. Jedni wyjeżdżali z kraju dobrowolnie, inni czuli się przymuszeni do przyjęcia proponowanych przez władze paszportów „w jedną stronę”, jeszcze inni, gdy wychodzili z „internatów”, podpisywali tzw. lojalki i żyli przez lata z poczuciem winy. Wielu nie odzyskało pracy, a w czasach transformacji zostali zapomniani albo żyli na głodowych rentach, mając poczucie krzywdy, zwłaszcza gdy konfrontowali swoje położenie z uwłaszczającymi się na własności państwowej byłymi aktywistami PZPR oraz z przywilejami byłych funkcjonariuszy SB. Pogrążeni w żałobie po stracie bliskich (ok. 100 osób) żyli w poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości, gdyż kaci i ich mocodawcy na mocy umów okrągłostołowych nie ponieśli żadnej odpowiedzialności. Stan wojenny przerwał rewolucję moralną i społeczną rozpoczętą w sierpniu 1980 r., a ostatecznie otworzył drogę dla tzw. reglamentowanej rewolucji, która zgodnie z warunkami kontraktu Okrągłego Stołu, a wbrew woli społeczeństwa wyrażonej w wyborach, zapewniała komunistom realną władzę oraz stworzyła im warunki miękkiego lądowania w nowej rzeczywistości, której przede wszystkim oni sami czuli się beneficjentami.

Tymczasem przeciętny zjadacz chleba, upodlony trudem zdobywania podstawowych środków do życia w warunkach totalnych braków na rynku, mógł czuć się zlekceważony i oszukany. Bo wprawdzie następował powolny demontaż starego systemu, ale przemiany odbywały się w atmosferze bolesnego deficytu prawdy i sprawiedliwości, które stanowiły przecież fundament pierwszej Solidarności. Dlatego też nie udało się odbudować skali entuzjazmu wspólnoty z czasów „karnawału Solidarności” ani w 1989 r., ani w kolejnych dekadach transformacji ustrojowej.

2025-12-02 13:44

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ludobójcze dziedzictwo

Akcja „Wisła”, przeprowadzona przez Ludowe Wojsko Polskie wiosną 1947 r., została swego czasu potępiona przez parlament III RP, i słusznie. W wyniku masowych aresztowań rzeczywistych i domniemanych bandytów (ok. 1,5 tys. z UPA i 2,9 tys. z OUN) oraz przesiedleń, sięgających ponad 140 tys. osób, z południowo-wschodnich krańców obecnej Polski ludność cywilna pochodzenia ukraińskiego i rodziny łemkowskie zostały wiosną 1947 r. osiedlone na ziemiach zachodnich i północnych. Nikt nie pytał ich o zdanie, nikt nie szukał indywidualnej winy. Wygrała odpowiedzialność zbiorowa, zjawisko niemieszczące się w polskiej tradycji prawnej. Wysiedleńcy mogli powrócić legalnie do swej ojcowizny dopiero po 1956 r. Celem akcji nie było jednak zastosowanie masowej czystki etnicznej, ale ostateczne rozbicie oddziałów banderowskich wraz z ich zapleczem kwatermistrzowskim, czyli okolicznymi wsiami. Trzeba pamiętać, że Polacy po wojnie – niezależnie od swego stosunku do komunizmu – w 1947 r. poparli en masse likwidację ostatnich band OUN-UPA grasujących nie tylko na terenie Bieszczad, ale wpływami sięgających również Lubelszczyzny i Łemkowszczyzny. Pamiętano jeszcze wówczas o okrucieństwach II wojny światowej, o ludobójczych praktykach oddziałów spod znaku Bandery i Szuchewycza, banderowców i melnykowców. Wielu nieznającym realiów przesiedlenia akcja „Wisła” jawiła się jako akt sprawiedliwości i zadośćuczynienia za bezmiar okrucieństwa i dzikiej nienawiści. Jako warunek bezpieczeństwa. I nic dziwnego.
CZYTAJ DALEJ

Ośmioletni ministrant z Polski wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV!

2026-02-14 11:11

[ TEMATY ]

ministrant

Rzym

Parafia pw. Odkupiciela Świata we Wrocławiu

8-letni Mateusz Siewiera, ministrant z Wrocławia podczas audiencji w Watykanie wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV

8-letni Mateusz Siewiera, ministrant z Wrocławia podczas audiencji w Watykanie wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV

„Krzyczałem «Ojcze Święty» po włosku i machałem. Nagle mnie zauważył” - opowiada 8-letni Mateusz Siewiera, ministrant z Wrocławia, który podczas audiencji w Watykanie wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV. Do spotkania doszło w czasie pielgrzymki ministrantów z parafii pw. Odkupiciela Świata do Rzymu. Wydarzenie było kulminacyjnym momentem wyjazdu formacyjnego.

Ministranci z parafii pw. Odkupiciela Świata we Wrocławiu udali się do Rzymu jako nagroda za wierną służbę liturgiczną. Dla wielu z nich była to pierwsza wizyta w Wiecznym Mieście. W programie pielgrzymki znalazła się modlitwa przy grobach papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka oraz zwiedzanie podziemi Bazyliki św. Piotra, tzw. Scavi Vaticani, gdzie znajduje się grób Apostoła.
CZYTAJ DALEJ

Rozmowa z Ojcem: Szósta niedziela zwykła

2026-02-14 10:01

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

rozmowa

Monika Książek

Abp Wacław Depo

Abp Wacław Depo

Jak wygląda życie codzienne Kościoła, widziane z perspektywy metropolii, w której ważne miejsce ma Jasna Góra? Co w życiu człowieka wiary jest najważniejsze? Czy potrafimy zaufać Bogu i powierzyć Mu swoje życie? Na te i inne pytania w cyklicznej audycji "Rozmowy z Ojcem" odpowiada abp Wacław Depo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję