Reklama

Wiadomości

Willa życia

Na piwnicznej ścianie wypisane są nazwiska niczym inskrypcje w więziennej celi: pokolenia polskich Żydów – Aszerów, Grossów, Hirszfeldów, Keingsweinów, Kramsztyków, Tenenbaumów... Uratowanych przez małżeństwo Antoninę i Jana Żabińskich w czasie II wojny światowej przed niemieckimi zbrodniarzami, którzy bardziej cenili zwierzęta z ogrodu zoologicznego niż ludzi

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Warszawskie zoo oddano do użytku na lewobrzeżnej Pradze w 1928 r. Wprawdzie już od XVI wieku stolica mogła pochwalić się swoimi zwierzyńcami, dopiero jednak w trzeciej dekadzie XX wieku doczekała się klasycznego ogrodu zoologicznego. Dyrektorem został jego twórca, biolog Wenanty Burdziński. Po jego niespodziewanej śmierci kierownictwo nad obiektem objął młody absolwent SGGW i Uniwersytetu Warszawskiego Jan Żabiński. Pasja, wiedza i kilkanaście lat codziennej pracy sprawiły, że warszawskie zoo przed wojną stało się znane i cenione w całej Europie. Ogrodowi w uznaniu dla wybitnych osiągnięć jego dyrektora powierzono na rok 1940 rolę gospodarza Międzynarodowego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych.

Podwójne życie zwierzyńca

Wybuch wojny zniszczył młody ogród. Część zwierząt zginęła w czasie bombardowania. Inne uciekły w miasto i trzeba było je dobić. Część przeznaczono do kotła. Rzadkie okazy wywieźli niemieccy okupanci pod wodzą przyjaciela Hitlera, dyrektora berlińskiego zoo prof. Lutza Hecka. Dyrektor ogrodu Jan Żabiński, by walczyć na froncie, opuścił służbową willę mieszczącą się na terenie zoo. Gdy jednak małżeństwo Żabińskich wraz z dziesięcioletnim synem ponownie zamieszkało w służbowym domu, willa i jej otoczenie zaczęły „wieść podwójne życie”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ogród szybko stał się ulubionym miejscem niemieckich spacerowiczów. W 1940 r. zaczęto też hodować dla nich świnie, a dla pracowników ogrodu powstały warzywniaki. To było jawne. Niejawnie zaś w willi Antoniny i Jana Żabińskich zaczęli ukrywać się Żydzi. To głównie dla nich sadzono warzywa, i to ich miał osłaniać bezustanny ruch wokół willi. U państwa Żabińskich „przechowywali się” zresztą nie tylko Żydzi, ale również poszukiwani przez gestapo żołnierze AK. Jak niegdyś powiedziała jedna z ukrywających się tam osób – willa stała się arką Noego dla blisko 300 ludzi. Dla jednych był to etap w dalszej wędrówce, dla innych – kilkuletni czas zamieszkania. Ukrywający się przebywali niemal wszędzie – nie tylko w podziemiach willi, lecz również w pokojach na piętrze i parterze, skąd w razie zagrożenia łatwo dawało się „zniknąć”. Podziemnym tunelem można było przedostać się do opustoszałych zwierzęcych klatek lub grot. Dzięki współpracy dyrektora Żabińskiego (porucznika AK i oficera Kedywu) z „Żegotą” i załatwieniu mu posady konserwatora zieleni w getcie miał on znakomitą możliwość kontaktu z Żydami. Pod pozorem zaopatrywania tuczarni świń w odpadki mógł też bez wzbudzania podejrzeń załatwiać jedzenie dla ukrywających się, jednorazowo – kilkudziesięciu, Żydów. W taką czy inną pomoc zaangażowanych było tysiące osób. Główny jednak ciężar obowiązków związanych z codziennym funkcjonowaniem ukrywanych – gotowanie dla nich, pranie, czasem też zaopatrywanie ich – spadał na żonę dyrektora Antoninę, a niekiedy również na jego siostrę Hannę Petrynowską, która była lekarzem „przychodni i szpitala” dla azylantów. O wydarzeniach w willi „Pod Zwariowaną Gwiazdą”, jak ją wówczas nazywano, pisała w swoich wspomnieniach ukrywająca się tam z mężem i dzieckiem Regina Kenigswein, jak również Diane Ackerman w książce „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywających się w warszawskim zoo”.

Reklama

Ostrzegawcza aria

W willi ukrywało się wiele osób znanych Żabińskim sprzed wojny, jak również protegowani przez „Żegotę”. Wśród nich adwokaci, sportowcy i wybitna rzeźbiarka Magdalena Gross-Zielińska, która w piwnicy budynku miała przez kilka miesięcy nawet niewielką pracownię.

Ukrywającym się, dzięki pomocy księży, wyrabiano fałszywe metryki. Również komórki AK zaopatrywały azylantów w fałszywe dokumenty. Często trafiali z nimi na wieś bądź do innych miast ówczesnej, okupowanej Polski. Każdego dnia państwo Żabińscy i ich goście narażeni byli jednak na niebezpieczeństwo dekonspiracji, zwłaszcza że w piwnicach mieszkały z rodzicami niemowlęta i łatwo było usłyszeć ich płacz. A niemieccy wielbiciele zoo lubili, często bez zapowiedzi, zachodzić do Żabińskich, by porozmawiać o zwierzętach czy – przy kominku, w poszukiwaniu rodzinnej atmosfery – czasem posłuchać koncertu pani Antoniny. Chętnie też spacerowali wokół willi. W takich sytuacjach sygnalizacyjną funkcję pełnił fragment arii z „Pięknej Heleny” wybitnego żydowskiego kompozytora Jakuba Offenbacha. Dla ukrywających się w pokojach willi oznaczało to konieczność zejścia do piwnicy. Fragment arii „Jedź na Kretę” alarmował o najwyższym stopniu zagrożenia. Innym sygnałem był jeden z utworów Chopina, oznaczający, że zagrożenie minęło.

Pamięć o miejscu i ludziach

Po wojnie, mimo jego zasług dla ukrywających się Żydów, komuniści zwolnili Jana Żabińskiego z posady dyrektora w 1951 r. Ale o bohaterstwie Antoniny i Jana Żabińskich nie zapomnieli ukrywający się tam w czasie wojny. W 1965 r. małżeństwo otrzymało od państwa żydowskiego medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Prezydent Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył ich Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Przed kilku laty zaś, z inicjatywy dyrekcji warszawskiego ogrodu zoologicznego, fundacji Panda oraz Stowarzyszenia Monopol Warszawski, a także fundacji „From The Depths” postanowiono przywrócić willi państwa Żabińskich jej historyczny charakter i udostępnić ją zwiedzającym. Odtworzono więc wnętrza piwnic z czasu wojny, a także pokoi na parterze, gdzie mieszkali zarówno gospodarze, jak i osoby ukrywające się. W rekonstrukcji pomagały dzieci państwa Żabińskich. Dziś, choć w willi pozostało niewiele oryginalnych sprzętów z czasu wojny, postarano się o odtworzenie atmosfery minionej epoki. Zadbała o to scenografka Izabela Chełkowska. – Zachowały się książki z biblioteki dyrektora, który biegle władał kilkoma językami – opowiada Olga Zbonikowska z fundacji Panda. – Stojące w pierwszym pokoju biurko przy oknie było tym, przy którym zazwyczaj pracował Jan Żabiński. Z dużą wiarygodnością udało nam się też odtworzyć jego ulubiony gabinet. Zachowała się także kolekcja owadów przyjaciela pana Żabińskiego, Szymona Tenenbauma, wybitnego polskiego entomologa narodowości żydowskiej, który zmarł w getcie warszawskim. Jego żona i córka przeżyły, ukrywając się w willi. Zanim został zamknięty w getcie, Tenenbaum przywiózł do willi na przechowanie 800 gablot – bezcenną kolekcję zawierającą pół miliona okazów bezkręgowców. Zbiory te po wojnie, zgodnie z życzeniem męża, Eleonora Tenenbaum-Krajewska przekazała na własność Muzeum Zoologii PAN w Warszawie. Udało nam się również zgromadzić autoportrety dyrektora Żabińskiego. Był on bowiem utalentowanym rysownikiem. Są nawet autoportrety wykonane w oflagu, w którym znalazł się po Powstaniu Warszawskim. Wśród różnych pamiątek mamy też trochę oryginalnych dokumentów, wizytówkę dyrektora, karty pocztowe, listy z Niemiec do rodziny... Przede wszystkim jednak, odtwarzając willę „Pod Zwariowaną Gwiazdą”, chcieliśmy uświadomić ludziom ogrom dzieła miłosierdzia, którego dokonali Antonina i Jan Żabińscy w obliczu niemieckich zbrodni.

2015-05-05 14:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kryzys permanentny

Każdy Izraelczyk powinien mieć prawo do poznania historii II wojny światowej w swoich podręcznikach do historii, opowiedzianej przez historyków reprezentujących polski IPN

Gdy felieton ten trafi do czytelników, opadną już emocje wywołane wypowiedziami izraelskich polityków na temat rzekomej współodpowiedzialności Polaków za Holokaust. Warto zatem, już bez emocji, zastanowić się nad rzeczywistymi relacjami między narodami żydowskim i polskim – dziś i teraz. Żyjemy jakby w świecie dwóch prędkości: z jednej strony relacje te nigdy nie były tak dobre, z drugiej zaś strony z równą częstotliwością otrzymujemy sygnały ze strony Izraela lub wpływowych osób reprezentujących ten naród, które świadczą o celowym wypuszczaniu do mediów zdań nas obrażających, mających de facto wywołać zamrożenie relacji lub wręcz sprowokować, by Polacy podjęli rzekome zobowiązanie swych przodków i dalej „antysemityzm wyssany z mlekiem matki” przenosili na pokolenia. Haniebne wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Izraela są natychmiast kontrowane przez innych, np. przez Jonny’ego Danielsa, dbającego o rzeczowy kontakt z przedstawicielami obecnie rządzącej ekipy. Ta schizofrenia przekazu płynącego z ust prominentnych Żydów nie jest przypadkowa. Widzimy dzięki temu całe spektrum dziedzictwa Żydów, które jest wewnętrznie zróżnicowane. Sądząc po ostatnich antypolskich wypowiedziach, w Izraelu żyje znacząca grupa Żydów, która nienawidzi Polaków i utrzymuje się w tym stanie, przekazując sobie z pokolenia na pokolenie obraz Polaka szmalcownika. Do tej rzeszy Żydów zaliczyłbym szczególnie tych, którzy pochodzą ze Związku Sowieckiego i rodzin komunistycznych jednocześnie, i nadal żyją w oparach sowieckiej propagandy z lat stalinowskich. Tamtejsza społeczność wykreowała obraz Polaka antysemity – mówiąc skrótowo – który po Zagładzie kontynuował w Kielcach w lipcu 1946 r. dzieło nazistów, tęskniąc za czasami okupacji, podczas której można było bezkarnie grabić cudzą własność. Dopiero komuniści po wojnie podjęli walkę z „klerem i andersowcami”, odpowiedzialnymi za tysiąc lat hańby chrześcijańskiej Polski. Ta opowieść, dla nas nie tylko żenująca, obelżywa, ale i na szczęście odległa, nadal jest – jak się okazuje – aktualna w Izraelu. Co gorsza, w tym kraju są politycy gotowi podtrzymywać stalinowską narrację, a nie podejmować z nią radykalną walkę. Czas wyborów w Izraelu będzie się powtarzał, a zatem trzeba przerwać ten potok kłamstw.

CZYTAJ DALEJ

Litania nie tylko na maj

Niedziela Ogólnopolska 19/2021, str. 14-15

[ TEMATY ]

litania

Karol Porwich/Niedziela

Jak powstały i skąd pochodzą wezwania Litanii Loretańskiej? Niektóre z nich wydają się bardzo tajemnicze: „Wieżo z kości słoniowej”, „Arko przymierza”, „Gwiazdo zaranna”…

Za nami już pierwsze dni maja – miesiąca poświęconego w szczególny sposób Dziewicy Maryi. To czas maryjnych nabożeństw, podczas których nie tylko w świątyniach, ale i przy kapliczkach lub przydrożnych figurach rozbrzmiewa Litania do Najświętszej Maryi Panny, popularnie nazywana Litanią Loretańską. Wielu z nas, także czytelników Niedzieli, pyta: jak powstały wezwania tej litanii? Jaka jest jej historia i co kryje się w niekiedy tajemniczo brzmiących określeniach, takich jak: „Domie złoty” czy „Wieżo z kości słoniowej”?

CZYTAJ DALEJ

Polsko-ukraińskie mosty

2024-05-13 05:46

Ira Petrovska

Iliana Minich widzi swoją przyszłość w Polsce

Iliana Minich widzi swoją przyszłość w Polsce

Żyję tu bezpiecznie z rodziną; wiem, że w Lublinie jestem mile widziana - mówi Iliana Minich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję