Reklama

Niedziela Małopolska

Nie ma to jak w… Chacie

„Wiem, ile mówią mi blizny na ręce i życie kopie zbyt często za mocno, ja nie czuję żalu, idę dalej naprzód, bo wolę iść i upadać, niż żyć na kolanach pełen złości. Są takie rzeczy, których chciałbym nie wiedzieć i proszę Boga, by następny dzień mógł ulgę przynieść…” - to fragment tekstu „Jestem tym, kim jestem”, jaki w gazetce „Między Słowami” zamieścił Stef, podopieczny Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego im. ks. Karola Wojtyły w Mszanie Dolnej. Jego modlitwa może właśnie się spełnia

Niedziela małopolska 28/2013, str. 6-7

[ TEMATY ]

wakacje

Małgorzata Cichoń

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mszana Dolna, dworzec. Ostatni dzień roku szkolnego 2012/2013. W mieście korki, czekam więc chwilę na dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego im. ks. Karola Wojtyły (MOW). Gdy wsiadam do samochodu, zanim zdążymy się porządnie przywitać, Małgorzata Wróbel zauważa na dworcu podopiecznego: - Bartek, co się stało? - Uciekł mi autobus, chyba spóźnię się na pociąg w Krakowie. - Wsiadaj, podwieziemy cię do Lubnia, może tam będą jakieś busy.

Wzbudzający sympatię brunet, z bystrym, ciemnookim spojrzeniem. - Jest jednym z naszych najlepszych uczniów - wyjaśnia pani dyrektor. Podobnie jak większość chłopców z ośrodka, Bartek jedzie dziś na wakacje do domu. Pochodzi spod Częstochowy. Właśnie skończył działające przy MOW-ie gimnazjum. W przyszłości chciałby uczyć się w szkole gastronomicznej. Docieramy na przystanek, chłopak sprawdza rozkład jazdy; za parę minut ma transport. - Tylko zadzwoń, jak dojedziesz do Krakowa. Trzymaj się ludzi… - uczula pani dyrektor, ściskając Bartka na pożegnanie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Skrzydlna, która uskrzydla

Gdy dojeżdżamy do centrum Mszany Dolnej, pani dyrektor dostaje telefon, by podjechać na posterunek policji. - To potrwa minutę - mówi przepraszająco. - Mieliśmy bójkę w ośrodku, a każde takie zajście mamy obowiązek zgłosić na policję. Dostarczyliśmy nagranie z monitoringu, trzeba podpisać protokół.

Reklama

W międzyczasie czytam materiały dotyczące inicjatywy, której efekty za chwilę mam obejrzeć. Bo Małgorzata Wróbel to nie tylko dyrektor państwowej placówki - MOW-u, ale także prezes Fundacji „Przymierze Serc”, której głównym celem jest realizacja projektu „Chata”. Ma to być dom, gdzie mogliby zamieszkać chłopcy, którzy „po opuszczeniu ośrodka nie mają się gdzie podziać, a chcieliby żyć inaczej, lepiej” - czytam w ulotce. Fundacja zarządza 7-hektarową nieruchomością, która stanowi bazę dla realizacji tego projektu.

Jedziemy do Skrzydlnej (w gminie Dobra), by obejrzeć teren. Moja przewodniczka już z oddali pokazuje mi wzgórze z kawałkiem lasu Mrozowskiego. Jakiś czas później zauważam kapliczkę z Matką Bożą Fatimską. - To pierwsza rzecz, jaką tu, z pomocą sąsiadów postawiliśmy - słyszę. Wchodzę do oddalonego o kilkanaście metrów domu, który zakupiono wraz z terenem. Z zewnątrz nic specjalnego, ale wnętrze przytulne, jeszcze pachnie farbą, bo prace adaptacyjne, choć zaawansowane, wciąż trwają. Pani dyrektor tłumaczy, że pomagają w tym m.in. Piotrek i Marcin, którzy będą wśród pierwszych mieszkańców „Chaty”. Co ważne, ma to być miejsce, gdzie podejmą wysiłek, trud pracy nad sobą: - U podstaw tego, co tu chcemy tworzyć, jest filozofia i postawa życia bł. Jana Pawła II oraz dr Wandy Półtawskiej, która objęła tę inwestycję swoim patronatem - zaznacza moja rozmówczyni.

Wracając ze Skrzydlnej, pani dyrektor odbiera telefon. Bartek melduje, że dotarł do Krakowa i ma już bilet na pociąg do Częstochowy: - Świetnie, zadzwoń, jak dojedziesz do domu.

Spółdzielnia Socjalna „Magis”

Reklama

My natomiast udajemy się do leżącej nieopodal Porąbki, gdzie mieści się Spółdzielnia Socjalna „Magis”. Założyły ją Fundacja „Przymierze Serc” oraz Stowarzyszenie „Sursum Corda”. - Spółdzielnia ma być szkołą pracy - mówi Marcin Kogut czuwający nad projektem, którego uczestnikami mają być podopieczni „Chaty”, jak również inni mieszkańcy gminy.

Pomieszczenia dawnej szkoły dziś są remontowane i przystosowywane do działalności gastronomicznej, ale nie tylko. - Obecnie oferujemy także usługi porządkowe. Zatrudniamy 5 pracowników na jedną czwartą etatu. Chcemy utworzyć więcej etatów, które będą objęte systemem wsparcia, dostosowywanym do danej osoby, co pozwoli jej osiągnąć większe kompetencje i przygotuje do pracy na wolnym rynku - wyjaśnia Marcin Kogut.

Mój rozmówca przyznaje, że choć pierwsze zlecenia już są, jednak nie jest ich aż tyle, by funkcjonować samodzielnie. Środki, które pozyskano, szybko się wyczerpują. Twórcy Spółdzielni mają jednak wiele pomysłów na jej rozwój. - Nawiązujemy współpracę z gminą Dobra, by wzbudzić aktywność u lokalnych producentów i współdziałać z nimi w ramach dystrybucji produktu lokalnego - zaznacza opiekun projektu.

Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy

Reklama

Ostatnim celem naszej drogi jest mieszczący się w XIX-wiecznym dworku Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy im. ks. Karola Wojtyły w Mszanie Dolnej. - Trafiają tu chłopcy zgodnie z postanowieniem sądu rodzinnego, często na skutek kontaktów ze środowiskiem zdemoralizowanym, wagarowania (nawet przez wiele lat), używania substancji chemicznych, kradzieży, rozbojów. Na ogół pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych, niezdolnych wychowawczo, choć to nie reguła. Wielu z nich doświadczało w życiu poczucia odrzucenia, problemów domowych, braku bliskości, bezpieczeństwa, miłości. Stąd nieraz szukali oparcia w grupie rówieśniczej, często były to grupy przestępcze. Nie są nauczeni rytmu dnia, nocy, pracy, brania odpowiedzialności za siebie. Niektórzy byli w domu dziecka czy w rodzinach zastępczych. Tu chcemy nauczyć ich, by zawalczyli o siebie, stawiali sobie wymagania, zdobywali umiejętności - mówi Małgorzata Wróbel.

W zakończonym właśnie roku szkolnym w ośrodku, w którym mieści się internat, szkoła i warsztaty zawodowe, mieszkało 44 chłopców, podzielonych na 4 grupy wychowawcze. Działały 3 klasy gimnazjum z przysposobieniem do pracy oraz zasadnicza szkoła zawodowa. W ofercie MOW-u jest również wolontariat oraz różne kursy, np. służące poprawie komunikacji. Podopieczni mogą także poznawać różne formy spędzania wolnego czasu - prowadzone są zajęcia sportowe (kajaki, rowery, narty, snowboardy), turystyczne, teatralne, muzyczne.

Co dalej?

A co się dzieje z chłopcami, gdy osiągają pełnoletniość? - Jest pewna luka w systemie - zauważa Małgorzata Wróbel. - W świetle prawa wygląda to bardzo ładnie: młody człowiek wychodzi z ośrodka, dostaje pomoc na usamodzielnienie, którą oferują MOPS-y. W praktyce mamy natomiast 18-latka, który ma dość instytucji (bywa, że przeszedł nawet przez 20 ośrodków), a ma iść do kolejnej. Dla mnie takim dodatkowym motywem, że coś trzeba w tym systemie zmienić, była historia przyjaciela mojego wychowanka. Allan po pobycie w placówce dostał wyprawkę, jaką przewidują przepisy, a także - jako nieliczny - otrzymał mieszkanie. Rok później… popełnił samobójstwo.

Reklama

Dlatego twórcy „Chaty” i Spółdzielni Socjalnej „Magis” chcą iść w kierunku budowania relacji. - Najpierw domem ma być moje serce. Gdy się dzieje coś ważnego, chłopcy mają do kogo zadzwonić, z kim pogadać. Jednak mimo, że właśnie tak starałam się żyć, jest to niewystarczające: wychowanków przybywa, zakładają swoje rodziny. Dlatego pojawiła się myśl o tworzeniu wspólnoty, która byłaby miejscem wsparcia. Od czasu, kiedy zaczęłam tutaj pracować, staram się otworzyć ośrodek na ludzi z zewnątrz, zaprosiłam do współpracy moich znajomych z lat oazowych z Nowego Sącza. Ta grupa razem z o. Stanisławem Majchrem SJ organizowała dwa razy w roku rekolekcje, tworzyły się nowe relacje, chłopcy zaczynali inaczej myśleć, pragnąć czegoś więcej. Obecnie przyjeżdżają do nas wolontariusze w ramach stowarzyszenia „Sursum Corda”, które założyliśmy z tą pierwszą grupą. Rodzi się perspektywa zagospodarowania terenu w Skrzydlnej...

Ale czy możliwe jest zastąpienie rodziny osobom, które życia rodzinnego nigdy nie zaznały? - pytam panią dyrektor. W odpowiedzi słyszę: - Jeśli tego nie zaznały, to jeszcze nie najgorsza sytuacja. U nas są osoby po wielu traumatycznych przeżyciach. Jeśli ktoś ma doświadczenie (a nie jest to przypadek odosobniony), że ojciec odsiaduje wyrok za morderstwo matki, to nie tylko brak wzorca, ale wzorce są mocno negatywne… Dlatego w resocjalizacji potrzebne jest głębokie spojrzenie - zarówno od strony ludzkiej, pedagogicznej, psychologicznej (praca, wysiłek, terapia), jak i otwarcie na duchowość, która jest drogą przemiany. Mamy przykłady osób nawróconych, które diametralnie zmieniają swoje życie. Jesteśmy otwarci na obie te drogi, byle nasi wychowankowie wychodzili na prostą.

* * *

Wracamy do Krakowa, mijamy Łagiewniki. Telefon. To Bartek. - Pani dyrektor, szczęśliwie dotarłem do domu…

* * *

Dla zainteresowanych współpracą i wsparciem w tworzeniu „Chaty” i Spółdzielni Socjalnej „Magis”:
Fundacja Przymierze Serc
ul. Jana Pawła II 18, 34-730 Mszana Dolna
tel. 606-982-001
prezes@przymierzeserc.org.pl

* * *

Przyszłość..

Reklama

Moje dorosłe życie chciałbym, żeby wyglądało tak: chcę skończyć szkołę gimnazjum, później iść do szkoły zawodowej, a po szkole zawodowej mam plany pracować na budowie jak najdłużej. Później chciałbym znaleźć wymarzoną dziewczynę, miło spędzać z nią czas, nie kłócąc się z nią, po prostu żyć szczęśliwie, założyć rodzinę, mieć kochające dziecko, które będzie mogło na mnie liczyć, a ja postaram się go nie zawodzić. Marzę, by dobrze się uczyło i żeby nie popełniło tych samych błędów co ja, żeby słuchało rodziców, nie piło, paliło, ćpało... Tak bym chciał spędzić szczęśliwe życie z kochającą rodziną…
Koniu

Czym jest praca w życiu człowieka

Dla mnie praca jest ważna, ponieważ dorosły człowiek musi utrzymać dom, rodzinę, auto, trzeba za prąd płacić czy naprawić cieknący kran (...). Żeby mieć auto trzeba na nie sobie zapracować, a nie iść na łatwiznę i ukraść z parkingu. Najlepsza praca jest uczciwą pracą, bo daje satysfakcję, pozwala być niezależnym i szanowanym człowiekiem.
Sebastian S.

Dlaczego warto żyć

Według mnie każde życie jest bardzo wartościowe i nie warto się poddawać. Ja w życiu może nie miałem łatwo, ale nie poddawałem się mimo to, że żyłem w patologicznej rodzinie, chociaż inni mieli lepiej i zazdrościłem im wielu rzeczy i spokoju w domu.
Valdi

Wypowiedzi podopiecznych MOW im. ks. Karola Wojtyły w Mszanie Dolnej pochodzą z redagowanej przez nich gazetki „Między słowami” (numer z czerwca 2013 r.)

2013-07-10 11:55

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Archidiecezja na wakacjach

Niedziela wrocławska 33/2013, str. 1

[ TEMATY ]

dzieci

wakacje

Archiwum Caritas Diecezji Wrocławskiej

Wakacje z Bogiem - to wielokrotnie powtarzane hasło w archidiecezji wrocławskiej zdecydowanie przekute zostało w czyn. Dzieci i młodzież z parafii, wspólnot, duszpasterstw ponownie wyjechała w różne miejsca kraju, by spędzić czas nie tylko na dobrej zabawie i wypoczynku, ale i na modlitwie. Właśnie trwają ostatnie w tym roku wakacyjne turnusy.
CZYTAJ DALEJ

Zasłonięty krzyż - symbol żalu i pokuty grzesznika

Niedziela łowicka 11/2005

[ TEMATY ]

Niedziela

krzyż

Wielki Post

Karol Porwich/Niedziela

Wielki Post to czas, w którym Kościół szczególną uwagę zwraca na krzyż i dzieło zbawienia, jakiego na nim dokonał Jezus Chrystus. Krzyże z postacią Chrystusa znane są od średniowiecza (wcześniej były wysadzane drogimi kamieniami lub bez żadnych ozdób). Ukrzyżowanego pokazywano jednak inaczej niż obecnie. Jezus odziany był w szaty królewskie lub kapłańskie, posiadał koronę nie cierniową, ale królewską, i nie miał znamion śmierci i cierpień fizycznych (ta maniera zachowała się w tradycji Kościołów Wschodnich). W Wielkim Poście konieczne było zasłanianie takiego wizerunku (Chrystusa triumfującego), aby ułatwić wiernym skupienie na męce Zbawiciela. Do dzisiaj, mimo, iż Kościół zna figurę Chrystusa umęczonego, zachował się zwyczaj zasłaniania krzyży i obrazów. Współczesne przepisy kościelne z jednej strony postanawiają, aby na przyszłość nie stosować zasłaniania, z drugiej strony decyzję pozostawiają poszczególnym Konferencjom Episkopatu. Konferencja Episkopatu Polski postanowiła zachować ten zwyczaj od 5 Niedzieli Wielkiego Postu do uczczenia Krzyża w Wielki Piątek. Zwyczaj zasłaniania krzyża w Kościele w Wielkim Poście jest ściśle związany ze średniowiecznym zwyczajem zasłaniania ołtarza. Począwszy od XI wieku, wraz z rozpoczęciem okresu Wielkiego Postu, w kościołach zasłaniano ołtarze tzw. suknem postnym. Było to nawiązanie do wieków wcześniejszych, kiedy to nie pozwalano patrzeć na ołtarz i być blisko niego publicznym grzesznikom. Na początku Wielkiego Postu wszyscy uznawali prawdę o swojej grzeszności i podejmowali wysiłki pokutne, prowadzące do nawrócenia. Zasłonięte ołtarze, symbolizujące Chrystusa miały o tym ciągle przypominać i jednocześnie stanowiły post dla oczu. Można tu dopatrywać się pewnego rodzaju wykluczenia wiernych z wizualnego uczestnictwa we Mszy św. Zasłona zmuszała wiernych do przeżywania Mszy św. w atmosferze tajemniczości i ukrycia.
CZYTAJ DALEJ

Franciszek i s. Francesca - nieoczekiwane spotkanie papieża z 94-letnią zakonnicą

2025-04-06 17:32

[ TEMATY ]

spotkanie

Watykan

papież Franciszek

Bazylika św. Piotra

s. Francesca

Włodzimierz Rędzioch

Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Siostra Francesca Battiloro przeżyła największą niespodziankę swojego życia w wieku 94 lat, z których 75 lat spędziła jako wizytka za klauzurą. „Poprosiłam Boga: 'Chcę spotkać się z papieżem'. I tylko z Nim! Nikt inny... Myślałam, że to niemożliwe, ale to Papież przyszedł się ze mną spotkać. Wygląda na to, że kiedy Go o coś proszę, Pan zawsze mi to daje...”. Podczas pielgrzymki z grupą z Neapolu, s. Francesca Battiloro, siostra klauzurowa modliła się dzisiaj w Bazylice św. Piotra, gdy nagle spotkała papieża.

Zakonnica, która wstąpiła do klasztoru w wieku 8 lat, złożyła śluby w wieku 17 lat, w czasie, gdy jej życie było zagrożone z powodu niedrożności jelit. Dziś opuściła Neapol wczesnym rankiem z jednym pragnieniem: przeżyć Jubileusz Osób Chorych i Pracowników Służby Zdrowia w Watykanie. Wraz z nią przyjechała grupa przyjaciół i krewnych. Poruszająca się na wózku inwalidzkim i niedowidząca siostra Francesca - urodzona jako Rosaria, ale nosząca imię założyciela Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny św. Franciszka Salezego, który, jak mówi, uzdrowił ją we śnie - chciała przejść przez Drzwi Święte Bazyliki św. Piotra. Biorąc pod uwagę jej słabą kondycję, pozwolono jej przeżyć ten moment całkowicie prywatnie, podczas gdy na Placu św. Piotra odprawiano Mszę św. z udziałem 20 000 wiernych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję