Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Kapłan mężny

2018-04-11 14:49

Ks. Andrzej Bienia
Edycja przemyska 15/2018, str. I

Archiwum Redakcji
Zawsze z cierpliwością i pokorą starał się zbliżyć grzesznego człowieka do tronu Bożej łaski – powiedział o ks. Balickim papież Jan Paweł II w dniu beatyfikacji

Uroczystości 70. rocznicy śmierci bł. Jana Balickiego zgromadziły w przemyskiej archikatedrze czcicieli skromnego kapłana, w którym tętnił wielki Duch Boga

Mszy św. przewodniczył abp Adam Szal. Na modlitwie trwali: abp Józef Michalik, Przemyska Kapituła Metropolitalna, księża przełożeni i profesorowie Wyższego Seminarium Duchownego, kapłani posługujący w instytucjach diecezjalnych, klerycy, siostry zakonne oraz duszpasterze i wierni przemyskich parafii. Homilię (publikujemy na str. 4-5) wygłosił ks. prał. Zbigniew Suchy, redaktor naczelny przemyskiej edycji „Niedzieli” i autor książki o bł. ks. Janie Balickim „Mocarz Pokory”.

Ks. Jan Balicki zmarł w opinii świętości 15 marca 1948 r. Jego kult już od dnia śmierci zaczął się szerzyć w diecezji przemyskiej. W pogrzebie 18 marca 1948 r. wzięły udział tłumy ludzi. Wszyscy, którzy go znali, chcieli go odprowadzić na przemyski cmentarz. 22 czerwca 1959 r. w diecezji przemyskiej obrządku łacińskiego został rozpoczęty proces beatyfikacyjny, który zakończył się 28 listopada 1963 r.

Jan Paweł II dokonał beatyfikacji ks. Balickiego w sierpniu 2002 r. podczas Mszy św. na krakowskich Błoniach. Powiedział m.in.: „Jako kapłan miał zawsze otwarte serce dla wszystkich potrzebujących.Jego posługa miłosierdzia przejawiała się w niesieniu pomocy chorym i ubogim, ale szczególnie mocno wyraziła się przez posługę w konfesjonale. Zawsze z cierpliwością i pokorą starał się zbliżyć grzesznego człowieka do tronu Bożej łaski”.

Reklama

Choć w przemyskiej katedrze spoczywają doczesne szczątki bł. ks. Jana Wojciecha Balickiego, to i tak na cmentarzu przemyskim przy ul. Słowackiego przy grobie ks. Jana Balickiego składano i składa się nadal prośby i podziękowania, pojawiają się świeże kwiaty i zapalone znicze. Przychodzą tam ludzie, by prosić go o wstawiennictwo u Boga w trudnych życiowych sprawach.

Bł. ks. Jan Balicki czuwa nad nami i oręduje w naszych sprawach u Boga. Powinniśmy więc zrobić wszystko dla pogłębienia kultu Błogosławionego poprzez przekazywanie wiedzy o jego życiu i świętości.

Tagi:
bł. Jan Balicki

Święci nie mają epilogów

2018-04-11 14:49


Edycja przemyska 15/2018, str. IV

Marek Łabuński
Bł. Jan Balicki to mocarz zmieniający świat poprzez miłość i pokorę

Niczego nie można zacząć od nowa. Kontynuujesz, choć inaczej. Dajesz nową szansę swojej krwi i swoim marzeniom. Rysujesz nowe linie na popękanym obrazie. Wplatasz nowe nici na rozdarte płótno. Powoli na nowo kreślisz zniszczone kontury przeszłości. Może tak jest lepiej. Malowidło, rysunek, tkanina nabiera głębi wyrazu. Z pewnością życie osądza się po intensywności barw, a nie po jego długości”.

To cytat z książki, której nie da się przeczytać. To książka Luisiera „Zapiski syna marnotrawnego”. Książka dla wszystkich, którzy chcieliby odnowić w sobie świadomość grzechu i miłosierdzia Boga, i znaleźć tę przestrzeń, gdzie rozbity kamieniem grzechu obraz, przebite strzałą namiętności płótno, trzeba na nowo restaurować. Wtedy staje się to błogosławioną winą, bo ten obraz nabiera głębi i wyrazu.

Niczego nie można zacząć od nowa. Dzisiejsze pierwsze czytanie ujawnia bardzo dobitnie tę prawdę. Oto Mojżesz, po czterdziestu dniach pobytu na górze, otrzymał wyryte przez Boga dziesięć słów. Bóg już widział, że na dole ludzie zerwali przymierze. Bo czymże jest dziesięć słów? Grzegorz z Nysy tłumaczy, że jest to umowa między człowiekiem a Bogiem, w której to Bóg jest stroną zapewniającą: jeżeli między tobą i Mną, między naszymi twarzami nie pojawi się jakaś przeszkoda, to Ja to sprawię, że nie będziesz kradł, nie będziesz zbijał itd. Jeśli między twarzą Boga i moją twarzą nie będzie owego „drewienka”, to Bóg sprawi, że nie będziemy zabijać, kraść, mówić fałszywie. I rzeczywiście niczego nie można zacząć od nowa. Mojżesz, zirytowany, rzucił tablicami, ale wcześniej wymodlił u Boga łaskę, aby nie niszczył tego narodu. Dwa rozdziały dalej możemy przeczytać, że Mojżesz znowu wyszedł na górę i przez 40 dni nie jadł i nie pił, ale to były już inne dni. Pan Bóg powtórzył mu słowa, ale jednocześnie powiedział: zapisz te słowa, gdyż na ich podstawie zawarłem przymierze z tobą i z Izraelem. I znowu był tam, poszcząc 40 dni, ale nie była to już tylko obecność wobec Boga, ale trud wyrycia na nowo dziesięciu słów.

Nie można nawiązać relacji i jej pogłębić, jeżeli między moją twarzą, a twoją twarzą istnieje jakaś tajemnica, jeżeli ukrywasz słabość, jeżeli zamykasz się w swojej mniemanej doskonałości. To są wszystko pozory. Dlatego to jest właśnie ów obraz, który trzeba na nowo odmalować, tkanina, którą trzeba snuć.

Błogosławiony Janie, kapłanie mężny. Żyjemy w dniach, w których wspominamy mocarzy stulecia naszej wolności. Dzisiaj, kiedy czytając litanię, zobaczyłem to wezwanie, które codziennie odmawiam, przyszło mi do głowy, że można jeszcze dodać: błogosławiony Janie, Mojżeszu ludu wędrującego do nowej ziemi obiecanej. O tym mało się mówi. Mówi się o spowiedniku. To prawda. Ale jego mocarstwo polega na tym, że nie zostawiał człowieka, który rozbił kamieniem obraz swojego życia, który strzałą przeszył tkaninę życia. Tak my robimy. Odpukamy i jesteśmy zadowoleni. Penitent naiwny idzie i myśli, że wszystko się załatwiło. Nie. Niczego nie można zacząć od nowa, ale to nie jest tragiczne, jeżeli potrafimy na nowo namalować ten obraz, jeśli potrafimy na nowo wydziergać tę tkaninę. Spowiedź odbiera moc kamieniowi i strzale, ale pozostaje przed nami trud zrobienia czegoś piękniejszego niż to, co zrobił grzech. Błogosławiony Jan był tym, który nie zostawiał penitenta. On był z nim, malując obraz, dziergając tkaninę. Dlatego przychodzili do niego tacy ludzie, którzy nie umieli sobie sami odmalować obrazu życia zniszczonego przez kamień grzechu, nie umieli na nowo utkać tkaniny, która byłaby piękniejsza, bo szatan im wmówił, że się nie da. A on mówił: da się.

Kapłanie mężny, to także uwydatnienie obrazu i tkaniny doskonałej, aby stała się jeszcze doskonalsza. Oto przychodzi 24-letnia zakonnica i mówi, że chciałaby złożyć jako ekspiację dar ze swojego życia. Ileż trzeba męstwa, aby stanąć przy niej. A tak było w jego życiu. Na Jasnej Górze zdarzył się wypadek, brat Paulin zabił swojego rodzonego brata. Zanim stwierdzono, że był psychicznie chory, prasa socjalistyczna rozpowszechniła tę wiadomość. Ta zakonnica postanowiła dokonać ekspiacji za ten grzech, w dobrej wierze, przekonana, że to szatan go opętał i mówi, że chciałaby złożyć ofiarę ze swojego życia. Co byśmy zrobili? Kapłan mężny przyjął ją i pozwolił jej na to. Zdrowa, młoda dziewczyna zmarła w ciągu trzech dni.

Gdybyśmy pojechali na cmentarz na Kruhelu, znaleźlibyśmy tam pomnik i grób Gieni. Kiedy mówiono o tym, że Jan pomagał dziewczynom upadłym, to zawsze przypominała mi się Zapolska i jej syn Zbyszek, który uwodził służące. Był tu potężny garnizon wojska i, jak czytałem, niemal każdego tygodnia dochodziło do jakichś awantur, strzelaniny, także z zazdrości. To wojsko uwodziło dziewczyny. Jedną z tych, które zostały ranione kamieniem grzechu i strzałą namiętności, była 16-letnia Gienia, dziewczyna podobno nieprzeciętnej urody. On ją wyrwał, zabrał ją na Kruhel i tam ona pracowała i na nowo malowała obraz swojego młodego życia. Ale chłopcy dostrzegli jej urodę i chcieli dać upust swojej namiętności. 16-lenia Gienia przyszła do Jana i powiedziała: „Proszę ojca, ja tu nie wytrzymam, ja pójdę znowu na złą drogę. Niech mi ojciec pozwoli, abym złożyła ofiarę swojego życia”. Co byśmy zrobili? Jan się zgodził. Jest tam do dzisiaj jej grób, jej pomnik, który powinien być miejscem naszych pielgrzymek, kiedy zagraża nam zniszczenie obrazu naszego życia, kiedy wątpimy, czy to wszystko da się odnowić. Da się. Ale nie bądźmy naiwni. Niczego nie da się zacząć od nowa. Spowiedź to odebranie mocy kamieniu i szybkości strzale, ale skutki w naszym życiu pozostają.

Ukazało się niedawno postscriptum do „Mocarza Pokory”. Miałem początkowo napisać epilog, ale stwierdziłem, że święci nie mają epilogów. Epilog zamyka pewną przestrzeń, a oni dopiero zaczynają. Chciałem więc pokazać jeszcze jedno postscriptum, obraz, który został przez Jana uratowany. Znałem tego chłopca od dziecka, służył do Mszy św., znałem jego rodziców. Potem nasze drogi jakoś się rozeszły. I któregoś dnia jego rodzice nagle przyjeżdżają i mówią: „Niech ksiądz coś zrobi. Nasz syn się ożenił i jego żona wyczyściła mu konto, mieszkanie i poszła z żonatym mężczyzną. On odchodzi od zmysłów. Bardzo ją kocha. Pyta naszego drugiego syna, który pracuje w mundurówce, gdzie można kupić pistolet, bo on zastrzeli jego, a potem siebie. Niech ksiądz coś zrobi”. Zadzwoniłem do niego. Po jakimś czasie odezwał się, przyjechał i mówi: „Proszę księdza, to już jest nieaktualne. Ja nie myślałem o pistolecie. Jako kierowca wiem, jak się zabić. Byłem zdecydowany, że wsiądę w samochód, wyjadę na A4 i wjadę w tira. To pewna śmieć. Ale przyszedłem jeszcze do katedry. Rozmawiałem z kapłanem, który powiedział mi, żebym poszedł do ks. Balickiego, zanim to zrobię. I wtedy wszystko mi odeszło. Powiedziałem sobie, że nie mogę się zabić”.

Święci nie mają epilogów, oni mają postscriptum: jedno, drugie, trzecie, którym jest każdy z nas. Dlatego, ile razy patrzę na ludzi, którzy się tam modlą, to przypomina mi się ten chłopak, któremu błogosławiony Jan pozwolił odmalować obraz życia, wydziergać jeszcze piękniejsze płótno, które ma głębię jego cierpienia, ale także doświadczenia dotknięcia świętości.

Niczego nie da się zacząć od nowa, grzech robi spustoszenie wokół nas i w nas, ale da się w tym zniszczonym przez kamień i strzałę życiu, wymalować obraz o większej głębi i piękniejszą, bogatszą tkaninę na nowo. Wtedy grzech staje się błogosławioną winą. Pamiętajcie, ile razy zbudujemy cielca, ile razy między nami a Bogiem stanie jakieś „drewienko”, wtedy idźmy do Jana. On jest kapłanem mężnym, on jest Mojżeszem, który pójdzie z nami do nowej ziemi obiecanej. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Z Maryją jestem bezpieczna

2018-07-16 19:29

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel, Której wspomnienie liturgiczne dziś obchodzimy, bardziej może znana jako Matka Boża Szkaplerzna, szczególnie czczona jest wśród karmelitów, a Jej łaskami słynący obraz znajduje się w Czernej koło Krzeszowic. Szkaplerzem, oprócz wierzchniej części ubioru zakonnego, nazywany także szatę Maryi, którą każdy świecki może przyjąć, oddając się tym samym pod opiekę Matki Bożej. Oczywiście, jeśli tylko chce. Szkaplerz nosili wielcy święci: Jan Maria Vianney, Alfons Maria Liguori, Jan Bosco. Nosił go także św. Jan Paweł II.

Piotr Marcińczak

Obietnice

Dość dobrze znane są przywileje przysługujące tym, którzy przyjmą szkaplerz. Maryja obiecała im szczególną opiekę i ochronę w trudnych chwilach doczesnego życia oraz dobrą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia. Druga z powyższych obietnic w XV w. nabrała kształtu tzw. przywileju sobotniego. Wierzymy, że Matka Boża uwalnia duszę zmarłego, noszącego szkaplerz, z mąk czyśćcowych w pierwszą sobotę po jego śmierci.

Warto podkreślić także, że przyjmujący szkaplerz otrzymują udział we wszystkich dobrach duchowych Zakonu Karmelitańskiego, a więc Mszach św., modlitwach, postach, dobrych uczynkach oraz mogą uzyskać odpust zupełny w dniu wpisania do bractwa szkaplerznego, a także w niektóre święta karmelitańskie: wspomnienie św. Szymona Stocka (16 maja), uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (16 lipca), święto proroka Eliasza (20 lipca), święto św. Teresy od Dzieciątka Jezus (1 października), uroczystość św. Teresy od Jezusa (15 października), święto Wszystkich Świętych Zakonu Karmelitańskiego (14 listopada) oraz w uroczystość św. Jana od Krzyża (14 grudnia). Osoba przyjmując szkaplerz zobowiązuje się do noszenia go na co dzień oraz odmawiania wybranej modlitwy zawierzenia Maryi, np. „Pod Twoją obronę".

Szkaplerz to nie talizman

Trzeba jednak pamiętać, co mocno podkreślają ojcowie karmelici, że nie należy traktować szkaplerza w sposób magiczny, a więc jako zaczarowany przedmiot, który wystarczy zawsze mieć przy sobie, a on zapewni nam szczęście na ziemi i uchroni od piekła po śmierci. Żeby bowiem mieć udział we wszystkich wymienionych powyżej łaskach i obietnicach, trzeba w życiu trwać przy najważniejszym i pierwszym ze wszystkich szkaplerznych „obowiązków". Jest nim gorliwe i szczere naśladowanie Maryi we wszystkich Jej cnotach. Ponieważ przynależność do Matki Bożej i miłość do Niej wyrażać się powinna przede wszystkim w gotowości do kształtowania w sobie Jej cnót, m.in.: pokory, zawierzenia woli Bożej oraz cnocie czystości według stanu. Łaska Boża bowiem wydaje owoce w życiu człowieka tylko przy jego współpracy i szczerej woli, a nie wbrew niemu lub pomimo jego obojętności. A szkaplerz jest łaską.

Dla dzieci i dla grzeszników także

Szkaplerz można nabyć i uroczyście przyjąć każdego dnia u karmelitów w Czernej. Warto jednak wiedzieć, że o ile nałożenia szkaplerza musi dokonać kapłan o tyle nie musi on być karmelitą. Może to zrobić każdy diecezjalny ksiądz, byle zgodnie z przyjętą przez Kościół formułą. Szkaplerz można nakładać także małym dzieciom, jeszcze nieświadomym tego wielkiego znaku, jako formę obrony przed złem, a nawet umierającym grzesznikom, którzy jednak wyrażą wolę przyjęcia go na łożu śmierci.

Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć

Jakub nosi szkaplerz od 20 lat. - Zafascynowałem się tym, że Maryja obiecała szczególnie chronić noszących szkaplerz. Chciałem mieć w tym udział. Przyjąłem szkaplerz i teraz tego doświadczam. Szkaplerz to jest szata Maryi, Jej godność, a także łaska. Tak to rozumiem. Jest on także znakiem przynależności do Maryi, która trwa całe życie. Bo my możemy pobłądzić, ale Ona jest wierna zawsze. I zawsze dotrzymuje tego, co obiecała, choć nigdy wbrew woli człowieka - opowiada Jakub. - Codziennie odmawiam modlitwę szkaplerzną „Pod Twoją obronę". Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć - dodaje. - Kiedy patrzę na te 20 lat ze szkaplerzem, to widzę jasno, jak moja relacja z Matką Bożą rozwijała się i ewoluowała. Widzę jak Ona się mną opiekuje, dyskretnie, ale konsekwentnie. I wyraźnie doświadczam, że prawdziwe zbliżanie się do Maryi zawsze jest zbliżaniem się do Chrystusa.

Nie mogę teraz umrzeć

Maria przyjęła szkaplerz na rekolekcjach w wieku 15 lat, po tym jak usłyszała o szczególnej opiece Matki Bożej dla noszących Jej znak i zapragnęła go mieć. Opowiada, że przez cały ten czas nosiła tradycyjną formę szkaplerza, ale kilka lat temu wymieniła go na medalik, który jest o wiele wygodniejszą formą. Maria, dziś młoda mężatka, wspomina także wypadek samochodowy, który przeżyła. - Pamiętam doskonale, że kiedy całe życie przelatywało mi przed oczami, było tam m.in. wspomnienie noszonego przeze mnie szkaplerza. I pamiętam taką myśl w mojej głowie „noszę szkaplerz i Maryja ma mnie w opiece, więc nie mogę teraz umrzeć, bo nie zdążyłam iść do spowiedzi..." i rzeczywiście przeżyłam. Wiem, że uratowała mnie Matka Boża - podkreśla.

Kiedy pytam ją jakie znaczenie na co dzień ma dla niej szkaplerz, odpowiada z uśmiechem: - To jest forma mojej walki o niebo. Sama nie dam rady się tam dostać, bo jestem jako człowiek zbyt słaba. Potrzebuję pomocy, a jaką lepszą pomoc mogę sobie wyobrazić niż tę od Matki Bożej? Czuję się z Nią bezpieczna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ruszyła rekrutacja wolontariuszy Szlachetnej Paczki

2018-07-17 18:45

pgo, Stowarzyszenie WIOSNA / Warszawa (KAI)

Co najmniej 13,5 tys. wolontariuszy w ponad 900 rejonach zaangażują w tym roku w swoje działania Szlachetna Paczka i Akademia Przyszłości. W ubiegłym roku pomoc w ramach akcji otrzymało ponad 20 tys. rodzin, a łączna wartość materialna wsparcia przekazanego im przez darczyńców sięgnęła 54 mln zł. Podopiecznymi Akademii Przyszłości było natomiast 2300 dzieci.


Wolontariusze SZLACHETNEJ PACZKI i AKADEMII PRZYSZŁOŚCI to osoby, które aktywnie działają na rzecz swoich społeczności, angażują się, podejmują wyzwania i biorą sprawy w swoje ręce. Jak mówi ks. Jacek WIOSNA Stryczek, pomysłodawca obu projektów, "kiedy coś robią, to im to wychodzi". Są jak współcześni bohaterowie. Właśnie dlatego nazywani są SuperW.

W Szlachetnej Paczce ich głównym zadaniem jest dotarcie do rodzin żyjących w trudnych warunkach. Wolontariusze spotykają się z nimi w ich domach, poznają ich sytuację i potrzeby, a następnie określają, jaki rodzaj pomocy da im największą szansę na realną poprawę ich kondycji. Wnikają do świata, do którego inni nie chcą albo boją się wejść, nawiązują autentyczne relacje i pomagają się przełamać ludziom, którzy przez wielu zostali skreśleni.. SuperW szukają dla nich darczyńców i organizują przekazanie przygotowanego przez nich wsparcia materialnego, ale dla rodzin często większe znaczenie ma samo to, że ktoś się nimi zainteresował, wysłuchał i podpowiedział, jak spróbować wyjść z pułapki biedy.

Wolontariusze Akademii Przyszłości mają nieco inne zadania, lecz ich sens jest podobny. Przez cały rok regularnie, raz w tygodniu, indywidualnie spotykają się z dziećmi, które borykają się z problemami w szkole. Wiele z nich pochodzi z trudnych środowisk. Misją SuperW nie jest udzielanie korepetycji, ale przeprowadzenie dziecka od porażki w szkole do sukcesu w życiu. Dla małego studenta Akademii, Wolontariusz staje się przyjacielem i mentorem. Otwiera się na jego potrzeby, uczy je wygrywać, wzmacnia jego dobre strony, podnosi jego samoocenę i sprawia, że dziecku zaczyna się chcieć. Wykorzystuje przy tym nowoczesne narzędzia, m.in. oryginalny, stworzony na potrzeby Akademi Przyszłości System Motywatorów Zmiany, który opiera się na metodologii projektowania doświadczeń.

O skuteczności działań wolontariuszy AKADEMII najlepiej świadczy to, że ponad 80% podopiecznych projektu w ostatniej edycji (2017/2018) zadeklarowało, że wreszcie uwierzyło w siebie, dowiedziało się, w czym są dobrzy i odnosiło sukcesy. Niemal wszystkie dzieci (94%) zgodnie przyznały natomiast, że na zajęciach z SuperW "było radośnie".

- Trzy główne korzyści z wolontariatu w Paczce i Akademii to wpływ, rozwój i ludzie. Wpływ, bo zmieniasz otoczenie w którym żyjesz i pomagasz w mądry sposób najbardziej potrzebującym. Rozwój, bo zdobywasz nowe kompetencje - współpracy z zespołem, zarządzania projektami, ale też PR czy logistyki; to od wolontariusza zależy, w co się zaangażuje. Wolontariat w CV bardzo podnosi szanse na znalezienie dobrej pracy – mówi Joanna Sadzik, dyrektor Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje oba projekty.

- Czego się nauczyłam w Paczce? - pyta Natalia, wolontariuszka z Świętokrzyskiego. - Tego jak współpracować z ludźmi. W taki konkretny sposób: gdy jest dużo zadań, obowiązków, gdy trzeba się dzielić pracą. Poza tym odpowiedzialności, systematyczności. No i tego, żeby się nie bać! Otworzyłam się na ludzi i za to jestem Paczce bardzo wdzięczna. Kiedyś zadzwonienie do kogoś obcego z prośbą o pomoc w konkretnej sprawie stanowiło dla mnie ogromne wyzwanie. Wstydziłam się, obawiałam, nie do końca wiadomo czego. A teraz – wiem, że to żaden problem, już się nie blokuję. Działam - tłumaczy.

Kandydaci na SuperW mogą się zgłaszać do 30 września. By zostać wolontariuszem Szlachetnej Paczki lub Akademii Przyszłości, wystarczy wejść na stronę www.superw.pl i wypełnić krótki, intuicyjny formularz zgłoszeniowy. Następne kroki to rozmowa i jednodniowe wdrożenie. Po nich pozostaje już tylko podjąć decyzję i podpisać umowę. Nie warto zwlekać, bo kolejność zgłoszeń ma znaczenie. Finał Szlachetnej Paczki, nazwany "weekendem cudów" odbędzie się w tym roku 8-9 grudnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem