Reklama

Niedziela Częstochowska

Owoce ducha

Za nami spotkanie Kana Młodych – Duch może więcej. Czas przygotowań był intensywny. Praca wielu osób nieoceniona. Hojność ludzkich serc i portfeli również. Zaangażowanie wolontariuszy chwytało za serce. Przebieg i atmosfera spotkania bardzo budujące. Udział wzięło około 1000 młodych ludzi z naszej archidiecezji. By nikogo nie pominąć, chcemy każdego docenić, po prostu powiedzieć wszystkim: dziękujemy. By jednak zachować właściwe proporcje, trzeba nam powiedzieć jedno najważniejsze: Bogu chwała. Pozwólcie, że dziś przemówią uczestnicy spotkania oraz obrazy z wydarzenia

Niedziela częstochowska 49/2018, str. IV

[ TEMATY ]

Kana młodych

Magda Nowak/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

To co spotkało mnie w Hali Polonia, było niesamowite. Spotkałam Boga. Poczułam Jego obecność. Wyspowiadałam się jak jeszcze nigdy, czułam, że Duch pomaga mi podczas tej spowiedzi. Oddałam moje życie Bogu i czuję się bardzo szczęśliwa.

Ewelina, 16 lat 

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dotknęły mnie słowa ks. Rafała Jarosiewicza, który mówił o chłopaku, który miał dwie próby samobójcze. Kiedy szedł na pielgrzymkę, powiedział: „Jeżeli nie zobaczę tam Boga, to się zabiję” . Te słowa bardzo mnie wzruszyły, bo też miałam próbę samobójczą i w tym momencie jak to ksiądz mówił, to jakbym widziała siebie. Zeszłam na dół, uklękłam i podniosłam biały kamyk, symbol. Zaczęłam w duchu za wszystko Bogu dziękować...

Sandra, 17 lat

Nie spodziewałam się, że Bóg będzie tak działał we mnie. Bardziej byłam nastawiona na dawanie jako wolontariusz niż na to, że tak mocno Pan Bóg będzie we mnie działał swoją łaską i mocą. Takim najważniejszymi momentami dla mnie było świadectwo Adama Woronowicza i adoracja. Zobaczyłam, że Jezus chce się zawsze ze mną spotykać i że nie mówi mi, że jestem gorsza czy niechciana. On mi mówi, że mnie kocha, że jestem chciana.

Kinga, 29 lat 

Reklama

Najbardziej odczułam i naprawdę mocno przeżyłam spowiedź. Po zakończeniu spowiedzi nie potrafiłam powstrzymać radości i łez ze szczęścia i jestem pewna, że On to sprawił. Dopełnieniem mojej radości była modlitwa wystawiennicza. Odżyłam na nowo. W tamtym roku również byłam na tym spotkaniu, ale to co wydarzyło się teraz, było o wielokroć mocniejsze. Chcę również dodać, że przepiękne i bardzo szczere były świadectwa. Poznałam tylu wspaniałych ludzi i mogłam podzielić się z nimi moją radością.

Wiktoria, 16 lat

Od pewnego czasu modlę się o to, aby Bóg dał mi poznać, do czego mnie wzywa. Ostatnie wydarzenia wskazują, że jest to modlitwa za osoby konsekrowane i Kościół, który jest w kryzysie. Na adoracji prosiłam Pana Jezusa, aby dał mi poznać swoją wolę. Przyszła mi myśl taka, aby się modlić za te dzieciaki, które tu są, a które Bóg powoła do swej świętej służby. Gdy dzisiaj się  modliłam o poznanie woli Bożej, przyszła mi myśl: „A ty ze swej strony umacniaj braci”. Nie wiem, co te słowa znaczą, ale myślę, że w kontekście innych słów, które Bóg mi pokazał w ostatnim czasie, jest to wezwanie do modlitwy za osoby konsekrowane.

Gosia 

Szczególnym czasem była dla mnie adoracja, kiedy po raz pierwszy w życiu miałam Go tak blisko, tak tylko dla siebie, że pragnęłam, aby ta chwila trwała i trwała. Świadectwa, konferencje, możliwość spotkania i wspólnej modlitwy z tyloma wspaniałymi osobami i w końcu szczyt spotkania, czyli piękna Eucharystia, to wszystko wlało w moje serce jeszcze więcej wiary, siły do stawiania czoła codziennym obowiązkom i ochoty do podejmowania kolejnych zobowiązań na chwałę Pana.

Ewelina, 33 lata

Reklama

Przyznałam sama przed sobą to, czego nie chciałam przyznać. Niby jestem osobą wierzącą, bo chodzę do kościoła, ale nie potrafię zaufać Bogu, nie potrafię uwierzyć w to, że On naprawdę ingeruje w moje życie. Nie potrafię się modlić. Poprosiłam Boga o jakiś gest, znak, żebym miała tę pewność, że jest, żebym mogłam Mu zaufać. Poprosiłam o odwagę w dążeniu do odkrycia mojej wiary. Poprosiłam o coś, co nauczy mnie modlić się, bo powtarzanie regułki, z której nic do mnie nie dociera, nie zaspokaja mnie. Wyznałam swoje słabości i postanowiłam zmienić pewne rzeczy w życiu. Cały czas przeżywam to, co się wydarzyło podczas Kany Młodych, jak i po niej. Nie są to rzeczy proste do zrozumienia, tym bardziej do opowiedzenia. Z jednej strony wydaje się to takie prawdziwe, a z drugiej – tak bardzo niemożliwe. Teraz wiem, że mój udział w Kanie Młodych nie był przypadkiem. Po tym wydarzeniu poczułam potrzebę zbliżenia się do Boga, zaufania Bogu i poszerzenia swojej wiary.

Ola, 17 lat

Najmocniejszym punktem dla mnie była modlitwa wstawiennicza. To właśnie wtedy poczułem działanie i obecność Ducha Świętego. Było to naprawdę niesamowite przeżycie, które skłoniło mnie do przemyśleń oraz spowiedzi świętej. Poczułem, że Bóg dotknął mego serca. Widziałem również przemiany innych osób, które uczestniczyły w spotkaniu – stawały się one wrażliwsze i silniejsze w wierze. Śmiało mogę powiedzieć, że emocje i uczucia z Kany Młodych towarzyszą mi do dzisiaj. Wołajmy więc za abp. Wacławem Depo, że Duch Święty może więcej!

Sebastian, 17 lat

Był to milowy krok w moim życiu, w mojej relacji z Bogiem. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tak dużą grupą ludzi w podobnym wieku, które wierzą w Boga. Podczas trwania całego wydarzenia mocno zaczęłam się zastanawiać nad moją wiarą. Wielu z moich przyjaciół jest ateistami, co niewątpliwie na mnie wpłynęło. Czułam, jak z każdym dniem oddalam się od Boga, przestałam się modlić, zaczęłam mieć wiele wątpliwości. Podczas adoracji poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Byłam najbardziej szczera przed Bogiem w moim życiu, zadałam Mu najbardziej nurtujące mnie pytania, po czym poczułam, jak ciepło ogarnia mnie od środka. Nie miałam już żadnych wątpliwości, że Bóg jest przy mnie i mi pomoże. Wszystkie troski odeszły na bok, była tylko ta chwila.

Marta, 16 lat

Reklama

Dziękuję Bogu za to, że tam poszłam, wiele to wniosło do mojego życia. Przez pewien czas nie przyjmowałam Go do swojego serca i byłam zagubiona. Strasznie bałam się iść do spowiedzi. Podczas tego spotkania Bóg powiedział mi, że mnie kocha i że wystarczy powierzyć Mu swoje życie i ogłosić Go swoim Panem i Zbawicielem. Nie mogłam wtedy powstrzymać się od łez i w sercu ogłosiłam Go moim Panem i Zbawicielem. Poprosiłam, żeby pomógł mi Go odnaleźć i by prowadził mnie Jego ścieżkami. Wtedy ksiądz powiedział, że gdy zstępuje Duch Święty, ludzie odczuwają Go na różne sposoby, między innymi przez łzy. Gdy to usłyszałam, zaczęłam płakać jeszcze bardziej, ponieważ uświadomiło mi to, że Bóg bardzo mnie kocha i pragnie, abym była blisko Niego. Napełniona Duchem Świętym poszłam do spowiedzi. Odchodząc od konfesjonału, czułam ogromną ulgę i radość.

Kasia, 16 lat

Najbardziej poruszyły mnie świadectwa osób świeckich oraz adoracja Najświętszego Sakramentu, podczas której nie mogłam zapanować nad spływającymi po moich policzkach łzami. Czułam, jak Pan jest blisko, jak przemawia do mnie i obdarza mnie miłością. To niesamowite uczucie ciepła na sercu nie jest możliwe do opisania słowami – trzeba tam być, aby to poczuć. Z całego serca jestem wdzięczna Panu Bogu, że pozwolił mi uczestniczyć w tym spotkaniu i mam nadzieję, że w kolejnych latach również da mi uczestniczyć w tym wydarzeniu. 

Julka, 17 lat

Nadeszła chwila modlitw wstawienniczych, a tak się złożyło, że nie miałem okazji, a może odwagi nigdy wcześniej w tym uczestniczyć, postanowiłem podejść. Powiedziałem o moim problemie, jakim jest sprawa mojej rodziny, chwilę porozmawiałem z osobami mającymi się nade mną modlić, zamknąłem oczy i rozpoczęła się sama modlitwa. Po rozmowie i modlitwie spokojnie odszedłem na swoje miejsce i jakby cały świat przestał istnieć. W jednej chwili wszystko wokół przestało mnie interesować, skłoniłem głowę w dół, siedziałem tak 20 min. Czułem się z jednej strony szczęśliwy, że w końcu odważyłem się pójść na modlitwę wstawienniczą, a z drugiej strony przytłoczony tym wszystkim. Może nie byłem jeszcze gotowy na takie doświadczenie.

Kacper

Reklama

Atmosfera, która tam panowała, była tak niesamowita, że nikt nie chciał stamtąd wyjść. Wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Pomyślano o poczęstunku, a także upominkach-modlitewnikach i płycie „Moc uwielbienia”. Było bardzo dużo wolontariuszy, którzy dopilnowali, aby każdy czuł się tam dobrze. Dzięki takim spotkaniom można poznać nowych przyjaciół.

Agnieszka, 16 lat

Podczas spotkania „Duch może więcej” najgłębiej przeżyłam procesję eucharystyczną i następującą po niej adorację. Podczas procesji czułam się, jakbym była na dworze wielkiego Króla. To oczekiwanie, oklaski i okrzyki na cześć Króla. Jego wejście było takie majestatyczne, pełne chwały i dostojeństwa. A my wszyscy na kolanach oddaliśmy Mu hołd. A potem adoracja. Jezus był piękny. Mimo że pełen majestatu, dostojeństwa, to jednak taki bliski. Patrzył na mnie, a ja na Niego. Piękne spotkanie. 

Ula

Reklama

W trakcie całego spotkania było wiele mocnych momentów. Opiszę jedno – niezwykłą spowiedź. Na początku w ogóle myślałam, że do niej nie przystąpię, usprawiedliwiałam się, że w sumie to chyba mi nie jest potrzebna. Ale kiedy zaczęła się modlitwa uwielbienia, to w jakiś przedziwny sposób odezwało się moje sumienie, przypominały mi się grzechy i poczułam dużą i naglącą potrzebę sakramentu pokuty. Miałam takie przekonanie, że nie mogę podejść do modlitwy wstawienniczej, a już na pewno do Komunii świętej bez tej spowiedzi. No i zdecydowałam. Krążyłam po sali kilka razy, chciałam znaleźć jakieś cichsze miejsce, bo był megaharmider. Nie chciałam się spowiadać przy tym całym tłumie, wstydziłam się. Nie znalazłam cichszego miejsca, jedyny wolny ksiądz ze stułą stał prawie że w wyjściu na korytarz, gdzie non stop ktoś wchodził i wychodził. Myślę sobie, no serio? I podeszłam do księdza. I jak tylko zaczęłam mówić, ten lęk odszedł. Zniknął. Stałam wśród wszystkich i dosłownie krzyczałam księdzu do ucha swoje grzechy. Ludzie przechodzili obok, obijali się o mnie, a mnie już nie obchodziło, czy słyszą, co mówię, czy nie. Oni zniknęli z mojej głowy, bo Jezus przyszedł do mojego serca. I nie stresowałam się tym, że mówię o swoich problemach i że mam prawie łzy w oczach. Słuchałam tego, co ksiądz ma mi do powiedzenia i nie byłam rozproszona tym, co dzieje się wokoło.

Wiktoria, 22 lata

Niech Bóg będzie uwielbiony w tym wszystkim, co wydarzyło się w ludzkich sercach, umysłach i po prostu we wspólnocie Kościoła częstochowskiego. Dziękujemy jego pasterzom – abp. Wacławowi Depo i bp. Andrzejowi Przybylskiemu oraz Wydziałowi Ekonomicznemu Kurii Metropolitalnej. Dziękujemy tym, którzy z młodymi na to spotkanie dotarli, księżom za posługę sakramentalną. Dziękujemy naszym patronom medialnym, Tygodnikowi Katolickiemu „Niedziela”, Radiu Fiat, Radiu Jasna Góra. Również tym, którzy otaczali to spotkanie modlitwą. Do zobaczenia.

Ekipa wydarzenia Kana Młodych, Duch może więcej

2018-12-05 11:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Spotkanie młodego Kościoła

Tegoroczna Kana Młodych odbędzie się na błoniach Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie w sobotę 18 września, w święto św. Stanisława Kostki, patrona młodzieży w Polsce.

„Temat spotkania jest bardzo krótki i prosty, a równocześnie bardzo wymowny – «Jestem». Chcemy ogłaszać tę dobrą nowinę – Bóg jest! Bóg sam – tak ufamy – da nam wszystkim w tym czasie doświadczenie swojej obecności pośród nas” – podkreśla ks. Jakub Raczyński z Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji w archidiecezji częstochowskiej.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego cierpią i umierają ci, co zaufali Bogu?

2026-03-19 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Wiara uczy, że Bóg zawsze nas wysłuchuje: jednak nie zawsze spełnia nasze prośby, ale swoje obietnice. Bywa, że nie wiemy, o co prosić. Nie mając pełnej wiedzy – która przychodzi z czasem – modlimy się, ale nasze prośby są połowiczne, zawężone do momentu ich wypowiadania. Bóg tymczasem widzi szerzej, widzi nasze wczoraj, nasze dziś i wie, jakie będzie nasze jutro.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego». A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
CZYTAJ DALEJ

Podlaskie: Pociąg relacji Białystok-Warszawa uderzył w żubry

2026-03-22 09:48

[ TEMATY ]

pociąg

Karol Porwich /Niedziela

Pociąg osobowy relacji Białystok-Warszawa zderzył się w niedzielę rano w okolicach miejscowości Witowo (Podlaskie) z trzema żubrami stojącymi na torach. Jak podają służby, podróżującym pociągiem nic się nie stało, ale zwierzęta nie przeżyły.

Do zdarzenia pociągu Intercity „Żubr” ze zwierzętami doszło po godzinie 7 w niedzielę w okolicach miejscowości Witowo, położonej między Hajnówką a Czeremchą - poinformował PAP dyżurny stanowiska kierowania Podlaskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP w Białymstoku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję