Reklama

Niedziela Przemyska

Droga do Zmartwychwstania

Od dziecka jestem częstym gościem na wzgórzu kalwaryjskim. Trudno opisać emocje, które mi towarzyszą, bo są zupełnie wyjątkowe. To są dla mnie bardzo osobiste rekolekcje – zaznacza Artur Wilgucki, aktor odtwarzający w misterium rolę Jezusa.

Niedziela przemyska 16/2025, str. IV-V-VI

[ TEMATY ]

Wielki Tydzień

Archiwum Artur Wilgucki/Życie Podkarpackie

Widzowie mieli okazję nie tylko obejrzeć inscenizację, ale i duchowo uczestniczyć w pasyjnych wydarzeniach

Widzowie mieli okazję nie tylko obejrzeć inscenizację, ale i duchowo uczestniczyć w pasyjnych wydarzeniach

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Droga do poranka wielkanocnego widzie przez Wieczernik, Ogród Getsemani, pretorium, więzienne lochy, wąskie uliczki Jerozolimy, spiekotę dnia i Golgotę. Co roku na Podkarpaciu niezwykłą Drogą Krzyżową przechodzą tysiące wiernych. W Kalwarii Pacławskiej od trzydziestu lat, w Niedzielę Palmową i w Wielki Piątek, odbywa się misterium Męki Pańskiej.

Wiara w życie wieczne

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. W tych słowach zawarty jest fundament przeżywania wiary. – Nie śmierć, ale zmartwychwstanie! Potrzebna była męka i śmierć Pana Jezusa, aby objawić zmartwychwstanie, dla którego powinniśmy żyć wytrwale i wiernie. Wiara w zmartwychwstanie każdego z nas powinna podnosić i umacniać duchowo – podkreśla o. Zbigniew Kubit, franciszkanin z Kalwarii Pacławskiej. – W czasie Wielkiego Postu wielu z nas słyszało i powtarzało słowa: „Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył”, ale dopełnieniem naszego odkupienia i zbawienia jest właśnie zmartwychwstanie – dodaje zakonnik i zachęca, aby wspólnie wyruszyć w niezwykłą, kalwaryjską drogę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pasyjny charakter Kalwarii

Reklama

Kalwaria Pacławska nazywana jest często „Jasną Górą Podkarpacia” i kojarzy się głównie, jako sanktuarium maryjne, gdzie króluje Matka Boża Słuchająca. – Przybywający do naszego sanktuarium pielgrzymi pragną zawierzyć się Matce Bożej, Kalwaryjskiej Pani – mówi o. Zbigniew Kubit i potwierdza wyjątkowy kult maryjny w tym miejscu. – Jednak powinniśmy pamiętać, że pierwotnie Kalwaria Pacławska powstała jako miejsce kultu Męki Pańskiej – dodaje zakonnik. Pierwszy fundator klasztoru, Andrzej Maksymilian Fredro, odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej i tak zrodziła się myśl odwzorowania Jerozolimy w Polsce. – Następnie opracowano plan zbudowania i udostępnienia dla pielgrzymów miejsca kultu Męki Pańskiej z kościołem i stacjami nawiązującymi do wydarzeń sprzed ok. 2 tys. lat. Tak powstała droga krzyżowa w plenerze, czyli tzw. Dróżki Pana Jezusa. Dopiero później powstało sanktuarium Matki Bożej z Dróżkami ku czci Matki Bożej Bolesnej i Wniebowziętej – tłumaczy o. Kubit, który od tego roku koordynuje misterium Męki Pańskiej z ramienia Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, którzy posługują w Kalwarii Pacławskiej. Jak sam tłumaczy, to dla niego nowość. – Nigdy nie uczestniczyłem do tej pory w misterium Męki Pańskiej, ale staram się towarzyszyć aktorom, wspierać ich – zaznacza franciszkanin.

Zatrzymać się w pędzącym świecie

Jednak to nie jedyne nowości w tym roku. Po raz pierwszy w rolę Jezusa Chrystusa wcielił się Artur Wilgucki. Jak sam zaznacza, był bardzo zaskoczony propozycją Lucyny Rudawskiej. – To ogromny zaszczyt jaki mnie spotkał. Początkowo odbierałem tę propozycję jako takie awaryjne rozwiązanie, które wynikało z rezygnacji poprzedniego aktora. Ale potem uznałem, że nie ma przypadków – podkreśla nowy odtwórca roli Mesjasza. – Do tej pory zawsze uczestniczyłem w misterium jako dziennikarz i fotoreporter. Tak czy inaczej, jest to dla mnie niesamowite wyzwanie, nie tylko od strony aktorskiej, ale też duchowej. Od dziecka jestem bardzo częstym gościem na wzgórzu kalwaryjskim. Trudno opisać emocje, które mi towarzyszą, bo są zupełnie wyjątkowe. To są dla mnie bardzo osobiste rekolekcje – zaznacza aktor grający rolę Chrystusa.

Reklama

Nowością jest także nowy aktor wcielający się w rolę św. Piotra – Mariusz Śnieżek, wójt dminy Fredropol, do której należy Kalwaria Pacławska. – Jest to dla mnie niezwykle ważna rola i niezwykle ważne wydarzenie. Wcześniej w rolę św. Piotra wcielał się człowiek, którego bardzo ceniłem. Dobry, skromny, ale choroba w ubiegłym roku go nam zabrała – mówi wójt, nie ukrywając wzruszenia. – Nie mogłem uczestniczyć w jego pogrzebie, więc gdy tylko dostałem propozycję zagrania w misterium, to od razu się zgodziłem, aby w jakiś sposób oddać hołd temu człowiekowi, którego znałem i ceniłem – dodaje. Dwa lata temu Mariusz Śnieżek był w Jerozolimie. – To wszystko trzeba przeżyć, aby przejść tę drogę na kalwaryjskim wzgórzu. Emocje są porównywalne do tych, jakie odczuwa się w Jerozolimie. Gdy zamykam oczy, widzę te wszystkie miejsca związane z ostatnią drogą Chrystusa w Jerozolimie – mówi aktor o swoim osobistym przeżywaniu kalwaryjskiej Pasji.

Aktorzy-amatorzy z wielką pasją

Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Pacławskiej to ogromna inicjatywa duszpasterska, ewangelizacyjna, teatralna i logistyczna. – Franciszkanie jedynie towarzyszą osobom świeckim, głównie parafianom i sympatykom naszej wspólnoty zakonnej w przygotowaniach i przeprowadzeniu misterium. W tym miejscu bardzo dziękuje wszystkim, którzy poświęcali i poświęcają swój czas, talent oraz są gotowi uczestniczyć w tym ewangelizacyjnym przedsięwzięciu – zaznacza o. Kubit.

Obsada aktorska wydarzenia to głównie mieszkańcy ziemi kalwaryjskiej, okolic oraz osoby z dalszych miejscowości, sympatycy Kalwarii. – Pracują w różnych zawodach, a ich udział w misterium jest całkowicie amatorski. Można śmiało powiedzieć, ze misterium jest wielopokoleniowym wydarzeniem: najmłodszy uczestnik Oluś ma niespełna rok, a najstarszy ma niespełna dziewięćdziesiąt lat – mówi Lucyna Rudawska, koordynator strony aktorskiej kalwaryjskiego misterium. – W misterium grają całe rodziny, jak np. rodzina państwa Kiełtów: dziadkowie, córka z zięciem i dwojgiem dzieci – dodaje.

Reklama

Józef Mocio to najstarszy uczestnik misterium Męki Pańskiej. Od trzydziestu lat odgrywa rolę arcykapłana Annasza. – Tak się w to wciągnąłem i trwa to do teraz – mówi ze łzami w oczach, który jak sam zaznacza, jest rówieśnikiem abp. Józefa Michalika. – Jeszcze mam siłę, więc dopóki będę mógł, to będę grał. Jednak czuję, że może to nie potrwać długo – dodaje łamiącym się głosem. Przez trzy dekady Mocio nie zagrał tylko raz. – Byłem w tym czasie w szpitalu, ale Pan Bóg dał zdrowie, siły i udało się wrócić – dzieli się kalwaryjski Annasz.

Obsada aktorska liczy ok. 40 osób. Szczególnie jedna rola wymaga nie lada odwagi – postać Judasza. – Ludzie boją się, aby imię tej niechlubnej osoby nie przylgnęło do nich na stałe. Na szczęście mamy drugi rok aktora, Mirka Łukasiewicza, który świetnie radzi sobie z Judaszem i nie tylko, bo także występuje w roli Łotra – zaznacza Rudawska. Próby zaczęły się już w marcu. Aktorzy spotykali się w każdą sobotę, czasami niedzielę. – Próby odbywamy w plenerze, niezależnie od pogody – podkreśla Lucyna Rudawska. W tym roku aktorzy zyskali całkiem nowe kostiumy. – To za sprawą Elwiry Walczyszewskiej, która zgodziła się przyjąć funkcję garderobianej – dodaje koordynatorka i zaznacza, że przed wykonaniem kostiumu zawsze trzeba z wiarygodnych źródeł upewnić się co do oryginalnego wyglądu konkretnego stroju.

Jednoczy pokolenia

Kalwaryjskie misterium Męki Pańskiej to bez wątpienia ważna i dobrze znana inicjatywa Wielkiego Tygodnia na Podkarpaciu. – Zainteresowanie jest bardzo duże. Pielgrzymi chętnie przyjeżdżają, aby uczestniczyć fizycznie w przeżywaniu wydarzeń zamieszczonych w opisie Męki Pańskiej. Uczestnicy biorą udział m.in. w Drodze Krzyżowej z wizualnym przeżywaniem tego nabożeństwa – podkreśla o. Kubit. Zakonnik uważa, że dla większości osób obraz przemawia bardziej, konkretniej niż słowo mówione czy pisane. Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Pacławskiej to bez wątpienia trud dla ciała – trzeba spędzić kilka godzin w lesie, idąc w tłumie pod górę. – Trzeba też zorganizować sobie czas. To nie tylko widowisko, ale przede wszystkim przeżycie duchowe, które na długo pozostaje w sercach uczestników – dodaje zakonnik.

2025-04-15 11:56

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Alleluja w Anielisku

Niedziela łódzka 16/2017, str. 6

[ TEMATY ]

świetlica środowiskowa

Wielki Tydzień

Wielkanoc

tradycja

Michał Jaszczak

Dzieci chętnie wykonują prace plastyczne

Dzieci chętnie wykonują prace plastyczne

Wycinanie i ozdabianie świątecznych kart, malowanie pisanek, opowieść o tym, czym jest Wielkanoc, i ostatnia wieczerza przy ogromnym stole w Wielki Czwartek, a śniadanie Wielkanocne we wtorek – tak wspólnie razem spędzają ten czas podopieczni Świetlicy „Anielisko” i Domu „Anielisko”. Miejsc, które przygarniają pokaleczone życiem, ale też uzdolnione i bystre dzieciaki, które dają im ciepło i poczucie bezpieczeństwa i stają się drugim, a dla szóstki dzieci tym najważniejszym domem. Oba miejsca łączy nazwa i wspólne korzenie – to dzieła wyrosłe z Mocnych w Duchu

Czterdzieści osób w Świetlicy i szóstka w działającym od trzech lat Domu. To bardzo wielka pomoc. Dla tych najmłodszych, bo do Świetlicy przychodzą sześcio- i siedmiolatki i dla tych starszych – już gimnazjalistów. Pomoc nie tylko dająca schronienie, ale też wsparcie przy odrabianiu lekcji czy czas w gronie rówieśników. Często wychowawcom i wolontariuszom udaje się wyciągnąć te dzieci do góry. Od czego to zależy? – Od charakteru – mówi Dorota Puchowicz, prezes podmiotu prowadzącego obie placówki (Stowarzyszenia „Mocni w Duchu”) i dobry duch całego „Anieliska”. To ona walczy o każdego z podopiecznych, o jego lepsze życie, o to, by sam zechciał. A te dzieciaki kochają swoją panią Dorotę, ciocię, czasem karcącą i surową, ale tak naprawdę mającą ogromne serce, serdeczność i cierpliwość dla nich. Bo czego potrzebują ci, którzy tu przychodzą? Ania, Kasia, Bartek, Dawid, Piotrek, Grześ czy Natan? – Najbardziej zauważenia – mówią wolontariusze pracujący z dziećmi. I poświęcenia im kilku chwil, by pokazały, jak pięknie coś namalowały, jak posprzątały czy spojrzenia na sprawdzian i zobaczenia ich sukcesu – czwórki i piątki z polskiego.
CZYTAJ DALEJ

Fatima - główne treści orędzia Matki Bożej

[ TEMATY ]

Fatima

100‑lecie objawień fatimskich

Fatima – wizerunki Dzieci Fatimskich/Fot. Graziako/Niedziela

Od maja do października 1917 roku - gdy toczyła się pierwsza wojna światowa, kiedy w Portugalii sprawował rządy ostro antykościelny reżim, a w Rosji zaczynała szaleć rewolucja - na obrzeżach miasteczka Fatima, w miejscu zwanym Cova da Iria, Matka Boża ukazywała się trojgu wiejskim dzieciom nie umiejącym jeszcze czytać. Byli to Łucja dos Santos (10 lat), Hiacynta Marto (7 lat) i Franciszek Marto (9 lat). Łucja była cioteczną siostrą rodzeństwa Marto. Pochodzili z podfatimskiej wioski Aljustrel, której mieszkańcy trudnili się hodowlą owiec i uprawą winorośli.

Wcześniej, zanim pastuszkom objawi się Matka Boża, przez ponad rok, od marca 1916 roku, przygotowuje ich na to Anioł. Na wzgórzu Loca do Cabeco dzieci odmawiają różaniec i zaczynają zabawę. Raptem, gdy słyszą silny podmuch wiatru widzą przed sobą młodzieńca. Przybysz mówi: Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju, módlcie się razem ze mną". Następnie uczy ich jak mają się modlić, słowami: "O mój Boże, wierzę w Ciebie, uwielbiam Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Proszę, byś przebaczył tym, którzy nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i nie kochają Ciebie". Nakazuje im modlić się w ten sposób, zapewniając, że serca Jezusa i Maryi słuchają uważnie ich słów i próśb.
CZYTAJ DALEJ

Burza we Włoszech. Sąd uznał, że dziecko może mieć... troje rodziców

2026-05-13 16:37

[ TEMATY ]

Włochy

burza

troje rodziców

sąd uznał

Adobe Stock

We Włoszech rozgorzała debata o zagrożeniach, jakie niesie dla społeczeństwa „rodzicielstwo wieloosobowe”

We Włoszech rozgorzała debata o zagrożeniach, jakie niesie dla społeczeństwa „rodzicielstwo wieloosobowe”

Po raz pierwszy we Włoszech sąd uznał, że dziecko może mieć troje rodziców: matkę i dwóch ojców, żyjących w zalegalizowanym za granicą „małżeństwie” homoseksualnym. Orzeczenie to wywołało ogólnonarodową debatę nie tylko o granicach prawa rodzinnego, ale również o istocie rodziny, dobru dziecka i zagrożeniach, jakie niesie dla społeczeństwa „rodzicielstwo wieloosobowe”.

Czteroletni dziś chłopiec urodził się i mieszka na stałe w Niemczech. Od początku wychowywany jest przez dwóch mężczyzn - Włocha i Niemca, którzy pozostają w uznawanym w tym kraju prawnie związku homoseksualnym. Jego matką jest zaprzyjaźniona z nimi kobieta, która ma już inne dzieci. Dziecko zostało poczęte bez uciekania się do sztucznego zapłodnienia i zostało uznane zarówno przez matkę, jak i ojca biologicznego, któremu zostało powierzone. Drugi z mężczyzn uzyskał w Niemczech prawo do adopcji dziecka zgodnie z tamtejszym przepisami dopuszczającymi adopcję przez pary homoseksualne. Chłopiec nosił już jego włoskie nazwisko, ponieważ przyjął je jego partner wraz z zawarciem „małżeństwa”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję