Reklama

Orędzie na XXVII Światowy Dzień Chorego

2019-01-14 11:34

Papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Drodzy Bracia i Siostry,

„Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8). Są to słowa wypowiedziane przez Jezusa, gdy wysłał apostołów do szerzenia Ewangelii, aby Jego Królestwo było propagowane przez gesty bezinteresownej miłości.

Z okazji XXVII Światowego Dnia Chorego, który w sposób uroczysty będzie obchodzony w Kalkucie w Indiach dnia 11 lutego 2019 roku, Kościół – Matka wszystkich swoich dzieci, zwłaszcza słabych – pamięta, że gesty wielkodusznego daru, jak te Miłosiernego Samarytanina, są najbardziej wiarygodną drogą ewangelizacji. Opieka nad chorymi wymaga profesjonalizmu i czułości, bezinteresownych gestów, niezwłocznych i prostych, jak zwyczajny dotyk, poprzez które daje się odczuć drugiemu, że jest „ważny”.

Reklama

Życie jest darem od Boga, jak napomina święty Paweł: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4,7). Egzystencja, właśnie dlatego, że jest darem, nie może być uważana za zwykłe posiadanie czy prywatną własność, zwłaszcza w obliczu zdobyczy medycyny i biotechnologii, które mogłyby doprowadzić człowieka do ulegnięcia pokusie manipulowania „drzewem życia” (por. Rdz 3,24).

W obliczu kultury odrzucenia i obojętności chciałbym stwierdzić, że dar powinien być uznany za paradygmat zdolny do przeciwstawienia się indywidualizmowi i współczesnemu rozdrobnieniu społecznemu, do poruszenia nowych więzi i różnych form współpracy ludzkiej między narodami i kulturami. Dialog, będący warunkiem daru, otwiera relacyjne przestrzenie ludzkiego wzrostu i rozwoju, zdolne przełamać skonsolidowane schematy sprawowania władzy w społeczeństwie. Darowanie nie utożsamia się z czynnością dawania, ponieważ może być ono tak nazwane tylko, jeśli daje się siebie samego. Nie może to być zredukowane do zwyczajnego przekazania jakiejś własności lub przedmiotu. Różni się ono od dawania właśnie dlatego, że zawiera dar z siebie i zakłada pragnienie utworzenia więzi. Dar jest więc wzajemnym uznaniem, które jest konieczną cechą więzi społecznej. W darze kryje się odbicie miłości Bożej, która osiąga punkt kulminacyjny we wcieleniu Jezusa i w wylaniu Ducha Świętego.

Każdy człowiek jest biedny, potrzebujący i ubogi. Kiedy rodzimy się, aby żyć, potrzebujemy opieki naszych rodziców. Stąd w żadnej fazie i na żadnym etapie życia nikt z nas nie jest w stanie całkowicie uwolnić się od potrzeby i pomocy innych, nie jest też nigdy w stanie przezwyciężyć granicy bezsilności przed kimś lub przed czymś. To jest ten stan, który charakteryzuje nasze bycie „stworzeniami”. Uczciwe uznanie tej prawdy zachęca nas do pozostawania pokornymi i do praktykowania z odwagą solidarności jako cnoty nieodzownej dla istnienia.

Ta świadomość przynagla nas do działania odpowiedzialnego i przemyślanego, mając na uwadze dobro, które jest jednocześnie osobiste i wspólne. Tylko kiedy człowiek pojmuje siebie nie jako zamknięty świat, ale jako kogoś ze swej natury związanego ze wszystkimi innymi – jako „bracia” – możliwa jest praktyka solidarności społecznej, oparta na dobru wspólnym. Nie wolno nam się bać uznać siebie za potrzebujących i niezdolnych zapewnić sobie wszystkiego, czego potrzebujemy, gdyż sami o własnych siłach nie jesteśmy w stanie pokonać wszystkich ograniczeń. Nie obawiajmy się tej prawdy, ponieważ sam Bóg w Jezusie pochylił się (por. Flp 2,8) i pochyla nad nami i naszym ubóstwem, aby nam pomóc i dać te dobra, których sami sobie nie jesteśmy w stanie zapewnić.

Na okoliczność uroczystej celebracji w Indiach chciałbym z radością i podziwem przypomnieć postać Świętej Matki Teresy z Kalkuty, wzorca miłości, która uwidoczniła miłość Boga wobec ubogich i chorych. Jak stwierdziłem w czasie jej kanonizacji, „Matka Teresa przez całe swoje życie była hojną szafarką Bożego miłosierdzia, gotową do służenia wszystkim przez przyjmowanie i obronę ludzkiego życia, tego nienarodzonego oraz tego opuszczonego i odrzuconego. (…) Pochylała się nad osobami wyczerpanymi, pozostawionymi śmierci na poboczach dróg, rozpoznając w nich godność daną im przez Boga; zabierała głos wobec możnych tej ziemi, aby uznali swoje winy wobec zbrodni (…) ubóstwa stworzonego przez nich samych. Miłosierdzie było dla niej ‘solą’, która nadaje smak każdemu jej działaniu i ‘światłem’ rozjaśniającym ciemności tych, którzy nie mieli już nawet łez, aby płakać nad swoim ubóstwem i cierpieniem. Jej misja na obrzeżach miast i na egzystencjalnych peryferiach pozostaje w naszych czasach wymownym świadectwem Bożej bliskości wobec najbiedniejszych z biednych” (Homilia, 4 września 2016).

Święta Matka Teresa pomaga nam zrozumieć, że jedynym kryterium działania musi być bezinteresowna miłość wobec wszystkich, bez względu na język, kulturę, grupę etniczną czy religię. Jej przykład nadal prowadzi nas do poszerzania horyzontów radości i nadziei dla ludzkości potrzebującej zrozumienia i czułości; zwłaszcza dla tych, którzy cierpią.

Ludzka wielkoduszność jest zaczynem działania wolontariuszy, którzy mają wielkie znaczenie w sektorze społeczno-medycznym i którzy w wymowny sposób żyją duchowością Miłosiernego Samarytanina. Dziękuję i wspieram wszystkie stowarzyszenia wolontariackie, które zajmują się transportem i ratowaniem pacjentów, które zapewniają dawstwo krwi, tkanek i organów. Szczególnym obszarem, w którym Wasza obecność wyraża optykę Kościoła, jest ochrona praw chorych, zwłaszcza tych cierpiących na choroby wymagające specjalnej opieki, nie zapominając także o wymiarze zwiększania świadomości i profilaktyki. Wasza służba wolontaryjna w strukturach sanitarnych i domowych ma ogromne znaczenie, począwszy od opieki zdrowotnej po wsparcie duchowe. Korzysta z niej wielu chorych, samotnych, ludzi w podeszłym wieku, słabych psychicznie i fizycznie. Zachęcam Was, abyście nadal byli znakiem obecności Kościoła w zsekularyzowanym świecie. Wolontariusz jest bezinteresownym przyjacielem, któremu można powierzyć myśli i emocje; poprzez słuchanie tworzy on warunki, w których chory, nie jest już biernym obiektem opieki, ale staje się aktywnym podmiotem i bohaterem wzajemnej relacji, zdolnym do odzyskania nadziei i lepiej przygotowanym do zaakceptowania leczenia. Wolontariat komunikuje wartości, zachowania i style życia, które w centrum mają pasję obdarowywania. W ten sposób realizuje się humanizacja opieki.

Postawa bezinteresowności powinna pobudzać przede wszystkim katolickie placówki opieki zdrowotnej, ponieważ to właśnie logika Ewangelii określa ich działanie, zarówno na obszarach najbardziej zaawansowanych, jak i w miejscach najtrudniejszych. Katolickie placówki są powołane, aby wyrażać istotę daru, darmowości i solidarności, w odpowiedzi na logikę zysku za wszelką cenę, logikę dawania, aby otrzymywać, logikę wyzysku nie zwracającego uwagi na ludzi.

Wzywam Was wszystkich, na różnych poziomach, do promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia. Katolickie instytucje opieki medycznej nie powinny wpadać w myślenie biznesowe, ale dbać o opiekę nad człowiekiem, bardziej niż o zysk. Wiemy, że zdrowie jest relacyjne, zależy od interakcji z innymi i potrzebuje zaufania, przyjaźni i solidarności. To jest dobro, którym można się cieszyć „w pełni” wyłącznie, gdy się nim dzieli. Wskaźnikiem zdrowia chrześcijanina jest radość z bezinteresownego daru.

Was wszystkich zawierzam Maryi, Uzdrowieniu chorych. Niech nam pomaga dzielić się darami otrzymanymi w duchu dialogu i wzajemnego przyjęcia, abyśmy żyli jak bracia i siostry, uważni na potrzeby jedni drugich, abyśmy wiedzieli, jak dawać z sercem hojnym i uczyli się radości z bezinteresownej służby. Z miłością zapewniam wszystkich o mojej bliskości w modlitwie i z serca udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 25 listopada 2018
Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Tagi:
orędzie Franciszek Światowy Dzień Chorego

Reklama

Papież zachęca do podjęcia ryzyka i pójścia za głosem powołania

2019-03-09 12:39

tłum. st (KAI) / Watykan

Do podjęcia ryzyka i pójścia za głosem powołania zachęca Ojciec Święty w orędziu na 56 Światowy Dzień Modlitw o Powołania. Jest on obchodzony w IV Niedzielę Wielkanocną i w tym roku przypadnie 12 maja.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Oto tekst papieskiego orędzia w tłumaczeniu na język polski:

Odwaga podjęcia ryzyka ze względu na obietnicę Boga

Drodzy bracia i siostry,

Po przeżyciu w październiku ubiegłego roku intensywnego i owocnego doświadczenia Synodu poświęconego młodym, obchodziliśmy niedawno w Panamie 34. Światowy Dzień Młodzieży. Te dwa wielkie wydarzenia pozwoliły Kościołowi wsłuchać się w głos Ducha Świętego, a także w życie ludzi młodych, w ich pytania, obciążające ich znużenia oraz nadzieje, które są w nich.

Właśnie podejmując to, czym miałem okazję dzielić się z młodymi w Panamie, podczas tego Światowego Dnia Modlitw o Powołania pragnę zastanowić się, w jaki sposób powołanie Pana czyni nas niosącymi obietnicę, a jednocześnie wymaga od nas odwagi, by podjąć ryzyko z Nim i dla Niego. Chciałbym krótko dotknąć tych dwóch aspektów – obietnicy i ryzyka – rozważając wraz z wami ewangeliczną scenę o powołaniu pierwszych uczniów nad jeziorem Galilejskim (Mk 1,16-20).

Dwie pary braci – Szymon i Andrzej wraz z Jakubem i Janem wykonują swoją codzienną pracę jako rybacy. W tym trudnym fachu nauczyli się praw natury, a niekiedy musieli rzucać im wyzwanie, gdy wiatry były przeciwne, a fale miotały łodziami. W pewne dni obfite połowy trzeba było opłacić ciężkim znojem, ale innym razem, trud całej nocy nie wystarczył, aby napełnić sieci i utrudzeni i zawiedzeni wracali na brzeg.

Są to normalne warunki życia, w których każdy z nas mierzy się z pragnieniami niesionymi w sercu, angażuje się w działania, które, jak ufa, okażą się owocne, wyrusza na „morze” wielu możliwości, poszukując właściwego kursu, który mógłby spełnić jego pragnienie szczęścia. Czasami można nacieszyć się dobrym połowem ryb, innym razem trzeba jednak uzbroić się w odwagę, by zapanować nad łodzią miotaną falami lub zmierzyć się z frustracją, gdy okaże się, że sieci są puste.

Podobnie jak w dziejach każdego powołania, także w tym przypadku dochodzi do spotkania. Jezus idzie, widzi tych rybaków i podchodzi... Tak się stało się z osobą, którą wybraliśmy, aby dzielić życie w małżeństwie, albo kiedy poczuliśmy fascynację życiem konsekrowanym: doświadczyliśmy niespodzianki spotkania i w tej chwili dostrzegliśmy obietnicę radości, która może nasycić nasze życie. Zatem tego dnia, nad Jeziorem Galilejskim Jezus wyszedł na spotkanie z owymi rybakami, przełamując „paraliż normalności” (Homilia z okazji XXII Światowego Dnia Życia Konsekrowanego, 2 lutego 2018 r, w: L’Osservatore Romano, wyd. pl. n. 2/(400)2018, s. 36). I natychmiast skierował do nich obietnicę: „sprawię, że się staniecie rybakami ludzi” (Mk 1,17).

Zatem powołanie Pana nie jest ingerencją Boga w naszą wolność; nie jest to „więzienie” ani nałożony na nas ciężar. Wręcz przeciwnie, jest to inicjatywa pełna miłości, poprzez którą Bóg wychodzi nam na spotkanie i zaprasza do wejścia we wspaniały projekt, którego uczestnikami pragnie nas uczynić, ukazując nam perspektywę szerszego morza i niezwykle obfitego połowu.

Pragnieniem Boga jest bowiem, by nasze życie nie stało się więźniem tego, co oczywiste, by z powodu opieszałości nie było wciągnięte w codzienne nawyki i nie pozostawało bierne w obliczu tych decyzji, które mogłyby mu nadać znaczenie. Pan nie chce, abyśmy się poddawali, żyjąc chwilą i myśląc, że w gruncie rzeczy nie ma nic takiego, dla czego warto byłoby się angażować z pasją, gasząc wewnętrzny niepokój poszukiwania nowych dróg dla naszej żeglugi. Jeśli czasami pozwala nam doświadczyć „cudownego połowu”, to dlatego, że chce, abyśmy odkryli, iż każdy z nas jest powołany – na różne sposoby – do czegoś wspaniałego, i że życie nie powinno być uwikłane w sieci bezsensu i tego, co znieczula serce. Krótko mówiąc, powołanie jest zaproszeniem, aby nie zatrzymywać się na brzegu z sieciami w ręku, ale by iść za Jezusem drogą, którą dla nas przygotował, dla naszego szczęścia i dla dobra otaczających nas ludzi.

Oczywiście, przyjęcie tej obietnicy wymaga odwagi, by podjąć ryzyko wyboru. Pierwsi uczniowie, czując się powołanymi przez Niego do wzięcia udziału w większym marzeniu, „natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” (Mk 1, 18). Oznacza to, że aby przyjąć powołanie Pana, musimy zaangażować się całymi sobą i podjąć ryzyko zmierzenia się z bezprecedensowym wyzwaniem. Trzeba zostawić to wszystko, co chciałoby nas przywiązać do naszej małej łódki, uniemożliwiając nam dokonanie definitywnego wyboru. Musimy mieć tę śmiałość, która energicznie pobudza nas do odkrycia planu, jaki ma Bóg dla naszego życia. W gruncie rzeczy, kiedy stajemy przed rozległym morzem powołania, nie możemy sobie pozwolić, aby naprawiać nasze sieci w łodzi, która daje nam bezpieczeństwo, ale musimy zaufać obietnicy Pana.

Myślę przede wszystkim o powołaniu do życia chrześcijańskiego, jakie wszyscy otrzymujemy wraz ze chrztem i które przypomina nam, że nasze życie nie jest owocem przypadku, ale darem bycia dziećmi miłowanymi przez Pana, zgromadzonymi w wielkiej rodzinie Kościoła. Właśnie we wspólnocie kościelnej rodzi się i rozwija życie chrześcijańskie, zwłaszcza dzięki liturgii, która wprowadza nas w słuchanie Słowa Bożego i w łaskę sakramentów. To właśnie tutaj, od najmłodszych lat, jesteśmy wprowadzani w sztukę modlitwy i braterskiego dzielenia się. Kościół jest naszą Matką właśnie dlatego, że rodzi nas do nowego życia i prowadzi do Chrystusa. Dlatego musimy go kochać nawet wówczas, gdy widzimy na jego obliczu zmarszczki kruchości i grzechu oraz musimy wnieść swój wkład, aby czynić go coraz piękniejszym i jaśniejącym, żeby mógł być świadkiem miłości Boga w świecie.

Ponadto życie chrześcijańskie znajduje swój wyraz w tych decyzjach, które nadając naszej żegludze konkretny kierunek, przyczyniają się również do wzrostu królestwa Bożego w społeczeństwie. Myślę o decyzji zawarcia małżeństwa w Chrystusie i tworzenia rodziny, a także o innych powołaniach związanych z pracą i życiem zawodowym, zaangażowaniu w dziedzinie miłosierdzia i solidarności, o obowiązkach politycznych i społecznych i tak dalej. Chodzi o powołania, które czynią nas osobami niosącymi obietnicę dobra, miłości i sprawiedliwości nie tylko dla nas samych, ale także dla sytuacji społecznych i kulturowych, w których żyjemy, potrzebujących odważnych chrześcijan i autentycznych świadków królestwa Bożego.

W spotkaniu z Panem ktoś może odczuć fascynację powołaniem do życia konsekrowanego lub do kapłaństwa sakramentalnego. Jest to odkrycie, które ekscytuje, a jednocześnie przeraża, gdy czujemy się powołani do stania się „rybakami ludzi” w łodzi Kościoła poprzez całkowitą ofiarę z siebie i zaangażowanie w wiernej służbie Ewangelii oraz braciom. Decyzja ta pociąga za sobą ryzyko pozostawienie wszystkiego, by podążać za Panem i całkowicie się Jemu poświęcić, aby stać się współpracownikami Jego dzieła. Decyzję tego rodzaju może utrudnić wiele oporów wewnętrznych, jak też – w pewnych sytuacjach bardzo zsekularyzowanych, gdzie zdaje się, iż nie ma już miejsca dla Boga i dla Ewangelii – można się zniechęcić i popaść w „znużenie nadziei” (Homilia podczas Mszy z kapłanami, osobami konsekrowanymi i ruchami laikatu, Panama, 26 stycznia 2019 r.).

Jednak nie ma większej radości niż zaryzykowanie życia dla Pana! Zwłaszcza wam, ludziom młodym, chciałbym powiedzieć: nie bądźcie głusi na wezwanie Pana! Jeśli powołuje On was na tę drogę, nie ciągnijcie wioseł w łodzi i zaufajcie Mu. Nie dajcie się zarazić strachem, który paraliżuje nas w obliczu wysokich szczytów, jakie proponuje nam Pan. Zawsze pamiętajcie, że dla tych, którzy zostawiają sieci i łódź, aby podążać za Nim, Pan obiecuje radość nowego życia, która napełnia serce i ożywia pielgrzymowanie.

Drodzy przyjaciele, nie zawsze łatwo jest rozeznać swoje powołanie i ukierunkować swe życie we właściwy sposób. Dlatego potrzebujemy odnowionego zaangażowania ze strony całego Kościoła – kapłanów, zakonników, duszpasterzy, wychowawców – by zaoferowano, zwłaszcza młodym możliwości wysłuchania i rozeznania. Potrzebne jest duszpasterstwo młodzieży i powołań, które pomogłoby w odkryciu Bożego planu, zwłaszcza przez modlitwę, rozważanie Słowa Bożego, adorację eucharystyczną i towarzyszenie duchowe.

Jak to wiele razy podkreślono podczas Światowego Dnia Młodzieży w Panamie, musimy spoglądać na Maryję. Także w dziejach tej Dziewczyny powołanie było jednocześnie obietnicą i ryzykiem. Jej misja nie była łatwa, ale nie pozwoliła, by opanował Ją strach. Jej «tak» „było «tak» osób, które chcą się zaangażować i podjąć ryzyko, które chcą postawić wszystko na jedną szalę, bez innych gwarancji, niż pewność, że niosą obietnicę. I pytam każdego z was: czy czujecie się tymi, którzy niosą obietnicę? Jaką obietnicę niosę w sercu, aby ją nieść dalej? Maryja niewątpliwie miała trudną misję, ale trudności nie były powodem, by powiedzieć «nie». Z pewnością jawiły się komplikacje, ale nie były to te same komplikacje, które pojawiają się, gdy paraliżuje nas tchórzostwo z powodu braku wcześniej zapewnionej jasności i bezpieczeństwa” (Czuwanie z młodymi, Panama, 26 stycznia 2019).

W tym Dniu zjednoczmy się w modlitwie prosząc Pana, aby pozwolił nam odkryć swój plan miłości co do naszego życia i by dał nam odwagę, abyśmy podjęli ryzyko na drodze, którą On dla nas przygotował od zawsze.

Watykan, 31 stycznia 2019 r., Wspomnienie św. Jana Bosko

Franciscus

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Jarecki: polityka ma być działaniem dla dobra wspólnego

2019-03-21 15:02

bp Piotr Jarecki / Warszawa (KAI)

Jak budować wspólnotę i przezwyciężać wyniszczające społeczeństwo konflikty? Na czym polega chrześcijańska koncepcja polityki? Jaki powinien być cel sprawowanej władzy? Jakie wskazania dla polityków znaleźć można w nauczaniu Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka – na te pytania odpowiada bp Piotr Jarecki w przesłanym KAI artykule „Polityka w służbie dobra wspólnego”.

ARTUR STELMASIAK

Publikujemy treść artykułu:

Polityka w służbie dobra wspólnego

Tak uczy Kościół

I. Społeczna misja Kościoła

Każda osoba ludzka, obdarzona niezbywalną godnością i społeczną naturą, powołana jest do nawiązywania autentycznych relacji z innymi ludźmi, budowania wspólnoty, odpowiedzialności za nią i życia nią, by w atmosferze wzajemnej życzliwości, solidarności i współpracy, wzajemnego ubogacania się tworzyć społeczność ludzką na miarę człowieka, istoty rozumnej i wolnej, w której to społeczności każdy człowiek będzie mógł integralnie się rozwijać w ramach wspólnego dobra. Kościół powołany do tego, aby być „w Chrystusie jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK, n. 1). Jakie owoce przynosi w naszym społeczeństwie tak rozumiana misja Kościoła?

W naszej Ojczyźnie obserwujemy niestety narastające podziały, wzajemną wrogość, wyniszczające konflikty, brak woli budowania wspólnoty – mimo różnic – które są przecież nieodłącznymi elementami każdej rzeczywistości społecznej. Te wyniszczające konflikty źle świadczą o naszej kulturze – indywidualnej i zbiorowej. Jest to szczególnie bolesne w czasie, kiedy obchodziliśmy stulecie odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę. Czy naród i społeczność wewnętrznie skłócona, nie potrafiąca budować jedności wśród wielości może zasługiwać na miano niepodległej? Czy ciągle wzrastająca i podsycana wrogość, a nawet nienawiść, nie zniewalają człowieka i narodu? Czy nie czynią z narodu bezkształtnego tłumu, masy społecznej, która może być łatwo manipulowana przez różnego rodzaju ideologie, przedstawicieli partykularnych interesów, a nawet środowiska wrogie naszej Ojczyźnie? Rozdźwięk między pięknymi słowami wypowiadanymi podczas uroczystych celebracji a czynami będącymi zaprzeczeniem tych słów świadczy o głębokim kryzysie moralnym i swego rodzaju kulturowej schizofrenii.

To smutne zjawisko dotyczy także członków Kościoła Chrystusowego. Sytuacja, w której się znajdujemy, stanowi więc wyzwanie dla Kościoła, który poprzez nauczanie, uświęcanie i caritas chrześcijańską, ma przyczyniać się do budowania autentycznej wspólnoty sióstr i braci, wzajemnie na siebie otwartych, wzajemnie sobie pomagających, wzajemnie się ubogacających i wspólnie – bez wykluczania nikogo – budujących dobro wspólne naszej Ojczyzny. Jest to dobro całego człowieka, każdego człowieka i wszystkich ludzi.

Zaangażowanie w sprawy społeczne Kościół traktuje jako konstytutywną cechę swojej ewangelizacyjnej misji. Kościół zajmuje się tymi kwestiami nie po to, aby zdobyć dla siebie jakieś przywileje. Nie po to także, by opowiedzieć się za jedną lub drugą stroną konfliktu politycznego. Kościół czyni to dlatego, gdyż traktuje ewangelizację jako uobecnianie Królestwa Bożego w świecie. Głosi też, że zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości społecznej jest istotną częścią dzieła ewangelizacji oraz jest przekonany, że nie ma prawdziwego rozwiązania kwestii społecznej poza Ewangelią (por. CA, n. 5).

Przywołajmy w tym kontekście słowa papieża Franciszka: „Pasterze, korzystając ze zdobyczy różnych nauk, mają prawo wydawać opinię na temat wszystkiego, co dotyczy życia osób, ponieważ zadanie ewangelizacji pociąga za sobą i wymaga integralnej promocji każdego człowieka. Nie można już dłużej twierdzić, że religia powinna się ograniczać do sfery prywatnej i że istnieje tylko po to, by przygotować dusze do nieba. Wiemy, że Bóg pragnie szczęścia swoich dzieci także na tej ziemi, chociaż powołane są do wiecznej pełni, ponieważ stworzył On wszystko do użytkowania (1 Tym 6,17), aby wszyscy mogli z tego korzystać. Wynika stąd, że nawrócenie chrześcijańskie wymaga, abyśmy rozważyli ponownie w pierwszym rzędzie to, co dotyczy ładu społecznego i realizacji dobra wspólnego” (EG, n. 182).

Wiele jest przyczyn konfliktów i deficytu ładu społecznego w naszej Ojczyźnie. Niewątpliwie powinniśmy pracować nad podnoszeniem kultury relacji międzyosobowych i pracować nad spoistością społeczeństwa, nad kapitałem ludzkim i kapitałem społecznym. Ta praca formacyjna powinna być prowadzona w wielu środowiskach poczynając od rodziny, przez szkołę, na różnych jej poziomach, zrzeszenia społeczne, parafie, instytucje kultury, środki społecznego przekazu, media społecznościowe. W ostatnim czasie jednym ze źródeł konfliktów, jakby ich ogniskiem, jest życie publiczne naszej Ojczyzny: władza polityczna, demokratyczne państwo, podział władz państwowych. Powodem owych konfliktów są przeprowadzane zmiany systemowe, które – zdaniem wielu – ze względu na stawiane cele, a przede wszystkim stosowane metody, sprzeciwiają się demokratycznemu państwu prawa i podmiotowości społeczeństwa. Dlatego trzeba przypominać naukę Kościoła dotyczącą tych kwestii.

II. Istota polityki

Bardzo ważnym zadaniem w życiu obywatelskim i społeczno-politycznym jest przywrócenie polityce właściwego, naturalnego znaczenia. Obserwacja życia politycznego w naszym kraju skłania bowiem niejednokrotnie do stwierdzenia, że praktyczna realizacja polityki daleko odbiega od jej ideału, a nawet zaprzecza jej naturze. W najszerszym tego słowa znaczeniu polityka jest sztuką takiego urządzenia rzeczywistości społecznej, aby każdy człowiek mógł jak najpełniej i jak najszybciej się rozwijać, respektując prawa i obowiązki innych osób. Każdy człowiek, jako istota rozumna i wolna, a w związku z tym odpowiedzialna, ma prawo i obowiązek uczestniczyć w tym zadaniu. Ale są wśród nas tacy obywatele, którzy angażują się w tę dziedzinę „ex professo”, profesjonalnie. Chodzi o osoby uczestniczące aktywnie w samorządach, w partiach politycznych, w różnych instytucjach państwa. To oni właśnie, w szczególny sposób, powinni kierować się w swojej pracy właściwą koncepcją polityki. Sfera ta należy do kompetencji ludzi świeckich.

Kościół wysoko ceni tę dziedzinę aktywności społecznej człowieka. Nauka społeczna Kościoła nazywa politykę jedną z najwyższych form miłości bliźniego. Papież Pius XI, w przemówieniu do katolickich środowisk uniwersyteckich, użył określenia „miłość polityczna” i stwierdził, że polityka jest najszerszą przestrzenią miłości ustępującą tylko rzeczywistości religijnej. Paweł VI nauczał, że „polityka jest wymagającym sposobem – chociaż nie jedynym – zaangażowania chrześcijańskiego w służbie innym” (OA, n. 46). Naukę tę potwierdza także Benedykt XVI: „Obok dobra jednostek istnieje dobro związane z życiem społecznym osób: dobro wspólne. Jest to dobro „nas wszystkich”, czyli poszczególnych osób, rodzin oraz grup pośrednich tworzących wspólnotę społeczną… Tym bardziej skutecznie kochamy bliźniego, im bardziej angażujemy się na rzecz dobra wspólnego, odpowiadającego również jego rzeczywistym potrzebom. Każdy chrześcijanin wezwany jest do tej miłości zgodnie ze swoim powołaniem i swoimi możliwościami oddziaływania w polis. Taka jest droga instytucjonalna – możemy także powiedzieć polityczna – miłości, nie mniej ważna i wyrazista niż miłość urzeczywistniająca się w bezpośrednim kontakcie z bliźnim, bez instytucjonalnych mediacji w polis… Gdy działalność człowieka na ziemi jest inspirowana i wspierana przez miłość, przyczynia się do budowania powszechnego miasta Bożego, do którego dążą dzieje rodziny ludzkiej” (CiV, n. 7).

Taką koncepcję polityki i taki jej styl powinni przyjąć w swej działalności politycznej ludzie wierzący – katolicy, ale także wszyscy ludzie dobrej woli pragnący przez swe zaangażowanie polityczne budować dobro wspólne naszej Ojczyzny. II Sobór Watykański naucza: „Ci, którzy pragną wykonywać zawód polityka i posiadają odpowiednie uzdolnienia, niech przygotowują się do uprawiania tej sztuki zarazem trudnej i bardzo szlachetnej i starają się ją wykonywać, nie pamiętając o dobru własnym i korzyściach materialnych. Moralnie nienaganni i mądrzy zarazem niech występują przeciwko niesprawiedliwości, uciskowi, przemocy i nietolerancji, czy to jednego człowieka, czy partii politycznych; z uczciwością, sprawiedliwością, a także miłością i polityczną odwagą niech poświęcają się dobru wspólnemu” (KDK, n. 75).

III. Natura i cel władzy

Kwestią, która wymaga poważnego namysłu, przeprowadzenia rachunku sumienia i wprowadzenia niezbędnych korekt jest temat rozumienia i stylu sprawowania władzy państwowej w społeczeństwie. Konieczność istnienia władzy jest konsekwencją społecznej natury człowieka. Społeczność ludzka nie może być uporządkowana i owocna, jeśli nie ma w niej władzy, która zapewnia porządek i przyczynia się do budowania dobra wspólnego. Władza jednak nie może przekształcić się w siłę niekontrolowaną. Powinna odznaczać się zdolnością rządzenia zgodnie ze wskazaniami prawego rozumu i czerpać moc obowiązywania z porządku moralnego.

Zgodnie z nauczaniem społecznym Kościoła główną racją prawowierności władzy publicznej jest jej zaangażowanie na rzecz wspólnego dobra. Stąd nawet demokratyczny jej wybór nie jest wystarczającym kryterium jej prawomocności. Dobro wspólne polega na poszanowaniu praw i obowiązków ludzkiej osoby. Dlatego głównym zadaniem sprawujących władzę w państwie jest uznanie, poszanowanie, ochrona i promocja tych praw oraz ułatwianie wypełniania odpowiadających tym prawom obowiązków. Podstawą legitymacji władzy nie jest jedynie wynik wyborów, ale także przestrzeganie praw człowieka. Historia uczy, że istnieje niestety możliwość przekształcenia się władzy zdobytej w drodze demokratycznych wyborów w dyktaturę, nie respektującą przyrodzonych i niezbywalnych praw osoby ludzkiej, które są niepodważalnym suwerenem. „Do wartości podstawowych i koniecznych należy z pewnością godność każdej ludzkiej osoby, poszanowanie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a także uznanie „dobra wspólnego” za cel i kryterium rządzące życiem politycznym” (EV, n. 70).

II Sobór Watykański naucza: „Wspólnota polityczna istnieje zatem ze względu na dobro wspólne, w którym uzyskuje pełne usprawiedliwienie i znaczenie, i z którego czerpie pierwotne, właściwe sobie prawo. Dobro wspólne obejmuje zaś sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym ludzie, rodziny i grupy społeczne mogą w pełniejszy i szybszy sposób osiągnąć swoją własną doskonałość. We wspólnocie politycznej jednakże jednoczy się wielu rozmaitych ludzi i słusznie mogą oni skłaniać się ku różnym poglądom. Aby zatem wspólnota polityczna nie ulegała rozerwaniu w wypadku, gdyby każdy szedł jedynie za własnym zdaniem, potrzebna jest władza, która kierowałaby siły wszystkich obywateli ku dobru wspólnemu, nie w sposób mechaniczny ani autorytarny, lecz przede wszystkim jako siła moralna, która opiera się na wolności i świadomości wagi podjętego zadania… Władza polityczna, czy to we wspólnocie jako takiej, czy też w reprezentujących państwo instytucjach, powinna być sprawowana zawsze w granicach porządku moralnego dla osiągania dobra wspólnego, i to rozumianego dynamicznie, w zgodzie z porządkiem prawnym legalnie już ustanowionym lub takim, który dopiero powinien być ustanowiony” (KDK, n. 74).

Z punktu widzenia nauki społecznej Kościoła bezsporne jest, że władzę trzeba podporządkować prawu, po to, by była ona mądrze sprawowana. Nie powinno obowiązywać prawo silniejszego, ale siła prawa. Władza kontrolowana i kierowana przez prawo chroni przed przekształceniem się w przemoc, która jest władzą bez prawa czy przeciw prawu.

IV. Demokracja integralna

Po trudnych latach zniewolenia komunistycznego budujemy – od z górą trzydziestu lat – demokratyczną rzeczywistość naszej Ojczyzny. Dzięki pomocy Boga i zaangażowaniu szlachetnych ludzi, kierujących się dobrem Rzeczypospolitej, osiągnęliśmy wiele. Jednak – tak jak w każdej rzeczywistości społeczno-politycznej – nie uniknęliśmy błędów. Pozostają problemy do rozwiązania i pojawiają się nowe wyzwania. Wszystkim zaangażowanym w budowanie dojrzałej demokracji w naszej Ojczyźnie należą się słowa wdzięczności. Kościół bowiem – jak naucza Jan Paweł II – „docenia demokrację jako system, który zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych i rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów, a także – kiedy należy to uczynić – zastępowania ich w sposób pokojowy innymi. Nie może zaś demokracja sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które dla własnych partykularnych korzyści albo dla celów ideologicznych przywłaszczają sobie władzę w Państwie. Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej” (CA, n. 46).

Nauka społeczna Kościoła podkreśla, że autentyczna demokracja powinna być systemem, który zapewnia jak najliczniejsze uczestnictwo obywateli w życiu publicznym (por. Kompendium NSK, n. 191). „Żadna grupa społeczna, na przykład partia, nie ma prawa uzurpować sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem ze sobą, podobnie jak w przypadku każdego totalizmu, niszczenie prawdziwej podmiotowości społeczeństwa oraz ludzi – obywateli. Człowiek i naród staje się w tego rodzaju systemie przedmiotem, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnień” (SRS, n. 15). Osobista zemsta i żądza odwetu powinny być obce demokracji, a jeśli ze względu na ludzką słabość do nich dochodzi, powinny być jak najszybciej zastąpione rządami prawa (por. CA, n. 52). W dojrzałej demokracji prawo nie może być narzędziem szykanowania przez władzę niemiłych jej obywateli. Władze publiczne nie mogą ignorować naruszania prawa przez tych, z którymi sympatyzują, albo których chcą wykorzystać dla własnych celów politycznych. Obywatelom występującym w obronie Konstytucji należy się szacunek władz i innych obywateli.

W demokratycznym państwie istnieje problem właściwego ułożenia relacji między większością a mniejszością. Tak to ujmuje Kompendium nauki społecznej Kościoła, która zawiera wartości, zasady oraz normy postępowania w życiu publicznym obowiązujące wszystkich ludzi wierzących – katolików, ale stanowiące także ważne wskazanie mądrościowe dla wszystkich ludzi dobrej woli: „Aby zapewnić realizację dobra wspólnego, rząd każdego kraju ma szczególny obowiązek sprawiedliwego harmonizowania różnych partykularnych interesów. Uczciwe pogodzenie partykularnych dóbr grup i jednostek jest jednym z najdelikatniejszych zadań władzy publicznej. Poza tym nie można zapominać, że w demokratycznym państwie prawa, w którym decyzje zazwyczaj podejmuje większość reprezentantów woli społeczeństwa, osoby odpowiedzialne za sprawowanie rządów są zobowiązane do interpretowania dobra wspólnego ich kraju nie tylko zgodnie z poglądami większości, ale w perspektywie rzeczywistego dobra wszystkich członków obywatelskiej wspólnoty, włącznie z tymi, którzy stanowią mniejszość” (n. 169).

Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Jest dobrem zarówno większości, jak i mniejszości. Powinniśmy wykluczyć pozbawienie mniejszości – a więc opozycji – udziału w definiowaniu dobra wspólnego i interesu publicznego. Mniejszość zaś powinna konstruktywnie współpracować z większością i wystrzegać się postawy negowania wszystkiego a priori. Dobro wspólne powinno być określane i wypracowywane zarówno przez większość, jak i przez mniejszość w konstruktywnym i efektywnym dialogu i współpracy. Stosowanie powyższej zasady wpłynie na podniesienie jakości władzy ustawodawczej. Prawo ma swoją podstawę w dialogu społecznym, a nie wyłącznie w przewadze jednych nad drugimi. Ustawy uchwalane ze względu na doraźne potrzeby polityczne i aktualne emocje, w chaosie i pośpiechu, ustawy często zmieniane, są przykładem prawodawstwa zaprzeczającego uznanym zasadom przyzwoitej legislacji. Prawo trzeba budować na fundamencie wartości, a nie na lotnych piaskach zmiennych ideologii czy interesów. Wykładnia prawa, a zwłaszcza Konstytucji, powinna mieć za podstawę wierność wartościom konstytucyjnym, a nie interesom politycznym.

Jan Paweł II tak naucza: „W rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę moralności lub „cudowny środek” na niemoralność. Jest ona zasadniczo „porządkiem” i jako taka środkiem do celu, a nie celem. Charakter „moralny” demokracji nie ujawnia się samoczynnie, ale zależy od jej zgodności z prawem moralnym, któremu musi być podporządkowana podobnie jak każda inna działalność ludzka: zależy zatem od moralności celów, do których zmierza, i środków, jakimi się posługuje. Jeśli wartość demokracji jest dziś prawie powszechnie uznawana, to należy w tym widzieć pozytywny „znak czasów”, co również stwierdził wielokrotnie Urząd Nauczycielski Kościoła. Ale wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera” (EV, n. 70).

V. Trójpodział władzy gwarantem właściwego funkcjonowania państwa

Tematem, który porusza wiele umysłów i serc w naszej Ojczyźnie i jest przyczyną konfliktów przybierających niepokojący i niebezpieczny dla całości życia społecznego kształt jest sposób urządzenia władzy państwowej oraz właściwe jej sprawowanie w demokratycznym społeczeństwie. Jedną z przyczyn tego zjawiska są zmiany dokonywane w systemie prawnym naszego Państwa. Przywołując Wielką Kartę nauki społecznej Kościoła – encyklikę „Rerum novarum” – Jan Paweł II tak naucza: „Leon XIII wiedział, że do zapewnienia normalnego rozwoju ludzkich działań, zarówno duchowych, jak i materialnych, jedne i drugie bowiem są niezbędne, konieczna jest zdrowa teoria Państwa. Dlatego w jednym z punktów encykliki Rerum novarum przedstawia on organizację społeczeństwa opartą na trzech władzach – prawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – co w tamtych czasach było nowością w nauczaniu Kościoła. Ten porządek odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Dlatego jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada „Państwa praworządnego”, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi” (CA, n. 44).

Takiej koncepcji przeciwstawiają się wszelkiego rodzaju totalitaryzmy, utrzymujące, że tylko jedna grupa ludzi posiada całą prawdę i stąd ma prawo do jej wprowadzania w życie społeczne, a nawet do jej narzucania. Takiej koncepcji Kościół się sprzeciwia, ponieważ stoi ona w sprzeczności z godnością człowieka oraz z podmiotowością społeczeństwa. Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym. Przyczynia się wtedy do promocji poszczególnych osób jak i do podmiotowości społeczeństwa „przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności” (CA, n. 46). Zasada podziału władz zakłada, że system organów państwowych powinien zawierać wewnętrzne mechanizmy zapobiegające koncentracji i nadużyciom władzy, gwarantujące jej sprawowanie zgodnie z wolą narodu i przy poszanowaniu wolności i praw jednostki.

Kościół naucza, że formy relacji między trzema władzami w dojrzałej demokracji nie są i nie powinny być ustalone raz na zawsze. Jest to tym bardziej oczywiste dzisiaj, w coraz bardziej dynamicznej, szybko zmieniającej się rzeczywistości społecznej. Dlatego zmiany w celu usprawnienia działania poszczególnych organów państwa w ramach ich kompetencji są możliwe, a nawet pożądane czy konieczne. Warunkiem dopuszczalności owych zmian jest to, że nie powinny one nigdy doprowadzić do hegemonii jednej władzy nad drugą, gdyż prowadziłoby to do degeneracji demokracji, a w konsekwencji do powolnego jej niszczenia z ciężkim uszczerbkiem dla pokojowego współżycia społecznego i integralnego rozwoju. Prowadziłoby to także do zafałszowania roli demokratycznego państwa w podmiotowym społeczeństwie.

Jan XXIII tak naucza w encyklice „Pacem in terris”: „Uważamy za zgodną z naturą ludzką taką organizację prawno-polityczną wspólnoty ludzkiej, która jest oparta na właściwym podziale władz, odpowiadającym trzem specyficznym funkcjom władzy publicznej. Kompetencje i działanie władz publicznych są zdefiniowane w terminach prawnych… Stanowi to gwarancję dla obywateli w respektowaniu ich praw i wypełnianiu obowiązków” (PT, n. 68). Papież stwierdza także, że każda z trzech władz powinna wypełniać swoje zadania zgodnie ze swymi kompetencjami. Władza ustawodawcza powinna stosować się do porządku moralnego i norm konstytucji. Władza wykonawcza powinna dobrze znać prawa, z mądrością je stosować po dokładnym zbadaniu wszystkich okoliczności. Władza sądownicza powinna kierować się prawością, bez ulegania naciskom żadnej ze stron, zapewniając opiekę dla praw obywateli i ciał pośrednich oraz ochronę prawną w wypełnianiu ich obowiązków (por. PT, n. 69).

Wiele kontrowersji, a także wzburzenie i krytykę, powodują zmiany dotyczące niezależności sądownictwa. Ustrojowy sens władzy sądowniczej polega na tym, że jest ona strażnikiem godności człowieka, strażnikiem wartości uniwersalnych, ponadczasowych. W sytuacji nierespektowania tych wartości przez większość parlamentarną władza sądownicza ma możliwość dokonania korekty ze względu na wartości, które kultura praw człowieka uznaje za niezależne od jakiejkolwiek władzy. Zgodnie z nauczeniem społecznym Kościoła znawcy konstytucjonalizmu stwierdzają, że bez zasady niezawisłości sędziowskiej nie można mówić o istnieniu demokratycznego państwa prawnego. Prezentowany jest pogląd, że podporządkowanie sądownictwa powszechnego kontroli większości parlamentarnej wykraczającej poza zakres podległości sędziów konstytucji i ustawom byłoby równoznaczne z ograniczeniem zdolności suwerena do sprawowania zwierzchnictwa niezależnie od partii politycznych, które odniosły zwycięstwo wyborcze. W świetle stanowiska doktryny prawa konstytucyjnego w konsekwencji nastąpiłoby zatarcie granic oddzielających sprawujące władzę publiczną partie polityczne od państwa, a zamiast dobra wspólnego celem aktywności politycznej stawałoby się w coraz większym stopniu zdobycie władzy przez rywalizujące ugrupowania. Niezależność władzy sądowniczej od polityków ma istotne znaczenie dla zapobieżenia przekształcaniu demokracji konstytucyjnej w swego rodzaju zwierzchnictwo większości, prowadzące do faktycznego przekształcenia suwerenności narodu w dyktaturę wyborczą.

Jan Paweł II w swoim przemówieniu do przedstawicieli Narodowego Kongresu Prawników Włoskich tak nauczał: „Konstytucje państw współczesnych definiując relacje jakie istnieją między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, gwarantują tej ostatniej konieczną niezależność w ramach prawa. Ale ta niezależność jest wartością, której ma odpowiadać żywe poczucie prawości w sferze poszukiwania prawdy, pogodny obiektywizm sądzenia. Niezależność sądów nigdy nie powinna być praktykowana bez respektowania wartości zakorzenionych w naturze osoby ludzkiej, której niezbywalna godność i transcendentne powołanie powinny być zawsze respektowane” (31 marzec 2000 r.).

Jako Polacy jesteśmy dziedzicami ponad pięćsetletniej tradycji państwa prawa w Rzeczpospolitej. Jest to wielkie a zarazem zobowiązujące dla nas wszystkich dziedzictwo dziejowe. Za to szlachetne dziedzictwo jesteśmy wszyscy w najwyższym stopniu odpowiedzialni. Najwyżsi przedstawiciele władzy naszej Ojczyzny dnia 25 stycznia 2007 r., zapisali w Pro Memoria następujące słowa: „Świadomi, że dobre prawo i dobre obyczaje – obowiązujące tym mocniej im wyższy urząd i godność przyszło komu sprawować – są konieczne dla prawidłowego rozwoju Narodu, Państwa, wspólnot samorządowych i żyjących w nich obywateli, z satysfakcją potwierdzamy nasze głębokie przywiązanie do tradycji oraz zasad demokratycznego państwa prawa, a także determinację w ich kultywowaniu, mając na względzie ogromne znaczenie tych zasad dla Polski i innych państw Unii Europejskiej”. Słowa te stanowią drogowskaz w kształtowaniu dobra wspólnego Rzeczypospolitej.

VI. Mądrościowy wymiar polityki

Współczesna cywilizacja charakteryzuje się coraz większą ilością informacji i wiedzy, czemu nie zawsze towarzyszy większa mądrość. Dotyczy to wielu dziedzin życia, w tym także polityki. Kościół katolicki mający wielkie doświadczenie w sprawach ludzkich (por. PP, n. 13), poprzez swoją misję ewangelizacyjną, pragnie przyczynić się także do ubogacenia polityki wymiarem mądrościowym poprzez upowszechnianie nauki społecznej. Zwrócił na to uwagę papież Benedykt XVI w encyklice „Caritas in veritate”. „Nauka społeczna Kościoła, posiadająca ważny wymiar interdyscyplinarny,... może odegrać niezwykle skuteczną rolę. Pozwala ona wierze, teologii, metafizyce i dyscyplinom naukowym znaleźć swoje miejsce w ramach współpracy w służbie człowieka. Zwłaszcza w tym zakresie nauka społeczna Kościoła wciela w życie swój wymiar mądrości… Pośród przyczyn niedorozwoju jest brak mądrości, refleksji i myśli zdolnej dokonać syntezy wskazującej kierunek… (CiV, n. 31). Pierwszym więc zadaniem polityka, szczególnie polityka chrześcijanina – katolika, ale także każdego polityka dobrej woli, jest zapoznanie się z nauczaniem społecznym Kościoła i kierowanie się nim w swym zaangażowaniu politycznym. Będzie to równoznaczne z nadaniem polityce wymiaru mądrościowego. Każdy katolik obecny w życiu publicznym powinien zapoznać się z nauczaniem społecznym Kościoła. Nie powinien czekać tylko na głos biskupów i narzekać, że nie zajmują stanowiska w sprawach społecznych. Obowiązuje to szczególnie katolika aktywnego w życiu politycznym. Polityka uprawiana w stylu chrześcijańskim stanie się wtedy dla niego drogą do świętości. Świecką, polityczną drogą realizacji podstawowego życiowego powołania.

Na wymiar mądrościowy w polityce ponownie zwrócił uwagę papież Benedykt XVI w swym wystąpieniu do Bundestagu, dnia 22 września 2011 r.. Podejmując temat fundamentów państwa prawnego, papież zacytował fragment I Księgi Królewskiej, opisujący prośbę króla Salomona skierowaną do Boga (por. 1 Krl 3,9). Młody władca nie prosił o długie życie, ani o bogactwa czy zgubę nieprzyjaciół. Prosił o serce rozumne do wprowadzania sprawiedliwości, sądzenia ludu i rozróżniania dobra od zła. Bóg pochwalił Salomona za ten wybór, obdarzył go mądrością i innymi dobrami. Przez ten opis Biblia naucza, co powinno być istotne i ważne dla każdego polityka. Ostatecznym kryterium i motywacją pracy polityka nie powinien być sukces czy tym bardziej korzyści materialne. Aktywność polityczna powinna być natomiast zaangażowaniem na rzecz sprawiedliwości i tworzeniem warunków pokojowego współżycia obywateli.

Sukces w polityce także jest potrzebny. Jest rzeczą naturalną, że każdy polityk poszukuje sukcesu. Bez niego bowiem niemożliwe jest owocne prowadzenie polityki. Jednak sukces powinien być podporządkowany kryterium sprawiedliwości i prawa. Sukces polityczny może się przerodzić, niestety, w siłę uwodzicielską. Może prowadzić do fałszowania i przekraczania prawa oraz do niszczenia sprawiedliwości. W tym kontekście papież zacytował św. Augustyna: „Kiedy usuniesz prawo, co odróżnia Państwo od zgrai złoczyńców?”. Benedykt XVI kontynuował: „My Niemcy wiemy z doświadczenia, że słowa te nie są pustym straszeniem. Doświadczyliśmy odseparowania władzy od prawa, postawienia się władzy przeciw prawu, deptania prawa przez władzę. Państwo stało się narzędziem niszczenia prawa, stało się dobrze zorganizowaną zgrają złoczyńców, która zagroziła całemu światu i popchnęła go na krawędź przepaści. Służba prawu i zwalczanie niesprawiedliwości jest i pozostanie podstawowym zadaniem polityka”.

Słowa te stanowią jednocześnie przestrogę i naukę wskazującą na znaczenie kształtowania także w naszej Ojczyźnie wymiaru mądrościowego polityki, bez którego niemożliwe jest harmonijne budowanie wspólnego dobra w ustroju dojrzałej demokracji.

VII. Dobro wspólne. Dialektyka jedności w wielości

Mądrościowy wymiar polityki ubogacił ostatnio papież Franciszek. W swym programowym dokumencie, adhortacji apostolskiej „Ewangelii gaudium”, papież przedstawił cztery zasady „w istotny sposób kierujące rozwojem współżycia społecznego i budowaniem ludu, w którym różnice tworzą harmonijną całość w obrębie wspólnego projektu”(EG, n. 221). Nie trudno zauważyć, że stosowanie tych zasad jest szczególnie aktualne i wskazane w naszej Ojczyźnie.

Pierwsza zasada: „czas jest ważniejszy niż przestrzeń”. Stosowanie tej zasady pozwala pracować w długiej perspektywie, bez obsesji uzyskiwania natychmiastowych rezultatów. Chodzi więc nie tyle o uzyskanie pełnego rezultatu od razu, ile o rozpoczęcie długofalowego procesu. Franciszek stwierdza: „Jeden z grzechów, z jakim się czasem spotykamy w działalności społeczno-politycznej, polega na uprzywilejowaniu przestrzeni władzy kosztem czasu procesów. Przyznanie prymatu przestrzeni prowadzi do szaleństwa, by wszystko rozwiązać natychmiast, by spróbować zagarnąć wszystkie przestrzenie władzy i autoafirmacji. Oznacza to usztywnienie procesów i usiłowanie ich zatrzymania. Przyznanie prymatu czasowi oznacza zajęcie się bardziej rozpoczęciem procesów niż posiadaniem przestrzeni” (n. 223). Prawda tych słów jest aż nadto oczywista w obecnej rzeczywistości społeczno-politycznej naszego kraju. Wykluczają one przecież pośpieszne stanowienie prawa i polityczne działania „ad hoc”.

Druga zasada: „jedność jest ważniejsza niż konflikt”. Na temat skonfliktowanego społeczeństwa polskiego wiele już napisano. Jest to nasz narodowy problem. Polska uważana jest za jedną z najbardziej spolaryzowanych społeczności we współczesnej Europie. Stąd praca nad jednością jest dla nas niezwykle ważnym zadaniem. Niebezpiecznym zjawiskiem w naszej Ojczyźnie jest rozdźwięk między deklaracjami na temat wspólnoty i jedności a podziałami czy nawet wrogością przeżywaną w codziennym życiu, także – a może przede wszystkim – w życiu publicznym. Jest to więc z jednej strony sytuacja słownego tuszowania konfliktu, a z drugiej praktycznej jego eskalacji. Idąc tą drogą nie zbudujemy jedności! Istnieje inna droga rozwiązywania konfliktu i przekształcania go w jedność. Franciszek uczy, że „istnieje sposób zmierzenia się z konfliktem, bardziej skuteczny: polega on na przyjęciu konfliktu, rozwiązaniu go i przemienieniu w ogniwo nowego procesu”(n. 227). Chodzi o to, by nie ignorować konfliktu, nie gorszyć się nim, ale by chcieć i potrafić wejść w konflikt i uczynić go możliwym punktem wyjścia na drodze prowadzącej do wypracowania nowej koncepcji, zakładającej i realizującej współpracę. W procesie tym potrzebny jest etos respektowania godności każdego człowieka, umiejętność rozróżnienia błędu od człowieka błądzącego, prowadzenie walki szlachetnej a nie wyniszczającej (por. LE, n. 20) oraz przekonanie, że nikt nie ma monopolu na prawdę i tylko dialog – nieraz trudny i długi – jest drogą prowadzącą do obiektywnej prawdy. Papież Franciszek przypomina, że różnice zawsze pomagają wzrastać, lęk przed różnicami zubaża. To jest także wymiar mądrościowy polityki, który powinniśmy wprowadzić do życia obywatelskiego naszej Ojczyzny.

Trzecia zasada: „rzeczywistość jest ważniejsza od idei”. Między rzeczywistością a ideą zawsze zachodzi napięcie. Rzeczywistość po prostu jest, a ideę się wypracowuje. Trzeba doprowadzić do stałego dialogu pomiędzy nimi, unikając oddzielenia idei od rzeczywistości.

Franciszek pisze: „Są tacy politycy – a także przywódcy religijni – którzy zastanawiają się, dlaczego lud ich nie rozumie i za nimi nie idzie, skoro ich propozycje są tak logiczne i jasne. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że usadowili się w królestwie czystych idei i sprowadzili politykę lub wiarę do retoryki. Inni zapomnieli o prostocie i ściągnęli z zewnątrz racjonalność obcą i niezrozumiałą dla ludzi” (n. 232). Polityka jest sztuką sprawiedliwego urządzenia społeczności ludzkiej, stąd ważne są w jej realizacji idee przewodnie, ale one same nie wystarczą. Bez liczenia się z konkretną rzeczywistością społeczną łatwo przekształcają się one w ideologię oderwaną od rzeczywistości, co często prowadzi do skrajnych postaw będących zarzewiem społecznych konfliktów. Każdy polityk powinien więc liczyć się z rzeczywistością społeczną, którą chce kształtować. Nigdy nie jest ona idealna, nie jest też czarno-biała. Przyjęcie tej prawdy i kierowanie się zasadą „rzeczywistość jest ważniejsza od idei” należy także do wymiaru mądrościowego polityki.

Wreszcie czwarta zasada: „całość jest ważniejsza niż część”. Zasada ta jest szczególnie aktualna i ważna w zglobalizowanym i globalizującym się świecie. Jej stosowanie jest także ważne dla właściwie rozumianego i realizowanego członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Papież pisze: „Istnieje również napięcie między tym, co globalne, a tym co lokalne. Należy zwrócić uwagę na wymiar globalny, aby nie ulec pokusie wąskiego, lokalnego spojrzenia. Nie można też tracić z pola widzenia tego, co lokalne: w ten sposób stąpamy twardo po ziemi” (n. 234). Można przywołać w tym kontekście termin glokalizacja: myślenie globalne, działanie lokalne. W dzisiejszej rzeczywistości społecznej zamykanie się we własnej tożsamości bez otwarcia na innych jest drogą do nikąd. Chodzi o otwarcie się na wymiar ponadnarodowy i ponadpaństwowy, z zachowaniem jednakże własnej kulturowej tożsamości i państwowej suwerenności. Nie chodzi o uniformizm, ale o jedność wielości. Dlatego autentyczną jedność nauka społeczna Kościoła przyrównuje bardziej do wielościanu niż do powierzchni kuli. Zasada „całość jest ważniejsza niż część” jest także konsekwencją uniwersalnego wymiaru chrześcijaństwa. Powinniśmy stosować tę zasadę w kontekście członkostwa Polski w Unii Europejskiej, a także w kontekście zjawiska migracji, by uniknąć skrajnych postaw, nawzajem się wykluczających, zaostrzających konflikt społeczny w naszej Ojczyźnie i narażających nasz kraj na izolacjonizm.

Wszystkie te zasady stanowią organiczną całość. Są ze sobą powiązane. Warto o nich pamiętać w działalności politycznej, która ma budować wspólne dobro w atmosferze pokoju, sprawiedliwości i braterstwa.

VIII. Polityczny testament Jana Pawła II dla rządzących Polską

Warto przytoczyć fragmenty przemówienia Jana Pawła II do połączonych izb polskiego Parlamentu, w obecności władzy wykonawczej i sądowniczej, dotyczące przedstawionych powyżej problemów dotyczących życia publicznego naszego kraju. Są one niejako streszczeniem przedstawionego powyżej nauczania społecznego Kościoła. Tak często szczycimy się naszym wielkim i świętym rodakiem. Powinniśmy zatem częściej niż dotychczas kierować się jego nauką i nauką społeczną Kościoła w budowaniu demokratycznego państwa i suwerennego w nim społeczeństwa.

Papież nauczał: „Chciałbym życzyć Sejmowi i Senatowi, aby w centrum ich wysiłków ustawodawczych zawsze znajdował się człowiek i jego rzeczywiste dobro, zgodnie z klasyczną formułą: Hominum causa omne ius constitutum est… Gdy troska o ochronę godności człowieka jest zasadą wiodącą, z której czerpiemy inspirację, i gdy wspólne dobro stanowi najważniejszy cel dążeń, zostają położone mocne i trwałe fundamenty pod budowę pokoju. Kiedy natomiast prawa człowieka są lekceważone lub deptane i gdy wbrew zasadom sprawiedliwości interesy partykularne stawia się wyżej niż dobro wspólne, wówczas zasiane zostaje ziarno nieuchronnej destabilizacji, buntu i przemocy… Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna się przejawiać we wszystkich sektorach życia społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu… Wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli – niezależnie od opcji politycznej czy światopoglądu – wszystkich, którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny. Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w życiu publicznym… Pragnąłbym życzyć polskim politykom i wszystkim osobom zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy, widzi istotne sprawy całego narodu i jest wrażliwe na potrzeby konkretnego człowieka, szczególnie ubogiego i słabego”.

W encyklice „Veritatis splendor” Jan Paweł II tak nauczał: „W odniesieniu do dziedziny polityki należy podkreślić, że uczciwość w kontaktach między rządzącymi a rządzonymi, jawność w administracji publicznej, bezstronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych, ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymywania i poszerzania władzy za wszelką cenę – to zasady, które znajdują swe najgłębsze źródło, a jednocześnie uzasadnienie wartości osoby, w transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych, dotyczących funkcjonowania państw. Gdy zasady te nie są przestrzegane, zanika sam fundament politycznego współistnienia, a całe życie społeczne wystawiane jest stopniowo na ryzyko, zagrożenie i rozkład” (n. 101).

Jeśli chcemy życie społeczne w naszym kraju opierać na prawdzie, kierować się w nim sprawiedliwością, ożywiać i integrować je miłością i urzeczywistniać w duchu wolności, odpowiadającej godności obywateli, osób rozumnych i wolnych, a przez to odpowiedzialnych, wypełniających prawo i obowiązek budowania dobra wspólnego naszej Ojczyzny, powinniśmy kierować się wyżej przedłożonymi wartościami i zasadami głoszonymi przez Kościół w nauczaniu społecznym. Dotyczy to każdej formacji politycznej, która jest u władzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Peregrynacja obrazu św. Józefa Kaliskiego w Krośnie Odrzańskim

2019-03-22 01:35

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa Kaliskiego 20-21 marca nawiedził parafię św. Jadwigi Śląskiej w Krośnie Odrzańskim. Z Krosna dotarł do parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Cybince.

facebook/Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Jadwigi Śląskiej w Krośnie Odrzańskim
Peregrynacja w kościele św. Jadwigi Śląskiej
Zobacz zdjęcia: Peregrynacja obrazu św. Józefa Kaliskiego w Krośnie Odrzańskim
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem