Cykl przemyskich obchodów, trwający od 10 do 12 lipca, rozpoczął się przy Rondzie Ofiar Wołynia. Po modlitwie prowadzonej przez kapelanów środowisk kresowych mieszkańcy zapalili znicze pamięci. Stąd wyruszył również Rowerowy Rajd Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu, zorganizowany przez Stowarzyszenie Pamięci Polskich Termopil i Kresów w Przemyślu.
W bezimiennych mogiłach
Główne uroczystości odbyły się w sobotę 11 lipca. Rozpoczęła je Msza św. w Kościele Ojców Karmelitów Bosych, sprawowana w intencji ofiar zbrodni wołyńskiej. Następnie uczestnicy zgromadzili się przy Grobie Wołyńskim na Cmentarzu Wojskowym – miejscu symbolicznie upamiętniającym cierpienie i męczeńską śmierć Polaków z Kresów. W uroczystości wzięła udział Kompania Honorowa Wojska Polskiego.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Prezydent Przemyśla Wojciech Bakun podkreślił, że pamięć musi być budowana na prawdzie, a tragiczna historia powinna stanowić przestrogę dla kolejnych pokoleń. Zaznaczył również, że prawda o ludobójstwie wołyńskim nie zawsze była wypowiadana tak otwarcie jak dziś. Przez wiele lat duża część polityków unikała tego tematu lub świadomie go przemilczała, uznając, że mówienie o zbrodniach OUN i UPA może zaszkodzić dobrym relacjom z Ukrainą. W południe przy Rondzie Ofiar Wołynia ponownie zgromadzono się, by przy wspólnej modlitwie zapalić znicze ku czci pomordowanych.
Reklama
W niedzielę 12 lipca ulicami miasta przeszedł Marsz Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Rozpoczęła go Msza św. w Kościele Ojców Franciszkanów. Następnie uczestnicy przeszli z Pl. Niepodległości na Cmentarz Wojskowy. W marszu wzięli udział mieszkańcy Przemyśla, przedstawiciele środowisk patriotycznych oraz wszyscy, którym bliska jest pamięć o naszych rodakach zamordowanych na Kresach.
Nie ma pokoju bez prawdy
Pamięć o ludobójstwie wołyńsko-galicyjskim jest szczególnie żywa na ziemi przemyskiej. Także tutaj, zwłaszcza w latach 1944-45, ludność cywilna padała ofiarą terroru i mordów dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich.
W imieniu Ruchu Społecznego „Katolicy Głosują” oddaliśmy hołd Polakom zamordowanym w Wiązownicy oraz na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Szczególnie mocno wybrzmiały słowa prof. Przemysława Czarnka: „Nie ma pokoju bez prawdy i nie będzie pokoju bez prawdy”. Przypomniał on również, że walka o niepodległość nie może usprawiedliwiać zbrodni, ponieważ cel nigdy nie może uświęcać środków. – Dzisiejsze tłumaczenie władz Ukrainy oraz obrońców pamięci ludobójców, że oni przecież walczyli z sowietami, że walczyli o wolność Ukrainy, to nie jest tłumaczenie bestialstwa – podkreślił.
Odwrócony Dekalog
Reklama
Ta zbrodnia nie zrodziła się znikąd. Poprzedziły ją lata indoktrynacji, propagandy oraz świadomego zasiewania nienawiści do Polaków. Dmytro Doncow był głównym ideologiem ukraińskiego nacjonalizmu integralnego, opartego na kulcie siły, fanatycznej bezwzględności i podporządkowaniu jednostki interesowi narodu. Jego idee wywarły silny wpływ na środowisko Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Kto się mógł wówczas spodziewać, że zrodzą takie nieludzkie okrucieństwo, no może z wyjątkiem grekokatolickiego biskupa stanisławowskiego – bł. Grzegorza Chomyszyna, który dostrzegł niebezpieczeństwo tej nieludzkiej ideologii. Był on odważnym orędownikiem pokojowego ułożenia relacji polsko-ukraińskich. Nacjonalizm ukraiński nazywał „obłędnym” i „pogańskim”, ostrzegając, że wprowadza on „etykę” nienawiści i odbiera człowiekowi zdolność okazania bliźniemu miłosierdzia.
Trzeba też wspomnieć o innym z czołowych działaczy i ideologów OUN – Stepanie Łenkawskim, autorze opracowanego w 1929 r. „Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty”. To w nim znalazło się, jak się później okazało, krwawe „przykazanie”: „Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy”. Dokument podporządkowywał moralność celowi politycznemu i wzywał do bezwzględnej walki o państwo ukraińskie.
Stepan Bandera osobiście uczestniczył w przygotowywaniu zamachów i nie dowodził bezpośrednio mordami, jednak współtworzona i kierowana przez niego frakcja OUN-B odpowiadała za ludobójczą akcję antypolską.
Ocalała, by dać świadectwo
Ta historia ma dla mnie wymiar osobisty. Pamiętam starszą, samotną sąsiadkę, która przychodziła do naszego domu na święta. Ocalała z tamtych straszliwych mordów i była ich świadkiem. Kiedy zaczynała opowiadać, nagle kierowała wzrok gdzieś daleko, a jej twarz wypełniały smutek i ból. Powtarzała: „Ja tego nigdy nie zapomnę. Nie umiem...”.
Prawda powraca w świadectwach ocalałych, pamięci rodzin, dokumentach i sumieniach kolejnych pokoleń. Pamięć o ofiarach nie oznacza odpowiedzialności zbiorowej. Nie wszyscy Ukraińcy ulegli zbrodniczej ideologii. Byli tacy, którzy ostrzegali polskich sąsiadów, ukrywali ich i ratowali, nierzadko płacąc za to własnym życiem. Pomocy Polakom udzieliło ponad 1300 udokumentowanych Ukraińców, a kilkuset z nich poniosło śmierć. To oni są prawdziwymi bohaterami Ukrainy. To ich nazwiska powinny nosić ukraińskie ulice, szkoły i place, ponieważ w czasach pogardy pozostali wierni sumieniu, człowieczeństwu i Bożym przykazaniom.
Wołamy o prawdę
Nie wołamy o zemstę. Wołamy o prawdę, pamięć, sprawiedliwość i godny pochówek leżących w dołach śmierci. O pojednanie, które nie będzie politycznym przedstawieniem ani pustym gestem, lecz autentycznym spotkaniem dwóch narodów w prawdzie. Historia Polski została naznaczona cierpieniem zadanym przez niemiecki nazizm, sowiecki komunizm i ukraiński nacjonalizm. W latach 1943-45 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zamordowano od 80 do 120 tys., szacuje się, że mogło to być nawet 200 tys. Polaków. Każda z tych liczb oznacza konkretnego człowieka, rodzinę, przerwane życie i grób, którego często do dziś nie ma. Dlatego prawda o Wołyniu musi poruszyć sumienia w Polsce, na Ukrainie, w Europie i na całym świecie, aby zbrodnia nigdy więcej nie została powtórzona.
